niedziela, 25 sierpnia 2013

Rush: Beyond the Lighted Stage

Rockumentary, 2010


Oglądając koncert na YouTube zobaczyłem po lewej ten dokument z polskimi napisami... Cóż, wydaje się to naturalnym porządkiem rzeczy. I tak miałem to obejrzeć, gdzieś w przyszłości. Czemu nie teraz? Chcę się dowiedzieć więcej o Rush! Przede wszystkim, jako posiadacz "2112" chciałem dowiedzieć się więcej o wpływie Ayn Rand na tę płytę. Nie jestem maniakiem, po prostu jak otworzysz okładkę płyty to na samym początku, nad tekstem do tytułowego utworu, jest podziękowanie dla pani Rand. I... jedyne co otrzymałem, to Sebastian Bach (z zespołu Skid Row) opowiadający o tym, jak przeczytał na tyle okładki, że do stworzenia płyty zainspirowało ich "Źródło", więc poszedł do księgarni i przeczytał tę książkę. Wow.



Na liście płac jest też Matt Stone, więc spodziewałem się kilku słów o scenie z South Parku przygotowanej na trasę koncertową Rush. Też się zawiodłem. Wspomnienie o występie Rush w filmie "Stary, kocham Cię"? Pudło. To co tu jest? Gość z Pantery mówiący o "2112": "Bas był zajebisty, perkusja była zajebista, zajebisty kawałek". Jedynymi, który wiedział co mówi był jednak Kirk Hammet, gdy opowiadał o początku "La Villa Strangiato", Trent Reznor i gość ze Smashing Pumpkins (Billy Corgan). Reszta to przypadkowi ludzie, niemający wiele do powiedzenia poza zachwytami sloganowymi. Jack Black, ja pierdolę.

To połączenie pocztówki z reklamówką, dla tych którzy nigdy nie słyszeli o Rush. Coś jak pilot ma zachęcić do serialu, tak ten miał pewno zachęcić do pójścia na koncert. Dużo tu prześlizgiwania się po faktach. Alex Lifeson po prostu dostał gitarę i nauczył się grać. Neil Peart zapewne urodził się z takimi umiejętnościami gry na perkusji. A coraz bardziej skomplikowane kompozycje piosenek oznaczają... cholera wie co. Piosenki stały się coraz bardziej złożone kompozycyjnie i już. Po prostu. O tym, że Geddy z Alexem byli żonaci wspomina się, gdy doszło do kłopotów z pogodzeniem rodziny z zespołem. I to był chyba też ostatni moment, gdy o tych rodzinach wspomniano. Przez resztę filmu wchodzili na scenę, grali, schodzili, jechali do studia, nagrywali coraz bardziej złożony kawałek, i powtórzyć. Aha, i jeszcze pseudokrytycy po nich jechali (nazywani w tych filmach krytykami - jaki krytyk używa inwektyw w recenzji?), ale ludzie na koncerty przychodzili i ich kochali!

Zobaczyłem, jak wyglądali gdy byli młodsi. Neil Peart pisał teksty, Geddy Lee ma duży nos (wiecie co mówią o ludziach z dużym nosem? Że mogą przesunąć nim mikrofon by w przerwach między śpiewaniem zagrać na klawiszach) i tyle. Fajnie zaczyna się pod koniec, gdy paradoksalnie stało się coś bardzo niefajnego. Warto się tego dowiedzieć. I podczas sceny na napisach końcowych pokazano trio po prostu ze sobą rozmawiające, żartujące, pracujące, będące sobą. Tamta scena była więcej warta od 2/3 reszty dokumentu. Wtedy poczułem, że dowiedziałem się jak ich życie naprawdę wygląda.


5/10.
http://rateyourmusic.com/film/rush__beyond_the_lighted_stage/

2 komentarze:

  1. Ogarnij humble bundle to może w końcu zagrasz w battlefielda

    OdpowiedzUsuń