czwartek, 16 maja 2013

BROKEBACK MOUNTAIN

Romance & Buddy, 2005


"Buddy" dodałem od siebie. Powinno tam być "Queer Cinema", ale wolę się ograniczać do dwóch gatunków w tym miejscu.

Zachwyca mnie narracja filmowa w ciągu pierwszych 20 minut, jak niewiele tam bohaterowie do siebie mówią, jak reżyser skraca długie tygodnie do zaledwie kilku minut. Jak nie zaprząta sobie głowy drobiazgami w stylu "potrzebujemy ekspozycji!" lub "pokażmy na dole dokładną datę!". Chrzanić to, zamiast tego pokazuje widzowi życie. Dopiero w ciągu ostatnich 30 minut dowiedziałem się, że film zaczyna się w '63 roku, a bohaterowie mają wtedy po jakieś 17-18 lat. Szukali pracy, zostali zatrudnieni do pilnowania stada w górach. Z początku nawet na siebie patrzą, o rozmawianiu nie wspominając.




Parę dni temu zamyśliłem się - kiedy ostatnio widziałem jakieś męskie kino? Jedyne co mi przyszło do głowy to seans "Stary, kocham cię" sprzed czterech lat, chociaż powinienem uwzględnić powtórkę "Die Hard 4" i podobnych. "Brokeback Mountain" to właśnie takie męskie kino. O prawdziwych facetach i ich relacji między sobą, o tym jak się zachowują i co dla nich jest normalne. O tym, jak wygląda to wszystko, gdy są tylko sami ze sobą. Cholera, pierwsze 20 minut to właściwie podręcznik tego, jak facet powinien się zachowywać.

- Twoja harmonijka też nie brzmi najlepiej.
- Bo się trochę spłaszczyła, kiedy klacz mnie zrzuciła.
- Tak? Mówiłeś, że ciebie nie zrzuci.
- Cóż, miała farta.
- Gdybym ja miał farta, to harmonijka też by się rozwaliła.

Jak łatwo taki banalny dialog mógł zostać zepsuty po jednej i drugiej stronie? Mogli zacząć jęczeć, biadolić, skarżyć, wychwalać siebie by zakryć fakt zostania zrzuconym przez konia, mógł przeklinać tego konia i w ogóle strugać chojraka by udowodnić swoją męskość... I tak dalej. A nie ma z tego nic. Klasa, po prostu klasa. I tak przez pierwszą godzinę seansu byłem zaskakiwany, jak wiele jest tu zmian. Bójka nie jest niczym poważnym lub dramatycznym. Rozstanie po 30 minutach filmu? Po prostu rozchodzą. Nie wiem, dlaczego oczekiwałem, że jeden pobiegnie do drugiego czy coś.

Historia jest prosta - 20 lat z życia tych dwojga po tym, jak się rozstali w 1963 roku. Równolegle prowadzone dwie linie fabularne, skupiające się tylko na ich życiu i ich odczuciach względem tego, co się wokół dzieje. Gdzie pracują, z kim zakładają rodziny, jak im się układa w tych nowych formacjach. I to było trochę zbyt proste. Scenarzysta podawał bardzo mało szczegółów z ich późniejszego życia, i szczerze to brakowało mi choćby takich momentów, w których np. Ennis opowiadałby Jackowi o swojej sytuacji z dzieckiem. "Chce ze mną zamieszkać, co być mi radził?".

Obejrzałbym jeszcze kilka takich filmów. Szkoda, że pozostałe z gatunku Queer Cinema są już inne.


7/10
http://rateyourmusic.com/film/brokeback_mountain/

2 komentarze:

  1. Słyszałam, że "Zupełnie inny weekend" jest wyjątkowy. Sama jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałem, że to o tym jest ten film... Kiedyś obejrzę.

      Usuń