poniedziałek, 10 czerwca 2013

BEZ LĘKU

Psychological Drama, 1993


Niby powtórka, ale pamiętałem z tego filmu tylko kobietę z irytującym głosem. I truskawki.

Jeff Bridges przestaje się bać i robi co chce, ciesząc się życiem. A wszystko w następstwie przeżycia katastrofy samolotowej z której na dodatek uratował kilku pasażerów. Potem zniknął, by przekonać się, że naprawdę żyje. A to daje tyle możliwości...

Nie poczułem tego filmu. Wróć - nie na tyle, ile to było możliwe. Po pierwsze, scenariusz jest nieco biedny. Jest ta katastrofa, potem bohater znika przed światem by później wrócić do rodziny, ale woli towarzystwo kobiety która straciła dziecko w katastrofie... I wierzcie lub nie, to już 40 minuta filmu. Po drugie, wszystko tu uzupełnia dopiero samo zakończenie, bez niego film się ciągnie i nuży. "Dobra, ta scena jest taka sobie, ale poczekajcie do zakończenia, będzie lepiej". I to nie sprawdza się najlepiej, zamiast skupić się na tym co jest teraz film skupia się na tym, co będzie dopiero na koniec. A reszta... jakoś tam minie. Jeff Bridges idzie przez zamkniętą autostradę co grozi niebezpieczeństwem. I... podziwia zachód słońca. Zabiera synowi grę, krzycząc o tym, że w życiu nie ma drugiego życia. I... kilka scen później: "Przepraszam; Nie szkodzi. Nie uszkodziłeś jej". Koniec. I tak dalej...

Zapamiętam tylko scenę z tuleniem skrzynki z narzędziami. Reszty w ogóle nie poczułem, ani w kwestii dialogów ani bohaterów, bo ci są stereotypowi. Adwokat, który chce zarobić na smutku, rednekowy Benicio Del Toro, psychiatra-marionetka... żona z kolei to jedna z tych postaci, które wyrzuca się przez okno i tyle. Tylko irytuje. A pomysłów z kupowaniem prezentów zmarłym itd. w ogóle nie łapię.

Ale zakończenie wciąż jest satysfakcjonujące. Uzupełnia całą historię, bardzo dobrze ją podsumowuje i streszcza. To wtedy dopiero mogłem coś poczuć.~~


6/10.
http://rateyourmusic.com/film/fearless/

3 komentarze:

  1. Czy ty nie potrafisz pisać o filmie, nie przytaczając przy tym 60% fabuły? Twoje recki wyglądają mniej więcej tak:

    "Batman wraca do miasta i mówi do Gordona: zwalczę przestępczość. I to robi, przez pierwsze 40 minut filmu. Potem dochodzą sceny z Rachel i Jokerem, ten ostatni wprowadza choas w mieście, c kończy się epicką sceną pościgu w połowie filmu. W tym czasie Joker opowiada o chaosie, anarchii itp, w międzyczasie planując wysadzenie barek. Potem oczywiście pojedynek z Batmanem, a w międzyczasie przemiana Denta. Nie będę pisał o zakończeniu..." - i dodajesz to tego jakieś swoje dygresje. Nie potrafisz napisać opinii, nie przywołując co chwilę fragmentów filmu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, jak ta uwaga ma się do tematu? Chyba że naprawdę sądzisz, iż "katastrofa, potem bohater znika przed światem by później wrócić do rodziny, ale woli towarzystwo kobiety która straciła dziecko w katastrofie" to 60% fabuły. Wyraźnie napisałem, że to opis do 40 minuty, i to uzasadniony - napisałem o tym z konkretnego powodu.

      Usuń
    2. Poza tym przykład z "Mrocznym rycerzem" też nie trafiony. Na początku tamtej notki wyraźnie napisałem, by czytać znając sam film. Było mi tak wygodniej, dzięki temu pisałem konkretniej, z większą dokładnością. Dlatego też lubię się odwoływać co chwila do scen z filmu, chociażby ogólnikowo. Bez tego czuję, jakbym rzucał tylko hasłami, w stylu "rozwój bohaterów jest biedny". Dlatego potrafić pisać bez nich pewnie bym potrafił, ale też nie bardzo chcę. Jak chcesz, to wpadaj i przywołuj mnie do porządku, gdy za bardzo sobie pozwolę, wtedy poprawię :)

      W przypadku tego filmu naprawdę nie rozumiem, czemu o tym pisałeś.

      Usuń