wtorek, 11 czerwca 2013

POMIĘDZY NIEBEM I ZIEMIĄ

Drama & War, 1993


Dosyć łatwo można mnie zniechęcić. Wystarczy dać czytany wstęp, potem monolog bohaterki z OFF-u trwający do 7 minuty i już spokojnie mogę spisać ten film na straty. Oliver Stone poszedł dalej i postanowił dowalić Wietnamskich bohaterów mówiących wyłącznie po angielsku z lekkim akcentem. Śmiesznie zaczyna się, gdy to owi anglojęzyczni członkowie Vietkongu będą gromić w USA. Równie dobrze Polacy mogli by gromić na komunę po rusku. Czarny humor.

Tak naprawdę to śmiesznie zaczyna być, gdy na scenę wejdą już prawdziwi Amerykanie mówiący po angielsku. Wtedy skośnoocy aktorzy skończą z płynną mową i zaczną dukać jak na stereotypowego Azjatę przystało. "Nie, nie, ty pójść" Nawet nie bardzo wiem, do jakiej kategorii przypisać ten błąd. Żeby było jeszcze śmieszniej, to ["spoiler"] w jednej z końcowych scen babcia wita wnuków po wietnamsku. I oni pytają: "Co powiedziała?:)". A potem już znowu wszyscy wracają do angielskiego. Doskonała komedia pomyłek. [/spoiler]

Lista rzeczy, przez które w ogóle się nie zaangażowałem i mam teraz cały film w dupie, jest dłuższa, ale skupię się na dwóch - psychologia i rozwój postaci leży, w jednej scenie ktoś jest normalny, 5 minut później już chce sobie strzelbę w ucho wsadzić, pomiędzy tymi scenami jest tyle przejścia co "było coraz gorzej". Wciąż lepiej niż u Rosłaniec, jakby nie patrzeć. Poza tym ani jedna decyzja bohaterki nie miała dla mnie sensu i w ogóle nie rozumiałem tej postaci.

Drugi powód jest taki, że twórcy nie wiedzieli, na czym skupić film. Początek jest o tym, że bohaterkę dużo razy gwałcono, i ogólnie było źle, gdy Vietkong zabijał więcej swoich niż ich przeciwnik, bo czemu nie. Potem film jest o życiu w kraju po wojnie, potem... lepiej się zamknę.;-) Co jakieś 20-30 minut wchodzi nowy wątek, stare właściwie znikają, "focus" wciąż się zmienia, przez co całość wygląda jak maraton reklam gdzie każde 30 sekund poświęcone jest innemu produktowi. Całość niby spina fakt, że jest to historia życia jednej kobiety, ale napisałem wyżej co sądzę o bohaterce. Zresztą to tak, jakby zmieścić "Titanica", "Czas Apokalipsy" i "Americam Beauty" w jeden film trwający mniej niż 3h. Twórcy zawalili sprawę, ja czytałem różne wielowątkowe historie w stylu "Norwegian Wood", i tam jednak dawało się spiąć fabułę w całość pod każdym względem.

A może to po prostu sześciosezonowy serial, z którego wycięto 108 godzin materiału, kto wie.


4/10.
http://rateyourmusic.com/film/heaven_and_earth/


Aha, ponoć to film na faktach. Nie uwierzyłem w ani jedną minutę tego filmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz