wtorek, 19 marca 2013

BABYLON 5 /sezon IV (rządzi)

Science Fiction & Space Opera, 1996-97



Najpłynniejszy. Najwięcej się dzieje. Najwięcej emocji wywołuje. Najwięcej się zmienia. Najwięcej odbiega od schematu, którego i tak nie było. Naj, naj, naj...

Fabuła jest płynna. Wprawdzie dwa razy w tym sezonie miałem odczucia: "Hę? To nie jest koniec? To jeszcze coś będzie?", bo po zakończeniu pierwszej wojny w 4x06 wrócił wątek innego konfliktu, i to było trochę niepłynne, bo nie był poruszany chyba z 15 odcinków, ale do całej reszty nie mam zastrzeżeń. Teraz każdy wątek znajdował jakąś kontynuację w kolejnym odcinku, na palcach można policzyć wyjątki w których jeden wątek zajmował cały epizod. I te również były rewelacyjne - 20-minutowe wyjaśnienie, co się działo z Garibaldim gdy ten zniknął pomiędzy sezonami? Wspaniałe. Dwuodcinkowy czyściej na Z'ha'Dum? Magiczne. 42 minuty zamknięty razem z bohaterem w celi, w której go torturowali? Niesamowite. Finałowy odcinek, w którym narrator (?) patrzy na fabułę serialu z perspektywy 100, 500 a nawet i tysiąca lat? Czemu jeszcze to czytacie zamiast oglądać?!

4x19 "Between the Darkness and the Light"

Catargia to największy psychol w historii kinematografii. I nie zajmuje tylko pierwszego miejsca, tylko całe podium. Bo każda scena w której występuje zbliża go do tronu coraz bardziej. Kulminacja wybucha, gdy opowiada o tym, jak torturował pewnego obcego... Zero krwi, zero pokazania tego, co robił, zero sztuczek. Tylko aktor i jego monolog. Już wcześniej, gdy Londo opowiadał o torturach które są tradycją w jego narodzie - już wtedy nie chciałem go słuchać. To było zbyt okropne. A było tylko wstępem, zanim te rzeczy naprawdę zaczęły mieć miejsce...

Praca kamery. Miałem do tego również jakieś uwagi wcześniej, ale w IV sezonie jest zwyczajnie doskonała. Połowa ładunku dramatycznego który jest w tej produkcji to właśnie zasługa kamery lawirującej pomiędzy dziesiątkami postaci. Ulubione "one shot" to 4x17, gdy Garibaldi poznaje plan pewnego pana, siada w fotelu odwrócony tyłem do kamery która po chwili zaczyna się zbliżać...

4x17 "The Face of the Enemy"

Z 4x17 pochodzi też mój faworyt pod względem połączenia obrazu i muzyki. Sheridan będąc pod wpływem bije się w barze, oświetlenie zostaje rozwalone, a z głośników walą klimaty "My Bloody Valentine"... Od razu zaciskam mocniej słuchawki, podkręcam głośniość i chłonę epickość tego widowiska

http://youtu.be/d7Ff2zZ27ow?t=2m15s (czas ustawiony tak, by nie było spoilerów, tylko nie czytajcie tam opisu ani komentarzy ~~)

Czołówka tego sezonu pewnie jest póki co najlepsza. Składa się na nią rewelacyjne sceny akcji z komentarzem od każdej postaci. Nadal nie rozgryzłem, kto wypowiada drugą kwestię. A do tego czasu, wygląda to tak:

Lennier: It was the year of fire
?: The year of destruction.
G'Kar: The year we took back, what was ours.
Delenn: It was the year of rebirth.
Vir: The year of great sadness.
Marcus: The year of pain.
Deleen: And a year of joy.
Londo: It was a new age.
Franklin: It was the end of history.
Ivanowa: It was the year everything changed.
Sheridan: The year is 2261. The place - Babylon 5.

Z perspektywy czasu w czołówce nie powinno być jednej z postaci, bo nie dotarła ona do końca sezonu, więc tak to dziwnie jest, ale cóż.

Powinienem też coś napisać o zapłakanej Susan, ale nie wiem co. Chcę o tym tylko pamiętać.

Poza tym, było też kilka momentów w stylu pierwszego sezonu, gdy to był problem ale bohaterowie myśleli dużo nad nim i w końcu udało im się wykorzystać system by go rozwiązać. Świetnie też Sheridan przekonał Ligę, by chcieli Zwiadowców.:) "Are you out of your mind?!" to najbardziej przesadzona reakcja ever, ale i tak nie mogę przestać tego oglądać.

Ech, można dużo gadać...



Dużo/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz