sobota, 18 maja 2013

(powtórka) MROCZNY RYCERZ

Superhero & Thriller, 2008


Krótko. Nawet bez opisu fabuły, tylko moje narzekanie, i niech czytają tylko ci, co film widzieli. To mój trzeci seans, i do tej pory zadawałem sobie pytanie - czemu oceniam to tylko na 7/10? I czemu stawiam finał trylogii ponad środkową część?

Zawsze zauważałem te babole typu "Hej, wyjeźdźmy przez ścianę z banku, na pewno wtopimy się w tłum!", ale jakoś mi nie przeszkadzały - przynajmniej na tyle, by jakoś je wytkać. A co jest większym problemem?

Katastrofalny montaż. Gorszy niż w "TDKR". Tam chociaż było widać wycięte całe partie w których mogły być wyjaśniane dziury fabularnych (skąd Bane wiedział, gdzie jest warsztat Batman, lub jak ten dostał się z więzienia do Gotham). W "TDK" jest tylko wizualny hałas, bałagan, burdel. Jasna cholera, w jednej scenie przeplatają się niby dwa wątki dziejące się jednocześnie, tylko że jeden (przyjęcie u Wayne'a) jest podczas ciemnej nocy, a drugi (sprawdzanie pozostałych celów Jokera) podczas zmroku. I to się przelata - słońce świeci, nie świeci, świeci, nie świeci.

Już wiecie, co musicie zrobić by dostać nominację za montaż.

W "TDKR" chociaż wjechali do tunelu za dnia, a wyjechali 5 sekund później nocą, i tego się już trzymali. Jednak główny mankament montażu jest taki, że wrzucono tutaj WSZYSTKO. Każdy drobny pomysł na coś-tam, każdy element o którym chciano opowiedzieć, każdy zwrot akcji, nawet jeśli na końcu okazywało się, że to wcale nie było potrzebne, tudzież było tego za dużo. Wyszła opowieść pozbawiona skupienia na tym co istotne. Z "TDKR" wycięto chociaż uczciwie 1/3, by film był skupiony. W "TDK" wycięto jakieś większe części scen lub wątków, by wszystkie zachowały się choćby we fragmencie w ostatecznej wersji. I tak jest np. Gordon który umiera, scenę później jednak okazuje się żywy, i wszystko to było cwanym planem tak naprawdę nie wiadomo kogo i czemu służyło. A po środku dano sekundę, by nieprzekonująco pokazać, że jest martwy, 20 sekund na scenę anonimowych policjantów informujących o wszystkim żonę Gordona (a wiem, że to jego żona, bo oglądam ten film trzeci raz), a potem w scenie pościgu co chwila pokazywać milczącego kierowcę furgonetki i jego pomocnika drącego się tylko po to, by bez powodu odciągać uwagę od samego pościgu. Jest też gość znający tożsamość Batmana... tak, było wokół niego sporo zamieszania. Po co to było?

Tu wszystko jest za szybkie, zbyt dużo się dzieje i większość z tego jest zbędna... Ale nie chcę się wgłębiać, bo coś czuję, że moja ulubiona scena z filmu (wybuch szpitala) właśnie była niepotrzebna. Do tego albo Joker albo Two-Face też powinien zostać wycięty, bo ostatecznie nie jest to film o żadnym z nich. Tak, niby jest o Jokerze, ale finałem jest pokonanie Two-Face'a. Pokonanie Jokera było tylko drogą do tego finału. Tak samo jak cała postać Jokera była tylko narzędziem do stworzenia Two-Face'a. Tak, to na pewno nie było w założeniach pierwszych wersji scenariusza, a wynikło w trakcie. I nie zmieniono podstawowych założeń, bo musiało być tu wszystko. Scena po śmierci Rachel, jak Alfred czyta list od niej. W tle na moment migają różne rzeczy, w tym Batman stojący na gruzach, z powiewająca peleryną... Super, ujęcie do zwiastuna, na plakat, na screenshot, wszystko jedno, ale co to robi w gotowym filmie? I takich ujęć jest mnóstwo. Takich wątków pokazanych w skrócie też jest mnóstwo. Dochodzenie Denta, kto jest wtyczką? Hura, masa anonimowych ludzi zalewa ekran, klaszczemy!

Dodać do tego fakt, że film jest naprawę złożony i wiele rzeczy dzieje się równocześnie w kilku miejscach miasta. I montażysta musiał to poprzeplatać, i albo to było niewykonalne albo zawalił robotę. 5 sekund tu, 5 sekund tu, tutaj wkleję wprowadzenie do kolejnego wątku, 5 sekund kontynuujących te drugie 5 sekund, zapowiedź kolejnej sceny, 5 sekund... Jakby ciął to kamieniem, nie ma tu porządku lub płynnego przejścia. Ale też naprawdę wątpię, czy było to w ogóle wykonalne.

Do tego, faktycznie, to ich wyjaśnianie wszystkiego potrafi przeszkadzać. Szczególnie, gdy to Joker analizuje sam siebie, mówiąc o sobie, że jest psem który nie wie co by zrobił gdyby złapał samochód... Tak, wątpię by naprawdę to powiedział. Albo w scenie z łódkami. "Wciąż żyjemy. A to oznacza, że oni nas nie zabili". Super, nigdy bym się tego nie domyślił sam. Właście takie jest cały seans, wyjaśnianie w biegu. Kto wie, może taki znak czasów. Tworzyć szybkie kino wyjaśniające co się da, by wolniejszy widz nie miał problemów z podchwyceniem intrygi i zrozumieniem bohaterów, zachowując wciąż wysokie tempo zdarzeń, dzięki czemu widzowie wybaczą nieprzemyślaną konstrukcję? W każdym razie, to się sprawdziło. Wszędzie.

Nie podobał mi się też sam Batman - bardzo go tu mało, bardzo dużo dzieje się w ciągu dnia, nie jest zbyt heroiczny. Jego walki w ogóle mnie nie jarały, serio. Wyczekiwałem tylko tego, co będzie po nich. A pojedynki z głównymi przeciwnikami... Właściwie ich nie było. Sorry, widziałem jak Batman napierdalał się z Supermanem w "Dark Knight Returns, part 2".

A poza tym to ja bardzo lubię ten film.:)


7/10
http://rateyourmusic.com/film/the_dark_knight/


PS. Najlepszy moment z soundtracku - "Like a Dog Chasing Cars"

4 komentarze:

  1. Lubię Cię czytać :)

    Też lubię ten film.Równierz TDKR stawiam nad TDK,a błędami w scenariuszu w ogóle się nie przejmuje,i to jest największym + TDK i TDKR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zawsze miło przeczytać takie słowa, nawet od anonimowego ;-)

      Usuń
  2. Witam. Nie masz racji co do montażu w TDK. Pora dnia w scenach na przyjęciu jest taka sama co w scenach równoległych z Gordonem, nie ma tam ani jednego momentu w którym świeciłoby słonce

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej dramatyczne, emocjonujące walki były właśnie w TDK. TDKR znacznie obniżyło ten poziom.

    OdpowiedzUsuń