czwartek, 11 kwietnia 2013

HAPPINESS (o.0)

Black Comedy, 1998


Film o ludziach, którzy uprawiają za mało seksu a ich życie coraz bardziej dziwacznieje.

Co tu więcej dodać?

"Happiness" to kino autorskie. Zaczyna się od smutnego Jona Lovitza siedzącego w restauracji. I już wszystko jasne. Smutny Jon Lovitz to coś takiego jak uśmiechnięty Buster Keaton. Mit. W każdym razie - dziewczyna którą do tej restauracji zabrał chce być dla niego tylko przyjaciółką. Potem ta dziewczyna w innej scenie rozmawia ze swoją siostrą - widz poznaje ją, jej męża i ich dzieci. Mąż jest psychiatrą, jego pacjentem jest postać grana przez Philipa Seymoura Hoffmana, który chce zerżnąć swoją sąsiadkę, ale nie jest do tego zdolny. Sam psychiatra też chodzi do psychiatry, opowiada mu o swoim śnie, w którym chodzi po parku i zabija ludzi. Dzięki temu czuje ulgę i budzi się szczęśliwy. Oprócz tego Hoffman ma jeszcze drugą sąsiadkę, która też będzie miała swoje do powiedzenia. Aha, i ta sąsiadkę którą chce zerżnąć jest znajomą dziewczyny i jej siostry z samego początku.



I... tyle. Reszta filmu to po prostu ich historie, ich życie. Nie przenikają się, nie tworzą razem mozaiki, po prostu toczą się z reguły oddzielnie i dochodzą do innych punktów. Skupiające się wokół samotności, bezradności w dorosłym ciele, poszukiwania kogoś, kto im pomoże i obroni przed światem.

Reżyseria jest świetna, a projekty postaci i to co mówią to prawdziwa sztuka. I wiecie co? Najbardziej w tym wszystkim jest zaskakujące, że polubiłem... ojca psychiatrę. Nie zdradzę, co on tu zrobił, ale będzie złym człowiekiem i w ogóle, ale... ojciec z niego był naprawdę dobry. Jego relacja z synem z którym naprawdę osiągnął jakieś porozumienie i zdobył jego zaufanie, przy tym mając wiele sensownego do powiedzenia w niezręcznych rozmowach pomiędzy ojcem i synem ("Wszyscy w klasie już mieli wytrysk" - nie ma w kinie drugiej takiej rozmowy. Po prostu). Nawet na samym końcu było w tej postaci coś takiego, przez co go lubiłem. Tzn. na tyle, by dać mu drugą szansę, rozumiecie.

Dobre kino. Ale nie jedzcie przy seansie obiadu czy coś. Nie pasuje.


7/10. Bardzo dobry polski tytuł.
http://rateyourmusic.com/film/happiness/

5 komentarzy:

  1. Muszę w takim razie obejrzeć. Film leży u mnie jakiś rok i zawsze na początku wymiękam, w sensie "zostaw ten film na później, to może być za ciężkie jak na dzisiaj". Apropo bardzo utkwił mi w pamięci późniejszy film Solondza "Storytelling". Ale chyba już widziałeś ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Opowiadanie"? Tak, widziałem, jak tylko się swego czasu na iplexie pojawiło. Bo Solondza jeszcze wtedy nic nie widziałem, a wypadałoby. Też dobre kino.

      Po seansie powinieneś zasnąć spokojnie. Nie jest to aż tak ciężkie kino.

      Usuń
  2. Tej końcówki z chłopcem co se zwalił konia na balkonie to nigdy nie zapomnę.

    - Sławcio aka Andżej

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepszy film Solonzda.

    OdpowiedzUsuń