wtorek, 31 stycznia 2012

CHCIWOŚĆ

Drama, 2011


Kilka szybkich słów.

Podobało mi się. Sednem historii jest jakaś firma zdająca sobie sprawę, że grozi jej bankructwo. Następuje to późnym wieczorem, kiedy młody pracownik po godzinach siedzi sam w biurze i coś liczy. Dzwoni do kolegi, potem po ludzi stojących nad nim. Wszyscy są zmęczeni, byli w barze przy drinku albo wracali właśnie do domu. Jednak tej nocy nie zasną - wtedy zrozumieją problem i zaczną się zastanawiać, co z nim zrobić. Całe zmęczenie z nich uchodzi a napięcie tych decydujących o ich życiu godzin czuć bardzo wyraźnie.

Film jest konkretny, ma dobry scenariusz z dialogami, z dramaturgią, ze wszystkim. Jest też dobry aktorsko, nie ze względu na samych aktorów tylko na reżysera który dobrze ich dobrał, rozmieścił w czasie (Jeremy Irons ma tylko 3-4 sceny, Stanley Tucci ze trzy, Paul Bettany lub Zachary Quinto są cały czas i widz czuje z nimi większą więź, dzięki czemu stoją na równi z tymi głośniejszymi nazwiskami).

Dobry debiut, nie mam większych uwag. Chłopak wziął się za temat który lubi i na którym się zna (wskazuje na to choćby oryginalny tytuł), jednak widz który nie zna się na tym też się w tym odnajdzie (późna pora nie sprzyja do operowania terminami więc gadają między sobą w jak najprostszy sposób). To film który krytycy obejrzą i powiedzą "Super, czekamy na jego następny film", bo on sam raczej nie będzie nikogo interesował za 2 lata - ale reżysera warto zapamiętać.


7/10.

piątek, 27 stycznia 2012

SOUTH PARK | sezon VIII

Animation & comedy, 2004


W tym sezonie dzieciaki kupią na straganie oryginalne bronie ninja, Cartman uda niepełnosprawnego by wziąć udział w paraolimpiadzie, Sten stwierdzi, że "Pasja" to gówno i pofatyguje się do Gibsona po zwrot pieniędzy oraz odtańczy grupie murzynów i wtedy "się zacznie". Cartman przebierze się za robota, do South Park przyjedzie niejaki pan Jefferson a imigranci z przyszłości wrócą do naszych czasów by znaleźć pracę. Stan nie będzie widział sensu w głosowaniu pomiędzy Gigantyczną lewatywą i Kanapką z kupą, w South Parku wybudują Wall-Mart, z poprawczaka wyjdzie groźny przedszkolak, psy i koty zdobędą masową widownię, powstanie sklep dla głupich zdzir chcących być jak Paris Hilton, Cartman zostanie medium a leśne zwierzęta odprawią Wigilię.


Ulubiony cytat #1: "rodziców gówno obchodzi przemoc, jeśli pojawią się sprawy seksualne"
Ulubiony cytat #2: "Jak do cholery efekt cieplarniany spowoduje epokę lodowcową?"

Ulubiony motyw #1: Mr Slave pokonujący Paris Hilton.
Ulubiony motyw #2: kupa mężczyzn pedaląca się nawzajem.
(obie sceny są na YouTube, ale po Hiszpąnsku :<)


8/10, średnia na odcinek 7,8/10.

niedziela, 22 stycznia 2012

SOUTH PARK | Sezon IX

Animation & comedy, 2005


W tym sezonie pan Garrison zmieni płeć, Kyle stanie się wysokim murzynem a jego tata delfinem - a to dopiero początek. Potem Cartman zamknie w piwnicy ponad 50 hipisów a Slayer uratuje świat, chłopcy zostaną agentami, twórcy odwrócą wszystkie możliwe schematy w odcinkach o Kennym który obroni niebo przed armią szatana, i w odcinku o drużynie bejsbolowej, gdzie chłopcy grają by przegrać. Cartman umrze od panierki z KFC, Jimmy będzie miał wzwód, wszyscy przyznają się do zniszczenia tamy co wywołało efekt cieplarniany. Butters umrze i zmartwychwsta bo ojciec zakopał go na indiańskim cmentarzu, pani Garrison przeprowadzi eksperyment z jajkami mający dowieść, że geje nie mogą wychowywać dzieci, Eric ogłosi światu że rudzi to zagrożenie dla innych by potem samemu stać się rudym. Tom Cruise zamknie się w szafie z Travoltą i jakimś murzynem, delfin zacznie mówić a posąg Maryi zacznie krwawić z odbytu.


Ulubiony cytat #1: "Tato, Tom Cruise nie chce wyjść z mojej szafy!"
Ulubiony cytat #2: "Geje... mogą... zawierać małżeństwa... Co?"
Ulubiony cytat #3: "To może wydawać się trochę dziwne... Ale orka z Parku wodnego umrze, jeśli nie zabierzemy jej na Książyc"
Ulubiony cytat #4: "Żeby nasz plan zadziałał, będziemy potrzebować: basenu z ogrodu Clyde'a, wózka Timmi'ego, Rosyjskiego rządu i wszystkich naszych deskorolek"


Ulubiony dialog #1:

- Tato, tato, przestań!
- Przykro mi, synu! Koniec z abstynencją!
- Tato, nie musisz tego robić! Jesteś silny, nie piłeś nic, odkąd odwiedziliśmy posąg!
- Ale posąg nie był cudem!
- Tak, posąg nie był cudem, więc to znaczy, że to byłeś ty, tato! To znaczy, że to ty nie piłeś nic przez pięć dni!
- Masz rację, Stan... Jeśli nie Bóg sprawił, że przestałem pić to znaczy, że sam tego dokonałem. Może... Może potrafię zmusić się, żeby już nigdy nie pić?
- Nie!
- Nie?
- Tato, lubisz pić - więc wypij drinka od czasu do czasu. Nawet dwa! Jeśli poświęcisz całe życie na wyrzekanie się czegoś, co lubisz - to ta rzecz ciągle cię kontroluje i nie możesz nauczyć się dyscypliny!
- Ale... może jestem taką osobą, która musi mieć wszystko albo nic?
- Nie... "Wszystko albo nic" to pójście na łatwiznę. Ale nauczenie się pić troszeczkę... odpowiedzialnie... To jest dyscyplina.


Ulubiony dialog #2:

- Przepraszam, kto tu rządzi?
- Nikt! Wszyscy jesteśmy zbyt słabi.
- Słuchajcie, mój tata był tu wczoraj i trochę mu namieszaliście mówiąc, że jest chory.
- Alkoholizm jest chorobą.
- Nie, nie jest. I nie możecie mówić takich rzeczy ludziom jak mój tata. On jest trochę hipochondrykiem.
- To jest choroba, bo jest to fizyczne uzależnienie - dlatego to choroba.
- Nie - rak jest chorobą. Mój tata musi tylko mniej pić.
- Nie może sam rzucić picia! Nikt z nas nie mógł. On potrzebuje boskiej interwencji! Uduchowienia!
- Nie, on potrzebuje dyscypliny! Ale dzięki wam ludzie, mój tata uważa, że cierpi na chorobę, której nie może sam pokonać!
- Młody człowieku, czy wiesz cokolwiek o Programie Dwunastu Kroków?
- Tak, i wiem też co nieco o sektach! Byłem liderem jednej przez jakiś czas (odniesienie do 9x13 - przy.red.nacz.)


8/10. Ocena na odcinek to 7,64/10.

W CIEMNOŚCI

Historical Drama, 2011


Socha pracował w czasie wojny w kanałach pod Lwowem, pewnego razu natknął się na uciekających tamtędy Żydów. Najpierw ci przekonali go zegarkiem, by ich nie wydał. Następnie on zaproponował im, że im pomoże się ukryć - za opłatą. Zgodzili się, choć mu nie zaufali. Tak zaczyna się ten dłużący się, wypruty z charakteru oraz dramaturgii film.

W tym filmie błędy są bardzo podstawowe: miejsce akcji jest podane na samym końcu, przez resztę filmu byłem przekonany, że oglądam Warszawę gdy tak naprawdę był to Lwów. Czas akcji również trudno mi podać: notka na końcu podaje, że Socha ukrywał Żydów przez 14 miesięcy. Jeśli miałbym to ocenić na podstawie samego filmu, to dla mnie mogli tam siedzieć góra tydzień. Świat filmu? Niby wystarczy powiedzieć, że to II Wojna Światowa i żydowskie getto, ale jednak chciałbym pokazania większej ilości scen bym wczuł się w klimat okupacji i terroru - z tym jednak cienko. Kilka scen na krzyż służących tylko za mechaniczny przerywnik - kobieta podąża ulicą, spojrzy się gdzieś, zobaczy że zastrzelono tam kogoś, ona pójdzie dalej, tam kogoś wyrzucą przez okno, i tak dalej. Brak w tym emocji, te elementy umieszczono bo być muszą, bez zastanowienia się, czy spełniają swoją funkcję.

Realizmu również za wiele w tym filmie nie ma. Z kanału można wyjść kiedy się chce, z kim się chce, nie trzeba wcześniej się choćby rozglądać by nie wpaść na patrol dla przykładu. Ukrywanie Żydów jest karalne, ale można o tym rozmawiać głośno nawet zaraz po odejściu od szefa-nazisty, albo przy obiedzie gdy dziecko słyszy (jakie jest prawdopodobieństwo, że to dziecko się wygada przy Hitlerowcach?). W innej scenie przeniosą się do kanału pod kościołem, gdzie będą musieli mówić bardzo cicho by ich nie usłyszeli. A zaraz potem nastąpi scena porodu. Tak, na pewno matka będzie cicho w tym czasie, a dziecko wcale nie będzie zachowywało się głośno przez pierwsze kilka miesięcy życia. Bo w końcu oni nie chcą, by ich znaleziono, prawda? To nie tak, że powinni się przenieść czy coś.

Wobec takich scen uwierzenie właściwie w cokolwiek w tym filmie jest bardzo trudne. Nie poczułem klaustrofobii kanałów (oślepiająca biel po wyjściu z nich na koniec wcale mi tego nie rekompensuje), nie czułem że bohater jest w niebezpieczeństwie, albo, że jego podopiecznym grozi śmierć. "W ciemności" to bardzo lekki obraz wojny - może w tych kanałach nie ma za dużo miejsca i trzeba się przyzwyczaić do smrodu, ale poza tym to większych problemów nie ma, a i te które są przestają mieć znaczenie po kilku minutach.

Jakby tego było mało, jest to film bez mała frustrujący. Cała grupa Żydów była trudna we współpracy - kobiety miały fochy a mężczyźni bardzo dużo krzyczeli i szamotali się. Przed ucieczką jeden z nich uprawiał z jakiegoś powodu seks z inną kobietą na oczach córki i żony (które udawały, że tego nie widzą), a gdy doszło do ucieczki żonie zebrało się na postawienie ultimatum ("albo ona albo ja! Wybieraj" - mąż odparł: "To nie czas na takie sceny", wyjątkowo trafne). W trakcie ucieczki jedna kobieta krzyknęła: "Nie, nie chce mi się", inna już w kanałach oznajmiła: "Ja chcę wracać! Ja chcę!". Gdy jednak ktoś zaproponuje "Może byśmy się jakoś zorganizowali, zastanowili..." to od razu zostanie zakrzyczany przez resztę ("Kto cię mianował naszym przywódcą?!"). Socha do końca nie zdobył zaufania Żydów, choć nie dlatego że się nie starał - był do końca lojalny wobec nich i trzymał się umowy bez względu na wszystko. Po prostu za każdym razem gdy ten do nich przyjdzie oni potrzebowali złapać go, przydusić, pogrozić bronią, nakrzyczeć... Ale chyba tylko dlatego, że scenariusz nie przewidział bardziej subtelnych tudzież nieprzedramatyzowanych zagrań, dzięki którym uznałbym ich za ludzi zdrowych na umyśle. Mieli być przestraszeni i nieufni, ale wyglądają ostatecznie jak małpy z bronią. Miałem mieć nadzieję, że zostaną uratowani i wyjdą z tego cało - zamiast tego miałem wątpliwości, czy ci ludzie dadzą sobie radę w normalnym świecie. Obstawiałbym raczej, że wybiją się sami po tygodniu.

