czwartek, 18 lipca 2013

TAKSÓWKARZ (powtórka po 6 lat)

Psychological Drama & New Hollywood, 1976


To dosyć ciężki film do stworzenia. Nie w sensie: zebrania ekipy i nakręcenia go, ale przekonania producentów, by pozwolili ten film nakręcić, wyłożyli pieniądze na budżet i reklamę, by film w ogóle można było zacząć robić. Na początek - opis fabuła to opis bohatera, nie ma tu samej historii. Na początku widz poznaje głównego bohatera, gdy ten przedstawia się starając się o pracę kierowcy taksówki. I to koniec, potem tylko słyszy: "Spędzisz z tym człowiekiem następne 2 godziny". Chyba że trafi się jakiś niepełnosprytny, który dosłownie zacznie opisywać wstęp do fabuły. Który ma miejsce na 30 minut przed zakończeniem filmu. A potem nie ma żadnego rozwinięcia, jest natychmiastowe przejście do zakończenia, potem epilog i tyle. Już zetknąłem się z opisami, w których autorzy dosłownie opisują zakończenie w samym wstępie.

To drugi ryzykowny punkt w programie - brak akcji. Dosłowny. Przez większość filmu nic się nie dzieje. Jak pisałem: to co zazwyczaj dzieje się w pierwszych 10 minutach i ustawia fabułę na kolejne 2 godziny, tutaj rozgrywa się na 30 minut przed końcem, i ustawia tylko kolejne 15-20 minut. Do tego czasu bohater tylko jeździ, mówi z offu... W pewnym momencie dorzucono całkiem zgrabnie słaby sam w sobie wątek miłosny z Cybill Shepherd, ale gdy go zakończono to nie wiedziano co z nim zrobić. Więc postaci zostały gdzieś z tyłu, nie robiąc już nic, nie wnosząc nic do fabuły. Sceny do wycięcia i tyle, brak akcji.



A jednak obraz tak nieschematyczny zadziałał. Dzięki aktorstwu De Niro, reżyserii Scorsese, i scenariuszowi skupiającym się na jednej postaci i dużo z tego tematu wyciągający. Postać Travisa z jednej strony jest niezręczna, z drugiej chciałem przy niej zostać i oglądać ją dalej, byłem ciekaw co jeszcze zrobi. Efekt mieszania dziecinności z nihilizmem. Taka postać wystarczy, by pociągnąć film, by jej spojrzeniem na rzeczywistość stworzyć odpowiednią i kompletną atmosferę. To plus niestandardowa konstrukcja tworzy interesujący dla mnie obraz.

I tylko tak na niego patrzę, jako interesujący eksperyment. Sama fabuła taka już nie jest - zabrakło dla mnie choćby szerszego spojrzenia, wyjaśniającego czemu Travis uważał, że zabijanie będzie sprawiedliwe. To bardzo niedojrzałe, wręcz dziecinne - chcę wiedzieć, skąd to mu się wzięło, to by pasowało do takiego filmu. Co do samej postaci też jest kilka niedopowiedzeń, będących błędami jeśli całość oceniać jako dramat psychologiczny. [spoiler] Kiedy dokładnie Travis załapał, że kandydat na prezydenta nie da rady? I co chciał uzyskać poprzez zabicie go? Czemu właśnie Iris wybrał na ratowanie spośród tylu? Skąd samobójstwo? O tym nie było wcześniej mowy? I jakoś nie kupuję tego, że tak po prostu wrócił do zawodu po takim finale - nawet miałem nadzieję, że to był tylko sen czy coś w stylu "Dawno temu w Ameryce", ale nie, dano wprost do zrozumienia, że oni naprawdę się rozbili na Wy... to znaczy, że ten finał był naprawdę. [/spoiler]

Poza tym zmierzenie się z takim scenariuszem byłoby ciekawym wyzwaniem. Wypełnienie tych wszystkich luk psychologicznych, szczególnie bez korzystanie z surrealizmu. Do tego wywaliłbym wątek z Cybill Shepherd, wprowadził postać Harvey'a Keitela dużo wcześniej, wywalił scenę tańczenia Sportsa z Iris, coś bym zrobić z tymi kumplami z baru, żeby mieli jakąś większą rolę w całej historii... Ale nie chcecie o tym czytać. W mojej głowie to trochę brzmiało jak żart o piratach ze "Scrubs". Etam. Fajny film.


7/10
http://rateyourmusic.com/film/taxi_driver/

8 komentarzy:

  1. Zabrzmi to beznadziejnie, ale zdanie się, że nie załapałeś kilku rzeczy.

    "Sama fabuła taka już nie jest - zabrakło dla mnie choćby szerszego spojrzenia, wyjaśniającego czemu Travis uważał, że zabijanie będzie sprawiedliwe. To bardzo niedojrzałe, wręcz dziecinne - chcę wiedzieć, skąd to mu się wzięło, to by pasowało do takiego filmu." - nie ma tego bo to jest oczywiste, zwłaszcza patrząc kiedy akcja się rozgrywa, to był okres nasilającej się przestępczości na ulicach miast w USA. Podobnym filmem przecież było "Życzenie śmierci", ludziom się wydawało, że państwo nie działa i najlepiej złapać za broń i robić porządki samemu. To było powszechne przekonanie.

    "Co do samej postaci też jest kilka niedopowiedzeń, będących błędami jeśli całość oceniać jako dramat psychologiczny. Kiedy dokładnie Travis załapał, że kandydat na prezydenta nie da rady? I co chciał uzyskać poprzez zabicie go? Czemu właśnie Iris wybrał na ratowanie spośród tylu? Skąd samobójstwo? O tym nie było wcześniej mowy? I jakoś nie kupuję tego, że tak po prostu wrócił do zawodu po takim finale - nawet miałem nadzieję, że to był tylko sen czy coś w stylu "Dawno temu w Ameryce", ale nie, dano wprost do zrozumienia, że oni naprawdę się rozbili na Wy... to znaczy, że ten finał był naprawdę." - reżyser opisując swój film nie mówił o nim jak o filmie realistycznym, opowiadał że dla bohatera Nowy Jork to piekło na ziemi (jest też tak filmowane), a on sam jest ostatnim sprawiedliwym. On ma coś nie tak z głową, a zakończenie też nie jest realistyczne, jest majakiem jego pragnień, nic nie wskazuje, że to się dziej naprawdę. Zwróć uwagę, że jest inaczej filmowane, to jest sygnał, należy to wychwycić. I pamiętaj Scorsese jest perfekcjonistą, i to był okres gdy jeszcze ostro nie ćpał (jak wiesz był bardzo uzależniony).

    I film ma fabułę, bohater chcę nadać sens życiu, najpierw przez prace, później przez miłość, przez zamach na polityka, ale to wszytko mu nie wychodzi. Więc na końcu postanawia uratować małoletnią prostytutkę, która o to zresztą nie prosi. On to robi dla siebie, chcę nadać sens swemu życiu, zresztą końcówka wygląda jak projekcja poklasku i nagród jakie chcę otrzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w scenariusz w finale ściany miały krwawić, miała się z nich lać krew, ale reżyser stwierdził, ze to przesada.

      Usuń
    2. Nie wiedziałem, że Scorsese ćpał. I nie określiłbym go jako "perfekcjonisty", inaczej nie dopuściłby do finałowej wersji choćby sceny tańca z Iris, która po prostu "nie pasuje" do całości skupionej na Travisie itd.

      Filmy zemsty pokroju "Życzenia śmierci" (nie oglądałem, tylko zgaduję) są bardziej schematyczne, mają określonego wroga a bohater ma określone pobudki, dlaczego robi to co robi. To prosty zabieg, bardzo uproszczony, bo taki też miał być cały film. Tam czyjaś śmierć faktycznie rozwiązuje dany problem, bo tylko jedna osoba np. prowadzi mafię i bez tej osoby zniknie ona z miasta. "Taksówkarz" to jednak opowieść bardziej dojrzała w swoim wydźwięku, i tu już takie prawa nie działają. Tutaj wrogiem jest anonimowe społeczeństwo, a nienawiść do niego nie jest jakoś opisana. To nie jest prosty konflikt, nie wiadomo co mu to społeczeństwo zrobiło ani jak jego "Zmycie" to naprawi. Z tego powodu ta sama zasada nie działa w obu tych filmach jednocześnie.

      A na końcówkę akurat patrzyłem jak na realistyczną :D Tylko w konwencji z filmów Krwawego Sama. Ale to faktycznie się zgadza, dzięki. Co do fabuły też się zgadza, ale to nadal nie jest typowy schemat fabuły nadający się do reklamy. Nie ma tu tego konfliktu, przez który np. Bilbo musi wyruszyć z Gandalfem, rozumiesz.

      Usuń
    3. "Nie wiedziałem, że Scorsese ćpał." - podobno ostro.

      "I nie określiłbym go jako "perfekcjonisty", inaczej nie dopuściłby do finałowej wersji choćby sceny tańca z Iris, która po prostu "nie pasuje" do całości skupionej na Travisie itd." - to nie mój pogląd, ale dość powszechna opinia. Nawet jeśli scena ci się nie podoba, raczej na pewno on tego chciał. A to reklama z Martim, która obśmiewa jego perfekcjonizm: http://www.youtube.com/watch?v=45iZP6AWT3c

      "Filmy zemsty pokroju "Życzenia śmierci" (nie oglądałem, tylko zgaduję) są bardziej schematyczne, mają określonego wroga a bohater ma określone pobudki, dlaczego robi to co robi. To prosty zabieg, bardzo uproszczony, bo taki też miał być cały film. Tam czyjaś śmierć faktycznie rozwiązuje dany problem, bo tylko jedna osoba np. prowadzi mafię i bez tej osoby zniknie ona z miasta." - koniecznie go zobacz, to nie jest arcydzieło, ale bardzo ważny film dla kina amerykańskiego. Główny bohater ma konkretny powód do działania (krzywda żony i córki), ale to co widzimy później to można opisać tak bohater idzie wieczorem z bonią i zabija każdego kto mu się nie podoba. Dobrze obrazuje ją scena z debiutującym Denzelem Washingtonem: http://www.youtube.com/watch?v=L-pu31S4EEY

      Zresztą Travis zachowuje się jak facet, który widział "Życzenia śmierci". I za bardzo wziął sobie ten film do siebie. Ale masz racje, "Taksówkarz" jest wypowiedzią w szerszym kontekście.

      "A na końcówkę akurat patrzyłem jak na realistyczną." - dla mnie reżyser specjalnie wprowadza w błąd nazbyt optymistycznych widzów. Ale im będzie dłużej myślał oni zauważa, że coś z nim nie tak.

      Usuń
  2. Scorsese ćpał ale dopiero po ostatnim kuszeniu Chrystusa . Oj dzieci, ależ wy macie problem z tym filmem... Kilka wyjaśnień. Po 1. Travis widział jak Palantine bawi się z prostytutką, następnie sam obiecuje zrobić z tym porządek, wnioski wyciągnij sam. Stąd świetna scena i wręcz kpiący wyraz twarzy jaki można odczytać u De Niro. 2. Travis przeżył i to jest nawet potwierdzone u samego reżysera, stąd ostatnia scena - (coś przyciągnęło uwagę Travisa i spojrzał w lusterko - rzeczy zaczynają dziać się od nowa). To właśnie symbolizuje, taką swoistą walkę z wiatrakami. 3. Samobójstwo..? A, ty co byś zrobił w takiej sytuacji? Poszedł na burgera :O? Sam film idealnie oddaje kondycję społeczno-polityczną jaka ukształtowała się zaraz po wojnie. Po za tym Travis sam brał w niej udział... Czy na prawdę trzeba więcej, żeby zrozumieć motywy Travisa i przyznać mu słuszność? To kino psychologiczne, trzeba oglądać uważnie. Dlatego też wszystko tutaj działa jak należy, bez zająknięcia. Trzeba Ci dosłownie tłumaczyć dlaczego polityka taka a nie inna, Alfonsi etc. etc i do murzyn próbujący okraść sklepikarza to same śmiecie zasługujący co najwyżej na rynsztok? Liczyłeś, że Travis będzie się szlajał po sądach, albo tłumaczył prosto do kamery "uważam, że zabijanie jest dobre, ale w tym i tylko w tym wypadku..." nie bądź śmieszny, zarzuty niedorzeczne. Jedynymi rzeczami na które słusznie zwróciłeś uwagę to taniec z Iris zbędny, tempo drastycznie spada, a także niewykorzystany potencjał ziomków Travisa. To tyle. Ps. określenie "fajny" bardziej pasuje do Django niż do tak wybitnego filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo sobie dopowiedziałeś na temat mojej osoby. I wszystko błędnie. Myślisz zbyt schematycznie, polegając na stereotypach i podobnych.

      Usuń
  3. przepraszam w takim razie, a film?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, co do pierwszego - rozsądnie to opisałeś, więc wygląda na to, że masz rację. Co do reszty musiałbym sobie przypomnieć ostatnią scenę, bo nie przypominam sobie, co dokładnie wywołało we mnie takie myśli jakie wyżej opisałem.

      Samobójstwa zapewne bym nie popełnił.;-) Ale o wojnie w Wietnamie wiem tyle co nic, stąd nie bardzo mogę się wczuć w klimat po niej w takim kraju jak USA. Nie liczyłem, że Travis wybierze tzn. "sprawiedliwą drogę" z sądami itp. ale chciałbym zobaczyć trochę więcej. Udział w wojnie zapewne usprawiedliwia poglądy o łatwości zabijania, nienawiść do polityków i stanu społeczeństwa, za które się tam walczyło (?), ale przydałby się jakiś konkretniejszy kontekst, bo to jest zbyt ogólne, jakby twórcy się obawiali czegoś powiedzieć wprost. O gadaniu do kamery i tłumaczeniu, które zabójstwo jest właściwe, w ogóle nie chcę słyszeć. W żadnym filmie.

      Chyba wszystko?

      Usuń