wtorek, 19 lutego 2013

FRINGE / Na granicy światów

Sezon I, 2008-09


To był jeden z pierwszych tytułów, które mi polecano po skończeniu "LOST". Podchodziłem do pilota bodaj z trzy razy w ciągu tych kilku lat, za każdym razem nie pociągnąłem dalej niż do 20 minuty. Problemy z nim miałem liczne: trwa ponad 80 minut. Po drugie: znowu jest katastrofa samolotu. Tym razem wprawdzie od środka, i pasażerowie raczej zginą na miejscu, a wehikuł wyląduje dzięki autopilotowi na lotnisku w Niemczech, ale do skojarzenia miałem prawo. I to nie był dobry, wciągający opening. Był ciekawy, był w porządku, ale to nie był poziom "LOST".

Do tego dochodzi fakt, że to nie do końca miał być serial ciągły. Rzecz miała być o detektywach i każdy odcinek miał się skupiać na oddzielnym śledztwie, obok których miała być fabuła łącząca wszystko w całość. Do tego nie podobał mi się pośpiech w przedstawieniu głównego bohatera i jej dziewczyny, a przy trzecim podejściu doszedłem do momentu w którym Michael Giacchino coveruje własne "Hollywood and Vines" z "LOST: Season 1".

Na szczęście okazuje się, że głównym bohaterem jest ta kobieta, jej ukochany idzie szybko do piachu (co nie znaczy, że znika z tej opowieści na dobre), a śledztwa może i kończą się wraz z odcinkiem, ale wpływają one na świat, na bohaterów, na całość, i nie da się tego oglądać od środka. Wszystko prowadzi do finału, który powoduje... zaniemówienie. Tyle powiem.

I nie mam tak naprawdę nic do samej konstrukcji "1 odcinek = 1 śledztwo", bo w tym serialu wszystko kręci się wokół pseudonauki, czyli mutacji, manipulacji cząsteczkami i masą innych skończonych głupot, które autorzy wciskali mi z pełną powagą... I nawet często wychodzili z tego z godnością. Serio, byłem w stanie uwierzyć, że teleportacja lub czytanie w myślach jest możliwe. Że gadali bzdury? Nie wiem, jestem idiotą, więc nie mogę mieć pewności. Ale nawet jeśli - umieli to wykorzystać, by opowiedzieć niesamowite historie z gatunku Sci-Fi. Cel uświęca środki? Czemu nie, to tylko serial. Nie jest tak, że biorę to za prawdę i solidne fakty.

Jedno, czego żałuję, że opening pilota jest taki przeciętny. Bo w kilku kolejnych odcinkach openingi są o wiele lepsze, i zatrzymują przy monitorze na te 50 minut. Szybki przykład: opening drugiego odcinka. Obejrzyjcie go, po prostu. 3 minuty samego napięcia.

http://www.youtube.com/watch?v=2VJHlp2ByqE

A to mój faworyt wśród openingów, gość jedzący kanapkę i niewiele więcej:

http://www.youtube.com/watch?v=s_8dO1bUTVQ



Początek sezonu to świetne odcinki, nawet Pilot jest w porządku, nie miałem ich dosyć i często oglądałem więcej niż jeden dziennie. Gdzieś w połowie twórcom przestało iść ze środkiem odcinka. Początek był obiecujący, a koniec intrygujący, ale środek był już... taki se. Często bez problemu przerywałem seans by zrobić coś innego. Dopiero w finale się to zmieniło (na lepsze).

Bohaterowie. Olivia ma większość czasu rozpuszczone włosy, więc ok. Peter i Walter, czyli syn i ojciec, też są świetni. Nadal nie wiem wiele o tym pierwszym, a ten drugi nadal nie pamięta wszystkiego o sobie i swoich badaniach (17 lat spędził w szpitalu psychiatrycznym, który go zepsuł). Świetne połączenie, świetnie wykorzystano też motyw naprawiania relacji ojciec-syn. Poza tym kupa śmiechu z nimi, Walter cały czas zdaje się bardzo łatwo odrywa od rzeczywistości, i w trakcie robienia autopsji może stwierdzić, że ma ochotę na tort kawowy. Peter z kolei, to jak połączenie postaci serialowej ze sceptycznym widzem, który ogląda serial i go komentuje na bieżąco. Zawiłe? Przykład: Peter o czymś słyszy, np. o tym, że możliwe jest czytanie w myślach. I to natychmiast komentuje, że to przecież niemożliwe, a następnie zaczyna z tego żartować w sarkastycznym tonie. Cały czas również podkreśla absurd każdej sytuacji, w której on - międzynarodowy oszust, jego ojciec - genialny naukowiec który postradał zmysły - współpracują z FBI nad rozwiązywaniem tajemniczych zdarzeń. Świetny koncept na postać, bardzo dobrze wykonany.


Wady są liczne, poczynając na chaosie i dużej ilości rzeczy które się dzieją, postaciach które coś robią, ale giną i nie zdążą wyjaśnić swojej roli we Wzorze, albo powiedzieć czegoś konkretnego. Zawsze tylko: "Niedostrzegasz wszystkiego" lub "Nie rozumiesz, co właśnie zrobiłaś!". A bohaterka nie jest gotowa, by usłyszeć jakiekolwiek odpowiedzi od przełożonego. Czyli widz również nie jest. Często przeszkadzało mi, że np. czyjaś ucieczka nie jest kontynuowana w następnym odcinku, tylko powiedzmy: 4 epizody dalej. A w międzyczasie zachowują się, jakby tej ucieczki nie było.

Poza tym... W kilku początkowych odcinkach bardzo natrętnie przypomina się widzowi, kto kim jest i o czym jest serial. Wiecie, jakby komuś nie chciało się oglądać pierwszych 8 odcinków to w 9 mu się wyjaśni.

Czekam na kolejny sezon i kolejne odpowiedzi. I więcej Obserwatora. Kto by pomyślał, że grając obok Lance'a Reddicka można nadal być najbardziej charakterystyczną twarzą w produkcji? I to będąc białym. Pozostałych też chętnie zobaczę.


7/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz