sobota, 8 czerwca 2013

RUDY (czołówka męskiego kina)

Sports & Melodrama, 1993


Czyli Sean Astin umiał grać jeszcze przed "Powrotem Króla".

Kojarzycie te filmy o ludziach, którzy coś chcą osiągnąć, ale wciąż tylko słyszą: "Nie dasz rady!". Ale oni są zacięci i mimo to się nie poddają, dążą do celu, bardzo tego czegoś pragnąć z całego serca!... Mam wrażenie, że "Rudy" jest jednym z pierwszych takich filmów. W każdym razie to film jeszcze sprzed epoki, w której tacy ludzie jak Steven Spielberg się dojebali się do tego gatunku i zaczęła się produkcja "Czasu wojny", "Ani z Zielonego Wzgórza" i podobnych.

Do to przede wszystkim zwyczajny film jest. O zwyczajnych ludziach. Którzy nie potrzebują wielkich oczu, na które wszystko dostają, bo oni tego chcą. Rudy chciał zagrać w uniwersyteckiej drużynie futbolowej "Notre Dame", najlepszej w kraju. Ale miał za słabe stopnie, by się tam dostać. Pracował więc 4 lata, oszczędzał, nie poddawał się i nie zaniechał starań. To wszystko. O tym ten film jest. Orkiestra gra non-stop na skrzypcach, a do tego sam Rudy to niezwykle sympatyczny człowiek, bardzo się cieszący ze wszystkiego co się spełnia. Bardzo angażujący ludzi wokół którzy aż chcą mu pomóc a on nawet o tym nie wie. I każdy człowiek którego spotka, motywuje Rudy'ego jakby naprawdę mu na tym zależało. Można w to uwierzyć. Nawet nie trzeba było dodawać napisy "Oparte na prawdziwej historii", choć jak się okazało po przewinięciu, jednak taki napis się pojawił na początku. A czemu zerknąłem na początek? Zobaczcie końcówkę, zrozumiecie.

W "Cougar Town" sąsiad puszcza kolegom "Rudy'ego" bo to najbardziej męskie kino na świecie. Cóż... to na pewno męskie kino. Ale czy kobiety tego nie ogarną? Wątpię.


7/10.
http://rateyourmusic.com/film/rudy/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz