wtorek, 15 stycznia 2013

FLASH FORWARD / Przebłysk jutra

Odcinki trzeci i czwarty za mną. I nadal mogę głównie pisać o tym, co można było zrobić duuużo lepiej. A to co dobre w większości dotyczy fabuły więc nie chcę spoilerować. Jest gość który w black-out'cie widział swoją zmarłą córkę żywą. Wiedziałem to już z poprzednich odcinków, wątek absolutnie poboczny i niezwiązany z niczym. I łatwo mi pisać, czego tu nie ma: podbudowania. Zero wstępu, zero zainteresowania widza tą postacią, fakt że zmarła osoba żyje jest ciekawy sam w sobie, ale ginie on bardzo szybko pomiędzy innymi scenami które dla odmiany mają znaczenie dla historii. Nie ma czegoś w stylu "Zacznijmy mówić o córce, jakby żyła, wkręćmy w to widza, a na końcu skonfrontujmy to podwójnie: z faktem, że jednak nie żyje, oraz że ojciec widział ją żywą w swojej futurospekcji". Albo: "Pokażemy życie rodziców po śmierci córki, jak starają się o niej zapomnieć a potem - już w innym odcinku - ojciec powoli wraca do tego, wspomina ją. W końcu żona go zapyta, czemu to robi, i wtedy pokażemy widzowi, co zobaczył, a następnie jak powoli pozwala sobie na rozważanie, że jego futurospekcja może być prawdziwa".

Ale nie. Wstępem jest tu "Widziałem moją córkę żywą". Skończyłem to oglądać 10 minut temu, jest 28 minut po północy, tyle wymyśliłem w tak krótkim czasie o takiej porze. Póki co.

Inny przykład: w trzecim odcinku bohater leci do Niemiec, by tam spotkać się z kimś kto twierdzi, że może coś wiedzieć. Tu już były pewne próby: na wstępie jest scena w której ten ktoś zostaje zapytany "Po co to robisz". Odpowiada: "Żeby się stąd wydostać" wskazując za siebie i tu następuje długi najazd kamery, by pokazać, że tym miejscem jest niemieckie więzienie. Ale znów, można było to trochę pociągnąć i wyjawić, że bohater ma się spotkać z zbrodniarzem wojennym dużo później, zbudować jakieś napięcie.

Swoją drogą, rozmowa z tym dziadkiem to już góra złych schematów. Wiecie, to ta rozmowa w której jedna osoba nie daje dokończyć i cały czas przerywa takimi zdaniami jak "Czemu mi to mówisz" lub "To do czegoś prowadzi?". A ta pierwsza tłumaczy w zawiły, baaardzo barwy sposób... I tak się denerwują nawzajem. A na koniec okazuje się, że dużemu podbudowaniu towarzyszył mały skutek. Coś niby dostali. Ale nie będzie to tak ciekawe jak wspomniany koncept z żywą córką w futorospekcji. Różnica polega również na tym, że do tego nieciekawego przygotowywano widza przez cały odcinek. Do tego ciekawego w ogóle.

Ogólnie takich scen jest sporo w tych dwóch odcinkach, i błędy się powtarzają. Niewykorzystany potencjał, słaba ekspozycja postaci, bardzo pobieżny charakter akcji, robienie sztucznego zamieszania wokół nie tego co trzeba lub niewspółmiernie wobec pozostałych elementów fabuły (ten zbrodniarz chce dostać uniewinnienie za powiedzenie tego co wie, więc jakaś statystka będzie męczyć dupę bohaterowi, że to za wiele i jeśli w sprawiedliwości chodzi o to, by z nazisty robić kogoś dobrego to ona już nic nie wie). Ale nadal opowiada ciekawą historię która gdzieś zmierza, na koniec trzeciego odcinka bohater zadaje świetne pytanie którego nie ośmielę się wam zdradzić, a na koniec czwartego pojawił się Charlie (!). I to dla mnie niezła rozrywka, tak oglądać i rozmyślać "Ja to bym inaczej zrobił. Na pewno. No ba"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz