środa, 6 marca 2013

(legendarny) BABYLON 5

Sezon I, 1994


Cóż ja mam tu napisać? Tak wiele myśli, tak niewiele konkretów, tak skromne możliwości. Co to "Babylon 5" - najodważniejsze przedsięwzięcie w historii telewizji do czasu "Lost", a nawet i wtedy wygrywało pod pewnymi względami. W drugiej połowie lat 80 Straczynski wymyślił sobie, że złamie wszystkie reguły jakie dotyczą tworzenia seriali, stworzy opowieść poważną, dojrzałą i kompletną, od samego początku rozpisaną na konkretną liczbę odcinków i sezonów. Do dziś serial jest jednym z niewielu wyjątków, które dokonały tej sztuki. Historia w nim opowiedziana dotyczy stacji kosmicznej "Babylon 5" w roku ziemskim 2258.

Bohaterowie. Jeff Sinclair, komendant tytułowej stacji, odpowiedzialny za wszystko i wszyscy się do niego o wszystko zwracają. Wiele odcinków jest poświęconych tylko zbudowaniu tej postaci i jej potężnego charakteru - po 22 odcinkach pierwszej serii nie powinno być wśród widzów takich osób, które by wątpiły, czy nadaje się na przywódcę. Potrafi pertraktować, dowodzić, stosować dyplomację a w chwili ostatecznej poświęcić się. Jest taki świetny odcinek, w którym zdarza się wypadek w dokach i ginie jeden z robotników. Brat ofiary razem z przywódcą robotników zaczynają nielegalny strajk, żądając dodatkowych pracowników i wymiany sprzętu (bez wnikania w szczegóły). Ziemia wysyła negocjatora i grozi Sinclairowi, że jeśli ten nie da rady strajkującym to wykorzystają pewien przepis, umożliwiający im zaaresztowanie wszystkich strajkujących i zatrudnienie nowych (wszyscy robotnicy podpisali kontrakt, który mówi jasno - nie mają prawa do strajku, dlatego jest on nielegalny). Rozpęta się mały armagedon, a pośrodku niego będzie kapitan. I jaką decyzję podejmie? Żaden z was o tym nie pomyśli. Ten świat potrzebował do tego właśnie Sinclaira. Cześć mu !!

1x08
Ideą stacji Babylon 5 ma być dyplomacja, więc wszystkie ważniejsze rasy mają swoich przedstawicieli. Sinclair jest przedstawicielem ludzi. W przypadku pozostałych są to: Londo (Centauri, z włosami postawionymi w irokez w poprzek głowy, mówiący z silnym, quasi-rosyjskim akcentem), G'Kar (czyt. Żakar, rasa Narn, szukający cały czas powodu do bójki), Deleen (Minbari, najspokojniejsza i najbardziej gwałtowna gdy przyjdzie do chronienia sekretów swoich i swojej rasy), oraz Kosh (Vorlon, najbardziej tajemniczy, nawet nie wiem jak wygląda, a gdy mówi w tle wybrzmiewają niepokojące dźwięki). Wszystkie te rasy mają inny stosunek do ludzi i do siebie nawzajem, mają własną historię i temperament. Centauri lata świetności mają za sobą, ale bardzo chcą ich powrotu. Narni to dominatorzy, handlujący ze wszystkimi którzy dadzą dużo w zamian. Minbari to jedna z najstarszych ras, podzielona na dwie kasty - wojowników oraz religijnych.

I pewnie już zauważyliście, co jest największą zaletą tego tytułu. Tony historii na każdym kroku, mnóstwo rzeczy które trzeba wykuć na pamięć by oglądanie kolejnych odcinków miało jakikolwiek sens. Ja w pewnym momencie odpadłem i zwyczajnie notowałem sobie streszczenie odcinka, tak w dwóch trzech zdaniach. Bardzo rzadko tyle wystarczało. W jednym odcinku na stację przybędzie pewna osoba płci żeńskiej. Jedna z Narn gdy tylko ją zobaczy krzyknie "Deathwalker!" i zacznie się z nią bić. I to nie bić - pobić, tylko na śmierć. Jednak zostanie odciągnięta i zabrana, jej ofiara z kolei wysłana do medlabu. Wyjaśnią się dwie rzeczy - Deathwalker to kobieta, która przed 30 laty doprowadziła do holokaustu kilku mniejszych ras, martwą i z tego powodu jest wielu chętnych by ją skazać. Jednak jest ich wielu i każde sugeruje by zrobić to na inny sposób, do tego dochodzi jeden istotny fakt: tej "Deathwalker" udało się stworzyć miksturę nieśmiertelności. A za dowód ma służyć ona sama, wyglądająca dokładnie tak samo jak przed 30 laty. I co teraz? Kilka ras bijących się o nią w środku neutralnej części kosmosu, do tego dochodzi kwestia nieśmiertelności. Czy to brzmi na odcinek telewizyjny, trwający 40 minut? Nie, to brzmi jak streszczenie jakiejś trylogii Petera Jacksona.

I nie ma tu jakiegoś wygodnego wprowadzenia. Większość odcinków pierwszej serii to właśnie coś w rodzaju przedstawienia tego świata, ale nie ma tu nic podanego na tacy. Pierwsza scena serialu? Atak Narn na kolonię robotniczą Centauri! Nie wiecie jaki jest rok, kim są Narn i Centauri, jaka jest ich historia, musicie po prostu oglądać dalej. I obserwować, jak subtelnie zmieniają się relacje między poszczególnymi kulturami, jak Sinclair robi sobie coraz więcej wrogów. Jak zaostrza się sytuacja na Marsie, jak dowodzi przywódca na Ziemi. A te 22 odcinki wciąż nie wyjaśniają nawet samych podstaw. Kim są Volronie, jak wyglądają? Dlaczego wybuchła wojna między ludźmi i Minbari? W całej serii jest jedynie zasugerowana przyczyna.

Nie wiem, co jeszcze pisać o tym serialu. Ledwie wspomniałem o tym, co zobaczyłem. A o reszcie nie chcę pisać. Jeszcze na to za wcześnie. Podsumowanie? Ocena końcowa? Wszyscy wiedzą, jaką ocenę wystawię. Jeszcze tylko nie wiem, jak ją uargumentować. Będzie ranking filmów pełnometrażowych. Będzie ranking odcinków. Będę sporo pisał na temat serialu, może na końcu wysilę się na recenzję. Jestem dogłębnie zafascynowany tą produkcją.

A wkrótce napiszę oddzielny tekst poświęcony minusom całej produkcji.


Ocena - BabylonV/10.

3 komentarze:

  1. Jak ci się podobają takie klimaty to sięgnij po inne znakomite seriale sci-fi z tego okresu m.in. "Ziemia 2", czy 'Space Above and Beyond'. Doczekały się niestety tylko jednego sezonu, więc szybko pójdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam do oczekiwanych, ale najpierw muszę (podkreślam) skończyć "Babylon 5".

      A potem i tak czeka "Z archiwum X" (I sezon), "Star Trek" ('66) i "Quantum Leap". Dwa ostatnie będę musiał po angielsku spróbować obejrzeć.

      I w ten sposób dotrę do wakacji.:)

      Usuń
  2. Iksfajle zapewne będą musiały się nieco rozkręcić (najlepszy sezon to 6, później pewnie te 3-5 i 7), by Ci się spodobały, ale później to sam miód. Choć oczywiście wcześniej też są cool odcinki.
    A 'Quantum Leap' to zwykła komedyjka jest. Oprócz osi fabuły o przeskakiwaniu w czasie do ciał innych osób, nie ma tam więcej ze sci-fi. Fajnie to się kiedyś oglądało w tv, ale dziś już do tego bym nie wrócił i nie wiem czy warto. Lepiej sięgnąć po 'Sea Quest'...

    OdpowiedzUsuń