Wobec takiego stanu rzeczy główny bohater jest wręcz idealny. Leopold Socha w tym filmie to mało znaczący człowiek, który stara się przetrwać wojnę i zapewnić byt sobie oraz rodzinie, a Żydom pomaga tylko z uwagi na pieniądze (które i tak w większości wydaje na jedzenie dla nich samych), jednak w pewnym momencie zacznie się zastanawiać czy warto pomagać ludziom, których nie stać nawet na "Dziękuję za to, co dla nas robisz, panie Socha". Na nieszczęście inwencji scenarzystom starczyło tylko na tą jedną postać (na dodatek tylko na wstępny zarys, jej dalszy rozwój to już kpina), bo reszta bohaterów tej historii poza imieniem chyba nie miała niczego więcej. Obstawiam nawet, że w samym scenariuszu przez większą część pracy nad filmem byli po prostu ponumerowani: Hitlerowiec #1, Hitlerowiec #2, Żyd #1, Żydowskie dziecko #1 itd. Najgorzej jest jednak z postacią żony Sochy, która praktycznie w każdej scenie ma inną osobowość (raz popiera męża w jego działaniu, raz nie, zależy od humoru scenarzysty).

Niemniej, trzeba oddać filmowi: rola Więckiewicza jest bardzo dobra, a zdjęcia w ciemności wykonano tak, by widz nie czuł się przygnieciony ciemnością, osiągając to dzięki dynamicznemu montażowi, bez korzystania ze sztucznego oświetlenia. Film ma też kilka naprawdę dobrych scen - świetnie zainscenizowanych, klimatycznych a nawet i realistycznych. Ale zaraz potem następuje z 10 scen, które tylko mogłyby być dramatyczne, dając ogólne wrażenie niewykorzystanego potencjału (choćby wspomniana scena rodzenia dziecka).

Tak piszę o tym filmie, jakbym nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest to historia fikcyjna. Jednak jestem tego jak najbardziej świadomy. Problem w tym, że Holland oparła swój film na prawdziwej historii i prawdziwych ludziach, a ja nie uwierzyłem w ani jedną scenę.


3/10
http://rateyourmusic.com/film/w_ciemnosci/

poniedziałek, 16 stycznia 2012

ARIRANG

Movie Documentary, 2011


Film o człowieku żyjącym od kilku lat w samotności. Śpi w namiocie który rozbił w dużym pokoju, gdzie większość mebli została wykonana przez niego. Uznał, że do nikąd go taki stan rzeczy nie zaprowadzi, więc zaczął prowadzić dialog sam ze sobą - jak doszło do tego, że ma depresję, dlaczego wybrał taki styl życia, co będzie dalej?

Najciekawsze jest to, że reżyseruje to wszystko Kim Ki Duk na podstawie własnego scenariusza, występuje on też we wszystkich rolach w tym filmie, a temat filmu nie jest fikcją. W 2008 roku na planie "Snu" jedna z aktorek prawie się powiesiła. Wtedy też Kim zaczął się zastanawiać nad filmem jako takim, co on daje ludziom, co on daje samemu sobie. Myśli nad śmiercią i potrzebuje samotności. Po kilku latach jednak zapytał samego siebie: czy tak ma się zakończyć moje życie? Nic więcej nie stworzę? Reżyserowanie daje mu szczęście, więc zaczął kręcić film o samym sobie. Autoterapia.

Jest w tym pewien pierwiastek niesamowitości, kiedy to np. Kim prowadzi dialog z samym sobą i w pewnym momencie mówi: "Do kogo ja mówię? Tu nikogo nie ma", a zaraz potem zaczyna śpiewać o arirang (co znaczy bodaj "cel w życiu").

Mimo, że film powstał dla jednego człowieka, to jednak każdy może znaleźć w tym filmie coś dla siebie. Choćby banalne: "Jeśli masz problem z samym sobą, musisz o nim porozmawiać z samym sobą, bo tylko ty wiesz co z tobą jest nie tak. Musisz do tego tylko dojść". Sporo emocji i dobrze spędzony czas.


7/10.
http://rateyourmusic.com/film/아리랑/

SOUTH PARK | sezon X

Animation & comedy, 2006

W tym sezonie Szef zostaje pedofilem, w Family Guy (wiecie, ten serial prezentujący nieśmieszne dowcipy oderwane od fabuły..) zostanie pokazana postać Mahometa więc Muzułmanie grożą całej Ameryce, następnie Ręcznik postanawia napisać biografię a wagina Ophry popełnia samobójstwo. Zaraz potem Al Gore opowie o ManBearPigu, Cartman wysra skarb piratów oraz postanowi zabić własną matkę, chłopcy będą grindować w World of Warcraft, rząd przyzna się do 9/11, przedszkolanka będzie uprawiać seks z uczniem ("Nice..."), Szatan stanie się tak zły jak te dupki z MTV, Cartman będzie dzwonił do samego siebie z przeszłości, a Stan poprowadzi dziecięcą drużynę hokejową (jedyny słaby odcinek w sezonie).

Ulubiony motyw: tłumaczenie przez Cartmana wyższości jego żartu nad Family Guy ("moje żarty zawsze pasują do historii, wynikają z niej, są oparte na rozwoju emocjonalnym postaci!")

Ulubiona scena: tłumaczenie teorii ewolucji przez Garrisona (obejrzałem trzy razy pod rząd): http://www.youtube.com/watch?v=1LzSX37C5J4

Słowo na dziś: "nice": http://www.youtube.com/watch?v=b-XhyLqC344


7/10. Średnia na odcinek: 6,64/10

wtorek, 10 stycznia 2012

KOŃ TURYŃSKI

Drama, 2011


Samobójstwo z nieświadomego wyboru.

„Koń Turyński" jest to po prostu następnym filmem Tarra, który w pewnym momencie swojej twórczości zaczął kręcić filmy czarno-białe, oparte na skomplikowanych ujęciach, scenariuszu László Krasznahorkaia i muzyce Mihály Viga. Zaczyna się od sceny w której koń ciągnie wóz z woźnicą. Trwa ona kilka minut i jest poprowadzona jednym ujęciem, a każdy podjazd obiektywu sprawia, że czułem oddech oraz zmęczenie konia. Tak naprawdę było, i to właśnie Bela Tarr chciał osiągnąć, dlatego to ujęcie tyle trwa i jest poprowadzone w ten sposób: by widz zrozumiał konia. By wczuł się w jego sytuację. Jakkolwiek to brzmi, jest to ważne, w końcu koń jest jednym z trzech głównych bohaterów filmu.

Tarra interesuje los ludzi słabych, z samego dna społeczeństwa. Ludzi przegranych, w których nie ma nawet iskry życia. „Na nich wszystko wygląda bardziej prawdziwie", uważa. W „Koniu Turyńskim“ sprawia, że widz rozumie ten pogląd, przedstawiając los dwójki ludzi mieszkających na końcu świata stanowiącym metaforę piekła, gdzie powoli zamiera wszelkie życie: woda wysycha, światło gaśnie by już nigdy nie zapłonąć, a wiatr dmie z taką siłą, jakby chciał wygonić ich z tego świata. Film jest ponury, smutny i depresyjny, monotonia i cykliczny plan dnia bohaterów wpływa na widza: rozumie ich, czuje świat w którym egzystują, boi się go. To piekło bez fajerwerków, działające na innym poziomie świadomości - człowiek z opóźnieniem zdaje sobie sprawę, co się stało. Dopiero wtedy, gdy jest już za późno by z niego wybrnąć. Piekło z samego dna człowieczeństwa.

Cel tej historii jest prosty: uświadomić, że „Za późno“ kryje się tak naprawdę w nas samych i naszym ostatecznym poddaniu się. Można spróbować uciec od klęski, jednak jeśli ciągniemy ją ze sobą, niczego nie zmienimy. Możemy zachowywać się jak koń, który sprawia wrażenie, jakby z honorem odmawiał dalszej egzystencji na takim świecie. Może zachowywać się jak Cyganie lub czekać jak woźnica, który w pewnym momencie będzie krzyczał „Musimy jeść!“ ale nie będzie w stanie znaleźć odpowiedzi na nieme „Po co mamy jeść?“.

Film jest dla mnie wciąż żywy, obejrzę go jeszcze nie raz, by głowić się nad wieloma rzeczami - zarówno w kwestii technicznej (jak nakręcono choćby sceny z koniem) jak i merytorycznej - chciałbym zrozumieć monolog pewnej tajemniczej postaci, albo dowiedzieć się, jaki związek z filmem ma anegdota którą opowiada narrator na początku. Jak każdy film Tarra, ten też wprowadza widza w pewien rodzaj transu za pomocą wybitnej gry światłem (tym razem niemal zrezygnowano ze sztucznego oświetlenia), skomplikowanych ujęć oraz demoniczej muzyki Vala, który tym razem skorzystał z wiolonczeli, skrzypiec oraz organów. Film trwa 150 minut i to czuć, jednak jest to doświadczenie bardzo płynne: dzieło Tarra intryguje, wzbudza głębokie emocje oraz przynosi na koniec katharsis, gdy tylko w lewym górnym rogu pojawi się drobny napis „rendezte: Tarr Bela“.



9+/10.

http://rateyourmusic.com/film/a_torinoi_lo/

piątek, 6 stycznia 2012

GREEN LANTERN

Superhero, 2011


Podobało mi się.

Pierwsza reakcja: bohater budzi się rano, w pośpiechu ubiera się i wychodząc rzuca do dziewczyny leżącej w jego łóżku „Hej, muszę spadać. Woda jest w kranie“. Haha, ale zabawne.

Druga reakcja: w tym filmie są aż dwie dziewczyny !! NIESAMOWITE. I ta druga ma aż dwie linie dialogowe! Trzy! Cztery! Coraz więcej! To oczywiste, że to jest miłość głównego bohatera, ale wygląda na to, że w przeciwieństwie do innych filmów innych filmów z tego roku, między tą dwójką może być jakakolwiek relacja! WOW!

Trzecia reakcja: samolot spadał, a ten myśli o swoim ojcu. Niezręczne, ale ujdzie.

Koniec z punktami, bo potem to już tylko podobało mi się to coraz bardziej i bardziej. Rzecz jest o tym, że bohater filmu zostaje wybrany na członka Zielonej latarni, dostaje bajerancki pierścień i teraz musi pokonać zło. Niby nic, ale dzięki efektom specjalnym oraz scenariuszowi ten film jest przyzwoity i przyjemny w oglądaniu.

Skrypt nie jest czymś wyjątkowym, jednak spełnia swoje zadanie: przeciwnik ma swoją motywację i wyjaśnienie, czemu jest zły - widz może go zrozumieć i jednocześnie nadal potępiać. Główny przeciwnik też motywację ma, jest to również wplecione w całe uniwersum Latarni. Bohater nie jest przesadnie silny, a jego przeciwnik już tak, więc pojedynek między nimi jest ciekawy. W czasie walk korzystają masowo z otoczenia, więc środowisko jest też ważne i z tego korzystano. I tak dalej. Sama plusy, jednak bez przesady.

Efekty specjalne jednak są rewelacyjne. Kostiumy, modele obcych, statki kosmiczne, całe miasta, same bitwy... Zielona Latarnia dzięki mocy pierścienia może stworzyć wszystko: czołgi, samoloty, karabiny maszynowe, tarcze, łapać rzeczy w powietrzu i zamienić helikopter w wyścigówkę. I to robi! Nie w jednej czy dwóch scenach, ale przez cały film. I wygląda to zajebiście.

Największy problem mam tylko z taką kwestią: czy czekać na kontynuację?



6/10.

wtorek, 3 stycznia 2012

DEBIUTANCI

Drama & Romance, 2010


Film ten i jego twórców - Mike’a Millsa (reżysera i scenarzysty), oraz Oliviera Coutté (montażystę) - darzę głębokim szacunkiem. W fazie technicznej graniczył z niemożliwością stworzenia go, ale jednak powstał i można go obejrzeć, wystarczy się wybrać do najbliższej wypożyczalni, po czym bez najmniejszych przeszkód można podziwiać grę McGregora, Laurent, Plummera. Można delektować się idealnie dobraną przez Rogera Neilla muzyką, świetnymi zdjęciami Tuxena oraz przeżywać istotę filmu, która jest tak silna, że przeżyłem w jego trakcie katharsis. Jednak żaden z tych elementów nie miałby znaczenia, gdyby nie gigantyczna praca u podstaw wykonana przez Coutté oraz Millsa.

„Debiutanci” to film o Oliverze, 38-letnim mężczyźnie pracującym jako grafik. Przed kilkoma miesiącami umarł mu ojciec, matka nie żyje od lat pięciu. Obecnie jest cichy, samotny i nie ma zamiaru pakować się w kolejny związek. Mimo to daje się wyciągnąć na przyjęcie, gdzie pozna Annę. Ona nie będzie nic mówić, bo ma chore gardło, jednak za pomocą kieszonkowego notatnika rozmowa będzie możliwa. Zapyta: „Dlaczego jesteś na przyjęciu, skoro jesteś smutny?”. Oliver rozczarowanym głosem powie tylko: „Myślałem, że dobrze to ukrywam”. „Jak się domyśliłaś?” – w odpowiedzi Anna narysuje oczy.

Dlaczego między nimi powstanie uczucie? Jakie przeszkody stały im na przeszkodzie? Skąd się wzięły? Film opowiada o wpływie na teraźniejszość – przez przeszłość, rodziców, kolegów, nawet psa i historię. Trudno w tym film wyznaczyć coś takiego jak czas i teraźniejszość, tu wszystko przypomina sen gdzie to co było, jest i dopiero będzie rozgrywa się w tym samym momencie. Zdarza się, że w ciągu minuty widz zobaczy sceny z trzech przedziałów czasowych, jednak uczucie pogubienia się lub chaosu nie dotyczy tego filmu. A osiągnięto to bez żadnych widocznych znaków – nie ma tu dźwięku oznaczającego retrospekcję lub czegoś w tym stylu, wszystko jest bardzo płynne. Ani razu nie można przewidzieć, czego będzie dotyczyć następna scena jednak bez problemu można się w tym odnaleźć w ekspresowym tempie. Film generalnie można podzielić na dwie linie czasowe: pierwszą jest Oliver opiekujący się ojcem po śmierci matki, kiedy to ten ujawnia przed synem swoją prawdziwą orientację seksualną (jest gejem) i zaczyna działać czynnie w różnych organizacjach gejowskich oraz poszukuje partnera, by potem zachorować i na koniec umrzeć – wtedy też zaczyna się film, kiedy to Oliver informuje widza, że właśnie umarł mu ojciec. Drugą linią fabularną jest wszystko, co się zdarzyło w życiu Olivera po stracie obojga rodziców. Obie te linie się przeplatają, ale kolejne fragmenty tych historii nie zawsze będą pokazywane chronologicznie.

Wyobrazić to sobie można bardzo łatwo: na przykład, najpierw widz zobaczy scenę pocałunku. Za chwilę nastąpi przebitka kilku pocałunków, jakie zostały wymienione przez rodziców Olivera gdy ten był dzieckiem, sugerujący o czym wtedy pomyślał bohater (nic więcej nie zdradzę). W następnej chwili na ekranie pojawi się pies Olivera idący przez park – jednak minie kolejna chwila, nim reżyser odpowie na pytanie który to przedział czasowy. Dla przykładu: jeśli za psem pojawi się Oliver z ojcem, będzie to przeszłość. Jednak przed zdiagnozowaniem choroby czy po? O tym będzie świadczyć np. ton głosu u rozmówców. I tak dalej.

Wiecie więc mniej więcej, jak trudne było wykonanie tego filmu – opowiedzieć naraz kilka wątków rozgrywających się w różnym czasie, pokazać wpływ tego co było na to, co dopiero będzie, zachowując przy tym porządek i oczywistość w tej skomplikowanej strukturze filmu. Można to porównać do układania puzzli, tylko że tym razem każdy element układanki co jakiś czas musi zmieniać pozycję by pasować do całości. Bez jednego zgrzytu, z pełną harmonią i precyzją. Napisanie, wyreżyserowanie a potem zmontowanie tego musiało być prawdziwie tytaniczną robotą, bez której ten film w ogóle by nie zadziałał. Widz nie zostałby wprowadzony w trans, nie patrzyłby na rzeczywistość oczyma Olivera, który widząc jedno od razu widzi też zupełnie coś innego. Nie zrozumiałby też związku i połączeń między wieloma elementami w tym filmie, nie poznałby tak szczegółowo napisanych postaci, jakimi są bohater i jego ojciec (a zaraz za nimi: Anna).

Co ważne, film jest spójny – z początku jawi się jako nieco zabawny i bardzo ciepły film. Przeradza się następnie w bardzo smutny, płynnie przechodząc w piękne zakończenie, kiedy to kulminują się wszystkie wątki. Powiem tylko tyle, że w nim przeszłość przestaje mieć w końcu wpływ na teraźniejszość, to teraźniejszość zaczyna mieć wpływ na przyszłość. To bardzo piękne i optymistyczne sceny, po których następują napisy końcowe... Patrzyłem na nie, słuchałem muzyki lecącej w tle, myślałem o książkach ułożonych w pionowy słup, rozstawionych w domu Hala. O otwartych dużych oknach w jego domu i śpiewie ptaków na zewnątrz. Próbowałem wtedy nazwać to, co czułem, widząc przewijające się napisy. Doszedłem tylko do jednego: podobnie się czułem, gdy usłyszałem ciszę na koniec „Szatańskiego tanga”. W obu przypadkach, była wtedy druga w nocy.



8+/10.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Podsumowanie roku 2011 na blogu

Liczba obejrzanych w ciągu roku: 446 (-22)
Najlepszy wynik w miesiącu: 46 (marzec i maj | +7)
Średnia: 0,81 filmu na dzień (- ~0,40)


Najlepsze obejrzane w 2011 roku (z oceną 8-10/10, kolejność alfabetyczna):

Breaking Bad (sezon II)
Breaking Bad (Sezon III)
Debiutanci (2010)
Fullmetal Alchemist: Brotherhood (2009)
Ghost in the Shell 2: Innocence (2004)
Harmonie Werckmeistera (2000)
Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II (2011)
Miasteczko South Park (sezon XI)
Miasteczko South Park (sezon XII)
Miraż (1965)
Noc i Dzień (2010)
Opowieści księżycowe (1953)
Przyjaciele (sezon I)
Pojedynek na szosie (1971)
Portier z hotelu Atlantic (1924)
Szatańskie tango (1994)
Wielki kartel (1955)
Wszyscy mają się dobrze (1990)
Zagubieni (sezon II)
Zagubieni (sezon V)
Żegnaj, moja konkubino (1993)


Razem: 11 filmów fabularnych, 7 sezonów seriali, 1 mini-serial i 1 krótki metraż.



Top 10 filmów obejrzanych w 2011 roku:

1. Szatańskie tango (1994)
2. Harmonie Werckmeistera (2000)
3. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II (2011)
4. Wielki kartel (1955)
5. Żegnaj, moja konkubino (1993)
6. Wszyscy mają się dobrze (1990)
7. Debiutanci (2010)
8. Miraż (1965)
9. Opowieści księżycowe (1953)
10.Pojedynek na szosie (1971)