piątek, 8 lutego 2013

COUGAR TOWN (MIASTO KOCIC) - SEZON I

Komediowy, 2009


Zastanawialiście się kiedyś, czy ulubiony serial Abeda faktycznie istnieje? Albo co Bill Lawrence porabia po zakończeniu "Scrubs"?

Odpowiedź brzmi: Tak.

"Cougar Town" to typowy sitcom - 24 odcinki, każdy po 20-kilka minut, bez większej ciągłości fabularnej, każdy odcinek to oddzielny wątek. Motyw dominujący - dorośli po 40-tce, czyli: główna bohaterka, która zaszła w ciążę ze swoim pierwszym, a teraz są po rozwodzie, a ich syn ma już 18 lat. Ich sąsiad, mężczyzna po rozwodzie który kilka razy w tygodniu przyprowadza nową młodą dziewczynę której później już nie spotka. Sąsiednie małżeństwo z małym synkiem, niemowlakiem, którego matka jest przyjaciółką od zawsze na zawsze głównej bohaterki.

Hm, wyszło trochę smutno. Więc dla porządku - nie wyrabiałem ze śmiechu miejscami, a całość obejrzałem w kilka dni.

Największa atrakcja? Zobaczyć jak ci ludzie na koniec stanowią zgraną paczkę, jak osobnicy tak różni wiekowo wygłupiają się razem. Travis, 18letni syn bohaterki, jego wesoły ojciec i przyjaciel na zawsze tego drugiego, czyli Andy, oraz sąsiad z naprzeciwka, czyli Grayson.
Przez cały sezon widziałem to samo - żart za żartem w zabójczym tempie. Tak wysokim, że po odcinku uśmiech nie chciał mi zejść, ale też nie bardzo pamiętałem, z jakiego powodu. Nie mogłem wymienić jednego żartu, albo jak już jakiś wspominałem to miałem wrażenie: "Nie... to jeden z tych gorszych". Przez cały sezon może mam z 5 momentów, które wspominam, i są to raczej te z końcówki.~~ Przemowa Travisa na koniec liceum i jak przedstawiał pozostałym swoją rodzinę, jak Bobby został zakopany w piasku, jak Grayson udekorował dom Ellie, scena z podnoszeniem szczęki... No, kilka jeszcze bym mógł wymienić, przyznaję. Ale były ich setki.

Oczywiście, jak był jakiś moment dramatyczny to go zapamiętałem. Wszystkie... dwa. A może był jakiś trzeci? W każdym razie, ulubionym jest odcinek, w którym Travis wyjeżdża na studia i Jules (jego matka) uświadamia sobie z całą mocą, że on ją opuszcza. Ulubiony tekst: "Najgorsze w byciu dojrzałym jest to, że ma się te same marzenia co 10-20 lat temu".

Ogromnym plusem są bohaterowie i ich relacje, w pełni szczerzy, zrelaksowani w swoim towarzystwie, akceptujący się nawzajem. Piękne zjawisko. Mogę śmiało zrobić ranking ulubionych postaci: 1) Grayson, 2) Travis, 3) Andy, 4) Bobby. A co z kobietami? Cóż...
Serial dosyć brutalnie stawia sprawę jasno: kobiety w wieku 5 lat znajdują wszystkie swoje wady, chowają je przed światem, hodują aż do ślubu, a dla pewności kilka lat dłużej, i wtedy dopiero pokazują, jakie są naprawdę, dumne z każdej swojej wady. I póki traktować je jako postaci, jest bardzo śmiesznie. Ale Jules jako czyjaś matka? Nie życzyłbym tego najgorszemu wrogowi. Żyłby w takiej agresji, że byłby jeszcze gorszy. Z Laurie dałoby się wytrzymać, gdyby w sali było jeszcze z 50 innych ludzi i kontakt z nią byłby niemożliwy. A Ellie... to Ellie. Co tu dodawać? Jest najbardziej z siebie zadowolona.

Bardzo fajny serial. Z pewnością obejrzę kolejny sezon.


7+/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz