czwartek, 2 maja 2013

BIG BANG (śmiszne)

Science Fiction & Comedy, 1983


Polska wieś, jak to u Kondratiuka. Ludzie głupi, ale tego świadomi. Mówią dziwnie i po swojemu, ale świetnie się ich słucha. Tym razem, że niby ufo wylądowało, i kilku chłopów po nocy nad butelką wódki się zastanawia, co teraz zrobić. Przywitać ich trzeba. Ale odpowiednio, w końcu będą oni teraz, tego, przedstawicielami całej ludzkości. Trzeba zacząć szukać reprezentanta jakiegoś.

Cały żart polega na tym, że oni nawet z chałupy nie wyjdą.:D A to całe ufo będzie tylko światełkami na polu, 30 km od kamery. Ot, tyle sci-fi.

Jak mówiłem, bohaterowie i ich język jest zabawny w swojej swojskości. Ale tak na oko... za wolne tempo jest. Często sceny wyglądają tak, że jak ktoś mówi, to ujęcie się zmienia na kamerę stojącą bezpośrednio przed postacią. I zmieni się dopiero, gdy ta skończy swoją kwestię, bo bohaterowie rzadko sobie przerywają. Ogólnie, cała statyczność filmu jest dosyć dziwna, ale film mimo to jest przyjemny w odbiorze.

Ulubiona kwestia: "Gdzie się kończy kosmos? Bo stół się, kurna, kończy tu!"

Na koniec gadają, że człowiek to chuj z urodzenia i jest jakoś połączony telepatycznie ze wszystkimi innymi ludźmi którzy już nie żyją i co dopiero się urodzą, i jest tak naprawdę jednym organizmem o wspólnej świadomości i moralności, takie tam. Szkoda.


7/10

5 komentarzy:

  1. Zdałem sobie sprawę, że tu łatwo podszyć się pod kogoś. Jak by co - to mój drugi wpis na tym blogu, w pierwszym byłem całkiem miły ;) Gdyby się kiedyś pojawił chamski wpis rzekomo mojego autorstwa, daj mi znać na FW, żebym mógł to ewentualnie zdementować.

    Co do filmu - zaspoilerowałeś (drugi akapit) i to bardzo poważnie, bo cały wic na tym polega, żeby widz sam się o wszystkim przekonał. Lądowanie UFO jest tylko pretekstem do rozważań m.in. nad naturą człowieka i jego rolą na Ziemi, ale pierwszy seans nie powinien być odarty z tego oczekiwania spotkania z obcymi. Przecież to wiesz.

    Wolne tempo? Rzecz gustu. Statyczność? To samo. Ty mi lepiej powiedz, dlaczego ten film wygląda jak teatr telewizji. Chronologiczność scen, brak ich wymienności, często statyczna kamera, całość zamknięta w dwóch pomieszczeniach - to już "Ciemno", które nie ma etykietki filmu, było bardziej filmem.

    Ale ja nie o tym - tym, co może wkurzać u ciebie, jest - jak zwykle - strywializowanie całej fabuły. "Śmiszne". Okej, ale to tylko fasada, za którą kryło się sporo gorzkich stwierdzeń. Zresztą film jest właśnie taki słodko-gorzki i to jest dobre. Miał też ciekawy klimacik, zwłaszcza jak prądu zabrakło i wzięło bohaterów na refleksje o człowieku. Szkoda, że o tym u ciebie ani słowa, no coś tam na końcu piszesz, ale robisz to w taki sposób, jakbyś dawał do zrozumienia, że nie o to tu chodzi. A o to właśnie chodzi. Gdybym nie znał filmu i przeczytał twoją notkę, zapomniałbym o tym tytule od razu.

    Na domiar wprowadzasz w błąd - istotnie, pojawiają się negatywne głosy o człowieku, ale weź pod uwagę, że stanowią mniejszość. To, co złe, zapamiętuje się mocniej i może dlatego napisałeś, co napisałeś.

    Tego o telepatycznej więzi wszystkich ludzi nie pamiętam, ale jak znam życie, to 1) wypowiedziała to jedna postać, a głosów było więcej 2) brzmi jak wiara w inkarnację.

    OdpowiedzUsuń
  2. To pisałem ja - amerrozzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że oni z chaty nie wejdą, nie znaczy, że inni im tam nie wejdą.;-)

      Te gadki o kondycji człowieka do mnie nie trafiły. Takie tam, rzucanie hasłami, jak "rozszczepienie atomu" i "CHiroszima". Dobrze brzmio, ale nie postawiłbym funta masła, że oni coś z nich rozumiejo.

      Dobrze było, gdy na początku gospodarz powiedział, że gadać nie będzie, że on prosty człowiek i niewiele wie.

      Usuń
  3. Czego oczekujesz od filmu? Bo ja wiem, że film nigdy nie przedstawi problemu w tak złożony sposób jak np. traktat. Film ma - moim zdaniem - dawać asumpt do dalszych rozważań. Lubię takie życiowe gadki jak w "Big Bangu". Trochę podumali, posiedzieli, parę znakomitych cytatów spisałem, było trochę gorzko, trochę słodko - niczego więcej nie oczekuję; inna sprawa, że uwielbiam takie wiejskie klimaty i zachwycam się nawet takimi detalami jak kalendarz, który widać było w scenie w kuchni za plecami gospodarza.

    Mówisz o rzucaniu hasłami, wskaż mi filmy, w których nie rzuca się hasłami, ale roztrząsa temat jak mądrzy panowie w swoich rozprawach naukowych. Nie wierzę, że takie filmy oglądasz, nawet nie wierzę, że takie filmy istnieją. W takim "Stowarzyszeniu Umarłych Poetów", innym świetnym filmie, także rzucano hasłami, najmocniej "Carpe diem" (które - gdyby widz wziął sobie do serca - powinno wymóc na nim zmianę przyzwyczajeń, tzn. koniec z FW i ostre ograniczenie oglądania filmów na rzecz kontaktów z ludźmi - generalnie chodzi o takie mocne ogarnięcie się ;p I nie piję tu do ciebie, ale do siebie samego.).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kumam to drzewko, ale źle kliknąłem. I tak nam chyba nikt nie przeszkodzi, więc...

      Usuń