piątek, 24 maja 2013

OGNIE POLNE

War & Drama, 1959


Ten film wygląda, jakby ktoś kto nigdy nie był na wojnie, usłyszał jak tam było, i stwierdził, że to straszne i trzeba o tym nakręcić film! Ale nie miał zbyt dużych umiejętności, więc wyszło słabo. A do tego zapewne wpierdolił mu się producent z cenzurą, albo i sam reżyser stwierdził, że skoro u niego sceny z krwią wyglądają sztucznie to lepiej je ograniczyć do minimum. A widzowie stwierdzili, że efekt jest artystyczny. Najgorsze jednak, że powstał obraz bardzo nienaturalny i w zasadzie zahaczający o propagandę, bo skupiający się rzucaniem w widza jednego zdania przez cały film - to zdanie jest tu wszystkim, sensem i celem, całą puentą. Skupiono się jedynie na szokowaniu widza, nie po to, by ten uświadomił sobie pewne rzeczy i porozmyślał nad nimi w swoim zakresie po filmie. Nie, twórcy chcieli by oglądający po seansie powtarzał tylko to jedno zdanie w kółko i w kółko jak robot. Wojna jest zuaaaa...

A teraz po kolei - twórcy nie byli zbytnio utalentowani, bo zaczęli film od trwającego dwie minuty monologu, w którym dowódca tłumaczy żołnierzowi, że mają wojnę, że im ciężko na froncie, że wysłał go do szpitala, że on wrócił i wytłumaczył temu dowódcy czemu wrócił, a teraz dowódca to wszystko mu powtarza... Ciekawe czemu. Dno, dno, dno.

Aha, jak chcecie wiedzieć, czemu w Japonii była taka bieda i w ogóle, to... sami się dowiedzcie. W końcu nie chodzi o to, by dzieło filmowe było czymś samowystarczalnym, nie?

Poza tym w filmie jest mnóstwo scen, przez które nie da się w to uwierzyć za grosz. Ot, choćby niezły skądinąd moment, w którym żołnierz idący przez dżunglę znajduje w błocie rozwalone buty... które i tak były w lepszym stanie niż te które ma na nogach. Więc, je zamienia i idzie dalej, swoje buty zostawiając w błocie. Za nim idzie kolejny żołnierz, który znajduje te buty... I tak cztery razy pod rząd. Super, na pewno oni tak szli za sobą. Da się w to uwierzyć, z całą pewnością. To w ogóle nie zalatuje teatrem. Postrzały które nie zostawiają śladu na koszulach, a krew pojawia się dopiero po zmianie ujęcia? Żaden problem. W końcu liczy się to, co chciano powiedzieć. Dobrze, że chociaż jest synchronizacja mowy z ruchem ust, ale bez tego film też by się obył. Miło też, że film jest czarno-biały, bo krew zapewne byłaby zielona.

To nawet nie jest konkretna opowieść, tylko błąkanie się po dżungli, bo "Wojna jest zua" jest tu sensem i celem wszystkiego, i trzeba tym rzucać w widza przez 60 klatek na sekundę. I pokazywanie przypadkowych scen - raz są tu, potem tam, a teraz są razem, a teraz jest sam, znalazł coś... biedni, głodni, kanibalizm, nienaturalne zachowania postaci, bohater z wzrokiem psa, ujęcia na niego rodem z niemego kina + muzyka z Hollywoodzkiego kina lat 30, gdy następowały sceny pocałunku. Wszystko to razem pasuje.

Za dużo sarkazmu. W dwóch słowach: marne kino wojenne którym nie da się przejąć.


5/10.

3 komentarze:

  1. Dokładnie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. 2/10 (tu nie ma się co cackać)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) A już się przygotowałem na jakąś dyskusję...

      Usuń