poniedziałek, 11 marca 2013

O minusach Babylon 5 /part 2

Bo jak pisałem pierwszy, to się mi zapomniało wspomnieć o dwóch czy trzech sprawach. Handluj z tym. Poza tym i tak podzieliłbym to na dwa teksty, które same w sobie są i tak za długie. Do rzeczy:


1) Zachowanie telepatów, Soul Hunterów, Psychopolicji i całej reszty uzdolnionych inaczej.

Jeden Hunter miał wskazać miejsce gdzie na stacji przebywa drugi Hunter, posługując się mapą. Miał wyczuć energię z miejsca w którym on jest, coś w tym guście. Więc podszedł, odchylił głowę do tyłu, zamknął oczy, ręka zawisła jak u jakiejś cyganki za dychę... Ubaw po pachy, gdyby to nie było takie żałosne.

Sprawdzanie kogoś przez telepatę, czytanie jego umysłu i tak dalej. Za każdym razem trzeba nawiązać kontakt wzrokowy, więc... Podchodzą, i wpatrują się w niego, jakby stał 3 kilometry od nich, zamiast pół metra. Prosiłbym tylko o odrobinę subtelności, naprawdę. A groteskowo zaczyna być gdy trzeba będzie w pewnym odcinku sprawdzić kilkanaście takich umysłów. Za każdym razem podejść, wpatrywać się przez kilka sekund, wszystko z pełną powagę i subtelnością walca. Drogowego. Niemieckiego.

Zachowanie Talii, ilekroć ta dotknie złego umysłu, to już raczej oddzielny temat. Ale nie chcę tego zbytnio komentować - są różni ludzie, mają inną wrażliwość i różnie reagują, bla bla bla. Problem w tym, że ona ma chyba jeden sposób reakcji na wszystko. I każdy zdaje się przesadzony. Bardzo. Jednak winiłbym samą aktorkę.



2) Morały na siłę, lekcje na przyszłość

W tej opowieści są różne rasy kosmitów, więc można się było spodziewać tematu rasizmu. I ten jest, bardzo często opowiedziany z rozwagą i dojrzałością. Ale zdarzają się przypadki... amatorskie. W jednym odcinku Susan będzie musiała rozstrzygnąć spór pomiędzy jedną z pomniejszych ras. Otóż nastała ta pora, gdy jej przedstawiciele zaczynają walkę między sobą. Nie na śmierć, tylko do nieprzytomności. Ivanowa na początek próbuje zrozumieć, o co walczą i dlaczego. Otóż, na starcie biorą skrzynkę, wsadzają do niej zielone i filoetowe szarfy. Kto wylosuje zielony, jest zielony, kto fioletowy jest fioletowy. A potem fioletowi się biją z zielonymi. Śmieszne? Do czasu, aż zaczną się zabijać, wtedy będzie już poważnie. Ciekawy, lekki wątek poboczny? Na końcu Ivanowa zacznie: "Przecież ta walka jest głupia!", na co jej odpowiedzą: "Przecież wy ludzie też się bijecie o kawałek materiału. Sztandary, mundury". Ta, znowu ta subtelność walca drogowego Made in Germany.

Tego typu rzeczy nie zdarzają się często. Ale jednak są. Z reguły nawet nie przeszkadzają zbytnio. Mogę zrozumieć np. odniesienia do WW II, choć to tak jakby dziś się odwoływać do Rewolucji Francuskiej lub Potopu Szwedzkiego, wojny 30-letniej i tak dalej...


3) Luźno powiązane odcinki.

Co przez to rozumiem - rzeczy które się rozegrają w danym odcinku bardzo rzadko są zapowiadane w poprzednim. Jakieś trzecioplanowe wątki w stylu doktora biorącego stymulant by dać sobie radę z 36-godzinnymi dyżurami - takie rzeczy będą miały odpowiednie nadbudowanie. Najpierw co kilka odcinków zostanie pokazane, jak bierze ten środek, w jednym z nich wyjaśni się, co to w ogóle jest, jak działa. I dopiero potem Garibaldi zapyta, czy doktor na pewno kontroluje sytuację. To jest świetne. Ale główne wydarzenia nie są tak traktowane. Często mam wrażenie, że wychodzą znikąd, choć tak naprawdę najpierw trzeba było wielu odcinków, by dane wydarzenia mogły nastąpić. Bardziej mi chodzi o samo wrażenie, że coś pomiędzy jeszcze można było dopowiedzieć. Samo to "wrażenie" sporo ujmuje serialowi.



3,5) Odcinki mają swoje wątki na wyłączność.

Errata do punktu trzeciego, ale i lekka wada sama w sobie. Otóż, jeśli coś ma się wydarzyć, bardzo rzadko dzieje się to na przestrzeni więcej niż jednego odcinka. Jakiś ważny wątek podzielony jest na mniejsze etapy, które będą rozłożone na kilka odcinków. To nadal będzie jeden długi wątek, ale pomiędzy tymi etapami będzie długa przerwa dla innych wątków (a tych jest od groma). Powoduje to dwie rzeczy: wrażenie przypadkowości, jakby twórcy przed pracą nad danym odcinkiem losowali, który wątek będzie teraz kontynuowany. Wciąż jest to tylko wrażenie, bo istotny jest często przedział czasowy między kolejnymi etapami danego wątku (np. czyjaś śmierć, w związku z tym na stację przybywa rabin by krewni tej postaci mogły ją pożegnać, ale potrzeba czasu by przybyć na stację, stąd też trzeba poczekać kilka odcinków). Wciąż jednak każdy odcinek wydaje się zamkniętą całością, że tak to ujmę - na koniec często będzie jakiś epilog, rozmowa w barze, położenie się do łóżka, odpoczynek przy kieliszku wina. Jakby sprawa była zakończona i w ogóle było po wszystkim. Nie ma wskazania kierunku, w którym wszystko się potoczy, nie ma materiału dla oglądającego, by ten mógł być z serialem pomiędzy odcinkami, by zaczął czegoś oczekiwać od kolejnych odcinków. A raczej, by choć symbolicznie wątek był kontynuowany w kolejnym odcinku. Obecnie wygląda to tak: robi się kaszana, np. w stosunku pomiędzy dwiema rasami, i obawiam się tego, w co się to rozwinie. Ale to nastąpi dopiero za 6-8 odcinków. Do tego czasu będę oczekiwał rozwinięcia 10 innych rzeczy. I tak w kółko.
A łatwo było tego uniknąć - np. na początku jednego z odcinków ktoś zapowie swoją wizytę na stacji. I to będzie zagrożeniem dla pewnej organizacji, będzie oznaczało kaszanę. I to jest świetne! Natychmiast się wsiąka w odcinek i wyczekuje, co bohaterowie z tym zrobią. Dla mnie jednak lepiej byłoby, gdyby zapowiedź tej wizyty miała miejsce pod koniec wcześniejszego odcinka.

Druga sprawa: nie można się nacieszyć zmianą lokacji. Bez spoilerów, ale parę razy jednak opuszczą Babylon 5. I za każdym razem odwiedzą nowe fascynujące miejsce, lub zetkną się z jakąś cywilizacją, będzie tego mnóstwo. Ale na koniec odcinka zawsze wrócą na Babylon 5, i zawsze wrócą do tematu dopiero po kilku odcinkach. A ja nie zdążę poczuć powagi sytuacji, istoty odkrycia i tak dalej. W "Lost" gdy po raz pierwszy zeszli do bunkra, wyszli z niego 3 odcinki później (a byli w nim w sumie ile? 20 minut?). I przez cały sezon bunkier wracał w praktycznie każdym odcinku, był równorzędnym bohaterem serialu. W "Babylon 5" polecą na niezamieszkałą planetę obok stacji. To będzie ważny, dwuodcinkowy epizod. Ale na koniec wrócą na stację, a do tematu co znajdą na tej planecie, wrócą po około 15 odcinkach (!!!). Byłem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem. Ale serial nie pozwolił urosnąć temu uczuciu, że tak to ujmę. Natychmiast poznawałem nową historię, kolejną nową postać, wszystko równie fascynujące.


A poza tym kostiumy Narnów skrzypią. I chyba skrzypią ich ubrania, a nie maski. Takie mam wrażenie. Wina słuchawek !!

Garret out.

5 komentarzy:

  1. ''ludzie nie szanowali się nawzajem...'' Czyje to słowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że to cytat z mojej powieści.

      Usuń
    2. Napisałeś powieść,jaki tytuł?

      Usuń