poniedziałek, 8 lipca 2013

Szybcy i wściekli 6 (satysfakcjonujące)

Action & Crime, 2013


Poprzednie części? Chyba widziałem jakąś którąś z pierwszych czterech odsłon, pamiętam taki długi wyścig na prostej drodze, w której jakiś dzieciak chciał się zmierzyć z Domem, ale nawet nie wiem z której to części. Potem w 2011 zobaczyłem zwiastun części piątej, który kopał dupę, poszedłem w dniu premiery i szok - byłem zadowolony. Mimo wszystkich wad. Na szczęście się okazało, że ze mną wszystko w porządku, bo ta część podobała się nawet ludziom, którzy nie cierpili poprzednich odsłon serii. Twórcy naprawdę zrobili kilka kroków do przodu i zrobili strawne, satysfakcjonujące i zadowalające kino akcji. Nic dosłownie dobrego lub koniecznie wartego obejrzenia, ale jednak oglądalnego z pewną przyjemnością. U mnie 5/10.

Nie mam zamiaru bronić części szóstej. To prosty film, z kilkoma niezręcznymi momentami, kilkoma absurdalnymi, głupią końcówką, do tego twórcy kilka razy sami sobie rzucają kłody pod nogi byle nie zrobić filmu prawdziwie dobrego... Ale ma kilka niezaprzeczalnych zalet. Pogadajmy o nich!

Auta nie wybuchają. Ciekawostka, prawda? Wszystkie zostają najwyżej stłuczone na pieprz, albo wywalone dożywotnio na pobocze. Pierwsza taka typowa eksplozja w stylu "strzał z broni krótkiej w samochód = bum" jest dopiero w drugiej godzinie filmu, i jest to chyba retrospekcja z poprzednich części (czwartej?). Tak prawdziwie wybuchający samochód będzie po półtorej godzinie, ale strzeli w niego czołg, więc chyba się zgadza.;-)


Fabuły nikt nie pokomplikował. Nie licząc końcówki na lotnisku, ale wcześniej jest prosta, konkretna, wystarczająca, jako całość właściwie się zgadza logistycznie. Wiadomo, czemu bohaterowie robią to co robią, i dlaczego udają się akurat w to miejsce a nie inne, żaden z nich nie wymyśla abstrakcyjnych rozwiązań dla każdego problemu. Pamiętacie jak w piątej części po akcji z pociągiem po prostu wskoczyli z autami do rzeki? Tu tego nie ma.
Chociaż może trzeba mieć w pamięci "Die Hard 5", by o takich rzeczach pisać w przypadku "F&F6". Ale serio byłem tym miło zaskoczony. W "F5" przez ponad godzinę próbowali wprowadzić jakiś plan, nie wyszło, więc na ostatnie 30 minut improwizują, czyli ponad połowa filmu do wyrzucenia. Miło, że przy kontynuacji zrobili ten mały kroczek do przodu.

Justin Lin wykonał wielką robotę. Pomijając niesamowite widoczki (film można obejrzeć wyłącznie dla nich) - wiedział, jak te wyścigi mają wyglądać. Wiedział, co chce osiągnąć, wiedział jak chce to pokazać, a potem... zrobił to. Jedno powiem: widać jaki ten film miał budżet. Znacie te filmy, które oglądacie, słyszycie ile kosztowały, i nie wiecie, na co poszły te pieniądze? Tu nie ma tego problemu. Widać mnogość różnych ujęć, precyzję i fakt, że wiele razy powtarzano każdy element. Widać ile materiału nagrano. Wg wiki ten film miał 6 montażystów, i jestem niemal pewny, że każdy z nich zajmował się tylko jedną sceną akcji przez te pół roku postprodukcji. Wszystkie najazdy z każdej strony, ujęcia z boku, z powietrza, wiele momentów iście kaskaderskich, i dopiero na ostatnie 20-30 minut zacząłem dostrzegać gołym okiem efekty specjalne. Takie poważne, znaczy. Do tamtego momentu jestem pewny, że oni naprawdę robili te wszystkie rzeczy na tych wysokościach.

Bo choć twórcy nie zaskakują przesadnie wyobraźnią, to jednak jest kilka scen typu "..wow!". Nawet trzeba przyznać, że pomysł na końcówkę był interesujący. Najlepszy moment filmu to pościg na autostradzie - najlepsza muzyka, najlepsze widoki i najlepsza akcja, zdecydowanie.


Nawet w sumie nie żałuję z powodu wspomnianego na początku "rzucania sobie kłód pod nogi" przez twórców. Ponownie np. nie ma tu wielu dowcipów, i żaden nie zapada w pamięci. Bohaterowie, choć niezwykle mili do patrzenia, ponownie nie zapadają w pamięci. Gdy myślę o części siódmej, wcale nie mam na myśli "Kurczaki, nie mogę się doczekać by zobaczyć co oni tam zrobią!". Na te dwie godziny mogę sobie przypomnieć o istnieniu Paula Walkera i tego czarnego śmieszka, ale po tym czasie - znów o nich zapomnę na dwa lata. Fabuła też nie jest jakaś ciekawa, pod koniec nawet nie pamiętałem wyjaśnienia z początku, w którym opisali o co chodzi złym i dlaczego to jest tyle i tyle warte. Serio by było im łatwiej, gdyby mieli ciekawszych bohaterów i ciekawszą fabułę.

Wyszło tak jak miało wyjść - satysfakcjonująco, ale bez przesady. Pierwszy seans to przyjemność, ale pewnie już nigdy nie zaliczę drugiego. Próbowałem "Piątkę" obejrzeć jeszcze raz, nie złapało mnie to już.

Dziwne, że jeszcze nikt nie zrobił gifa z Doma rzucającego się po Anę-Lucię. Cytując Vincenta: "Dupa wam odpadnie ze śmiechu". Macie moje słowo.


5/10.
http://rateyourmusic.com/film/fast_and_furious_6/

PS.Na koniec dali ogłoszenie, że każda akcja była kręcona z zawodowcami na zamkniętych drogach, i apelowali by nikt tego nie próbował robić samemu. Czas ewakuować planetę.:)

PS2. Nawet takie "F&F6" traktuje sprawę wychowania dziecka poważniej od Rosłaniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz