czwartek, 27 czerwca 2013

Skarb Sierra Madre (powtórka)

Adventure & Neo-Western, 1948


Humphrey Bogart wraz z ojcem Johna Hustona wyruszają na poszukiwania złota, ale młodemu odwala psychoza.

Oglądałem to w 2007 roku z VHS'a! A może to był 2008?... Tak czy siak, szpan. I kijek w oczko ludziom cieszącym się, że te stare filmy oglądają na blu rayu w HD. Co do filmu - już mnie dziś nie jara. Cholernie nie podoba mi się idea zrzucania winy na złoto samo w sobie, i upokarzanie bohatera poprzez robienie go słabym. Na początku - "Wystarczy mi jak znajdę 5 tysięcy!". Kilku minut później już chce wszystkich pozabijać, a że psychologia leży, to... to co ja mam dodać? Wątek ssie, cały dramat bardziej wymuszony niż ten w polskich telenowelach. Bo wiadomo - postać grana przez Bogarta była całkiem normalna, tylko gdy to złoto się pojawiło, to ono go kusiło, to wina złota... Słowo daję, to jedyny powód. Nie ma nic co by usprawiedliwiało jego przemianę. Zła idea stojąca za filmem, pokazywanie że człowiek z natury jest słaby i staje się zły, gdy spotyka pieniądze.

Psychologia jako taka w ogóle leży. Bogart to Bogart, nadałby charakteru swojemu bohaterowie, nawet gdyby grał w filmie Tomku i jego kolejce. Ojciec Hustona miał najlepszą sytuację, bo miał co grać. Jego postać to doświadczony poszukiwacz z bagażem doświadczenia i mądrości życiowych. Ale jest jeszcze trzecia postać... Która jest trzecią postacią, no. To zwykła pomoc w scenariuszu, która ma być pod ręką, gdyby ktoś chciał o czymś mówić a on będzie tego słuchać... Albo gdy trzeba komuś zadać ważne pytanie - to właśnie zadanie trzeciej postaci. Czysta kartka bez charakteru, która może zrobić wszystko. Szczególnie to widać w zakończeniu. Albo gdy na jednego zawali się kopalnia, i on... zawaha się, by uratować partnera! Bo... złoto, wiecie. Jest złe. Ono tak robi z ludźmi. Trzeba się go pozbyć i żyć w systemie niewolniczym, jak za starych dobrych czasów.

Bardzo nie podobał mi się scenariusz, z kolejnymi scenami pisanymi na kolanie. "Hm, niech bohater zacznie pracę. I mu nie zapłacą. Więc on... znajdzie jakoś pracodawcę, i go zbije, i w ten sposób odzyska pieniądze. Czekaj, to nie ma nic wspólnego z fabułą. Więc... za odzyskane pieniądze pójdzie spać do motelu. I tam spotyka tego dziadka, i on mu naopowiada o poszukiwaniu złota. I on na to pójdzie, bo nie będzie mieć innych pomysłów na fabułę, em, to znaczy - na życie. Ale potrzeba tu, tego, no - punktu... jak on się nazywał... jakiś moment zawahania. Wiem! Zabraknie mu pieniędzy na wyprawę. Ale skąd je weźmie? O, dopiszę na początku scenę, jak kupuje los na loterię, by ją wygrać właśnie w tym momencie zawahania. To tylko trochę wymuszone. Coś czuję, że Oscara za to dostanę..."

Zakończenie też słabe.

Nie spodziewałem się, że w takim filmie będę musiał szukać zalet. Bogart to jedno. (John) Huston to drugie. Hm, tak z boku na to patrząc, wyrzucając z obrazka brak psychologii i tę Trzecią Postać, to w sumie kawałek męskiego kina, z brodami, siedzeniem przy ognisku i ciężkim życiu na własnym... jakieś milion klas niżej od pierwszych 20 minut "Brokeback Mountain", ale jednak przez kilka chwil patrzyłem na ten film z przyjemnością.


5/10
http://rateyourmusic.com/film/the_treasure_of_the_sierra_madre/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz