niedziela, 17 lutego 2013

(!!!) NA SREBRNYM GLOBIE

Science Fiction & Psychological Drama, 1977-1988


To co najmniej trzy filmy w jednym. Fabuła sama w sobie, opowieść o kinie i jego możliwościach, opowieść o jego powstawaniu. Samo czytanie o tym, jak powstawała ta niesamowita historia, prawdopodobnie najlepsza tego typu. Oparte wszystko na historii prekursora polskiego sci-fi, którego stryjeczny wnuk w 1977 zaczął adaptować - oczywiście na swój język kina. Kina opętanego, szalonego, wysokobudżetowego. Miejsca kręcenia - od Bałtyku, przez Wieliczkę i pustynię Gobi, po Kaukaz. Dwa lata pracy po których wszystko zniszczono, a film zniknął - zgadnijcie z czyjego rozkazu. Dopiero ponad dekadę później pozwolono Żuławskiemu dokończyć pracę, jednak ten nie mógł tego zrobić (z powodu choćby śmierci kilku aktorów). Zamiast tego dał przypadkowe ujęcia z Warszawy i innych miejsc Polski, do których dodał własny głos z OFFu, wyjaśniający co tam miało być.

A informuje o tym na samym początku filmu. Głosem z OFFu, zgadza się.

Ale po więcej szczegółów sięgnijcie sami. Ja bym musiał wszystko po prostu skopiować ze stron, na których omówiono ten film, bo nie ma tam słowa zbędnego. Na przykład, dopiero teraz się dowiedziałem, że uwielbiane przeze mnie "Opętanie" Żuławski napisał pod wpływem depresji i myśli samobójczych, właśnie wywołanych przez decyzję o anulowaniu jego dzieła, które w momencie premiery mogłi być bardziej rewolucyjne od "Star Wars".

A czemu w ogóle zajrzałem na stronę z takimi informacjami? Bo guzik z filmu rozumiałem już po kilkudziesięciu minutach, i musiałem chociaż zarys fabuły poznać. Kamera jest dzika, bohaterowie mówią jedynie z użyciem poetyckich zdań takich jak:

- Musimy przedostać się na drugą stronę.
- A jeśli tam nic nie ma?
- ...Musi być!
- ...Tak... Masz rację. To ja wciąż zapominam, że wiem wszystko, a nie rozumiem niczego.

...(#@%@^@$^#@$?!

Wszystko tu jest inne, to kraina do której nie jestem przyzwyczajony. To język, którego nie znam, to stan umysłu w którym się nie odnajduję. Tutaj warto zaznaczyć - to że film jest niezrozumiały, nie znaczy, że niemożliwe jest jego zrozumienie. Po przeczytaniu zarysu fabuły wyjaśniło mi się całkiem sporo, i generalnie było lepiej - choć seans nadal był ciężkim doświadczeniem. Z jednej strony męczył, z drugiej gdy widzę ten film to czuję, że to jest kino kompletne i niczego już więcej nie trzeba.

Jedno zdanie dobrze zapamiętałem - "bohaterowie mówią tak, że tylko Żuławski rozumie w pełni o czym mówią". To też na mnie działa, bo to pewnie prawda. Sam wiele tekstów piszę tak, że miejscami sam muszę sobie przypomnieć, co miałem wtedy na myśli. To ciekawy zabieg, tworzyć tak, by jedna z warstw była dostępna tylko dla autora.

Kiedyś powtórzę sobie ten film. Gdy będę lepszym człowiekiem. Żuławski po tym filmie awansował u mnie do czołówki ulubionych reżyserów, obok Tarra i Leone. Prowadzenie aktorów, współpraca z operatorem, jego psychodeliczny styl, umiejętność panowania nad naprawdę monumentalnymi scenami, i przede wszystkim: on bije mnie po głowie możliwościami kina, nawet jeśli spoglądam na ekran przez minutę. To co tu się dzieje przez tą minutę, autentycznie mnie rozwala.

Ale scenarzysta chyba z niego nie najlepszy. Własny styl swoją drogą, ale tak niezrozumiałe wprowadzenie nawet w podstawy historii to spory minus. Kto wie jednak, co będzie po powtórce.

Wszyscy: Chuja nie recenzja, Garret
Garret: No.

Przyznaję, film zadziałał na mnie na wielu poziomach. Kilka z nich nie zalicza się do prostej relacji film-widz.



8+/10

http://rateyourmusic.com/film/na_srebrnym_globie/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz