wtorek, 30 kwietnia 2013

(serial) KRUCJATA

Połowa I sezonu, 1999


Po "Babylon 5" Straczynski stworzył kolejny serial rozgrywający się w jego uniwersum. Akcja miała się rozgrywać w 2267 roku i opowiadać o poszukiwaniu lekarstwa na wirus zrzucony na Ziemię, przez co ludzkość tam przebywająca została postawiona w stan kwarantanny. Zanim wirus się dostosuje, minie 5 lat. Tyle czasu mają bohaterowie, by znaleźć lekarstwo. Wypuszczono pilota zatytułowanego "Call to Arms", w którym wystąpił sam John Sheridan, i pokazywał jak do zarażenia doszło. Rozpisano wszystko podobnie jak w B5 - 5 sezonów, 110 odcinków. Nakręcono 13 z nich, po czym chuj to wszystko jasny strzelił.

Kapitan Matthew Gideon

Najpierw o tym, czym ten serial faktycznie jest. Po pierwsze - zawodem. Poważnym. Gdy zasiadałem do serialu Straczynskiego, nie spodziewałem się czegoś nie-całościowego. A tutaj każdy odcinek to oddzielna historia. Bohaterowie podróżują przez galaktykę, odnajdując niemal w każdym epizodzie jakąś wymarłą cywilizację lub martwą planetę. I każdą muszą zbadać, bo kto wie, może tam znajdą lekarstwo. Poza tym jest wiele odcinków pobocznych, w których np. jest sobie gej-projektant mody, wysłany przez rząd by bohaterowie mający uratować ludzkość lepiej się prezentowali. Super.


Wiecie co? Nie widziałem tego jakoś. Nawet gdy w okolicy 7 odcinka zrozumiałem, że mam do czynienia z serialem przygodowym. Co i tak jest sporym osiągnięciem na tle tego co dziś powstaje (detektywy na zmianę z doktorami), bo każdy odcinek to jednak była spora przygoda. Działo się i zwykle bohaterom udało się ujść z życiem w ostatniej chwili. Nie tego oczekiwałem, ale doceniam klasę efektu.
Jednak - nawet wtedy nie widziałem tego, jako coś dobrego dla mnie. 110 odcinków w tym stylu? Odpada. Znam już zakończenie - znajdują lekarstwo. Nawet jeśli rozważałbym, że happy endu by nie było, to zaraz bym zobaczył dr. Franklina, który dziś jest jednym z zarażonych, a za 15 lat będzie grał w tenisa z córką Garibaldiego. I już nie miałbym żadnych wątpliwości. Po co mam oglądać 110 odcinków? Obejrzałbym najwyżej jeden sezon, i to by wystarczyło. Serial był w porządku, ale nie był warty oglądania w całości.

         Dureena. Dosyć miła osoba.

A teraz czym ten serial miał być. Możecie czytać bez obaw, produkcję zamknięto blisko 15 lat temu i nie ma szans, by ją wznowić. Sam Straczynski opublikował scenariusze które niedoszły do skutku. Wynika z nich choćby tyle, że lekarstwo miało zostać znalezione w połowie drugiego sezonu. TADAM!
Straczynski nie umie zaczynać swoich historii. Ale umie je rozwijać i kończyć. Jeśli kiedyś coś stworzy, będę z nim do połowy co najmniej.:) Taka lekcja na przyszłość. Zresztą, od 2011 ponoć trwają rozmowy, by wrócić do B5. Straczynski stawia tylko jeden warunek - odpowiedni budżet. Trzymam kciuki.


6/10.

Najlepszy odcinek: 1x12 (8/10). Drugie miejsce: 1x13 (7/10). Resztę oceniłem na 6/10.
Najlepsza scena: opening "The Needs of Earth" (1x11) w którym oglądają... pornosy :D Obejrzyjcie do 1:40, polecam!

Ulubiony dialog (pisany z pamięci), pomiędzy Gideonem i Jinem z "Lost" (1x13):
- Dziwne, że gdy chcę przypomnieć sobie wygląd Ziemi, to wystarczy, bym zamknął oczy i ją zobaczę. Jednak gdy chcę przypomnieć sobie twarz ojca, nic nie mogę dostrzec.
- Bo nie wiesz, którą z jego twarzy dostrzec. Czy tę, którą znasz z dzieciństwa? Tę, którą miał gdy opuszczałeś dom po raz pierwszy? Później te twarze zlewają się w jedną, nie do poznania. A Ziemia... jest niezmienna.
- Jesteś za młody na takie myśli.

2 komentarze:

  1. Straczyński nie wraca do B5, tylko tworzy nowy, oryginalny serial dla Netflixa, we współpracy z Wachowskimi. Dziwi mnie, że nie słyszałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za newsa.:)

      Mnie nie dziwi. Pierwszy raz usłyszałem o panu Straczynskim 2 miesiące temu.~~

      Usuń