poniedziałek, 22 lipca 2013

DUCH I PANI MUIR (blada melodrama)

Romance & Low Fantasy, 1947


Lucy Muir wynajmuje dom, który okazuje się nawiedzony. Bohaterka nawiązuje kontakt z duchem, poznaje jego życie i dla zarobku pisze jego biografię. Urok starego kina, z pomysłem na fabułę i intrygującym tytułem który zachęca do oglądania. Nawet reżyseria Mankiewicza, z prowadzeniem aktorów tak, by grając definiowali "przemelodramatyzowanie" oraz poruszali się wyłącznie z trzema kijami w dupie - nawet to nie kuje tu jakoś w oczy. Prawda, oglądając aktorów myślałem cały czas tylko o tym, że ludzie tak nie gadają... ale cóż, taki styl. Nie było to aż tak fatalne jak mogło być. To koniec zalet, tych wątpliwych również.

Zacznę od historii. Obejrzałem i nie wiem, co tu powinno być, a co powinno zostać wywalone. Przeszłość bohaterki, bycie wdową, życie z teściową? Duch? Ten drugi romans? Tak, o każdym z tych elementów myślałem w pewnym momencie seansu, że jest zbędny dla całości filmu. Stylistycznie, też się to kupy nie trzyma. Jak na fantasy to jest duch... i dalej nie wiadomo. Czy duchy są w ogóle czy tylko ten jeden, czy został tu bo zdecydował, czy jakaś "wyższa siła" zrobiła to za niego, czy on odczuwa upływ czasu jak żywi czy nie... Już nie mówiąc o tym, jak niby jego romans z bohaterką miał wyglądać. Niczego tu nie zdradzam, bo to jest w oficjalnym opisie filmu - w połowie przyjdzie inny chłop i to tamten będzie od teraz "ukochanym". Ale gdyby tamten się nie pojawił, to co? Ona by się zabiła? Zmusiłby ją do tego?
Z kolei ten drugi romans wygląda tak:

Ona: Jesteś bucem.
On: Który pisze książki dla dzieci.
Ona: Och, to oznacza że w głębi duszy jednak jesteś miły!
On: Patrz, podglądałem cię jak siedziałaś na plaży, namalowałem twój obraz.
Ona: Ojej! + buzi buzi + zaręczny 

Romanse w Simsach mają więcej sensu.

Największy minus to postaci. Duch marynarza jest niby twardy na początku, ale potem gada jak potłuczony i robi się bardzo miękki, i nie wiem dlaczego. Ona z kolei miała chyba być "silną kobietą", która cały czas tylko "proszę nie przeklinać!" na zmianę z "nie życzę sobie tego!", ale gdy duch chce by się wyprowadziła to ona zaczęła ryczeć, więc też nie wiem, czy miała wyjść na sukę łapiącą faceta na płacz, czy o co twórcom chodziło. Ani na co liczyli, szczerze mówiąc. Reszta postaci to już nawet nie tyle, to tylko narzędzia, które znikają jak aktorzy z telenowel którym skończyły się kontrakty.


5/10.
http://rateyourmusic.com/film/the_ghost_and_mrs__muir/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz