niedziela, 29 września 2013

Greenberg

Drama & Black Comedy, 2010


Parę lat temu przypadkiem zetknąłem się z "Walką żywiołów", które to bardzo przypadło mi do gustu. Dobre dialogi, dobry temat, dobra opowieść o dorastaniu i kontaktach z rodzicami, plus świetny humor. Dodałem sobie do kolejki kolejny film tego reżysera, Noaha Baumbacha. Cóż, teraz go w końcu obejrzałem, kiedy poleciał w telewizji. Nie sądziłem, że ten film w ogóle powstał. Baumbach tymczasem nakręcił docenione "Frances Ha", też kiedyś obejrzę.

Tytułowy bohater, Roger Greenberg, mieszka w domu brata, który wyjechał na kilkutygodniowe wakacje do Wietnamu. Nim i domem opiekuje się z kolei Florence. Roger ma 40 lat i właśnie wyszedł ze szpitala psychiatrycznego. Bierze leki i nie czuje się dobrze ze wszystkim, ale się kontroluje. Po kolei widz poznaje jego przeszłość, jego przyjaciół. Dowiaduje się, że mógł w wieku 25 lat nagrać płytę z zespołem, ale coś nie wypaliło - czym to "coś" było? Albo, że teraz pracuje jako stolarz.

Nie wiedziałem przez większość czasu, jak ten film ugryźć. Nie ma on tyle humoru ile powinno być - bohater na przykład pisze listy do różnych firm, w stylu kawiarni lub taksówek dla zwierząt, narzeka w nich. I co? Gdzie to zmierza, jaki tego cel? Co z tym bohaterem, jest bardzo niezręczny, nie ma prawa jazdy, nie umie pływać, w domu brata jest basen, wchodzi do niego i próbuje coś tam poćwiczyć ale ledwo dopływa do barierki... I co dalej? Niezręczność dla samej niezręczności? Wkurzają go różne rzeczy, siedzi w restauracji i widzi, jak ktoś się głośno śmieje, a do tego jeszcze zaczyna klaskać - "Sam śmiech przecież wystarczy, po co jeszcze klaskać". Gdzie w tym żart? To powinno być śmieszne, prawda? Ale tego tu nie ma. Właściwie mam wrażenie, że twórcy bardzo rzadko się starali, by tu jakikolwiek żart się znalazł... Tak bardzo wyrzuca z siebie takie uwagi, i są one zazwyczaj takie nijakie. Jest tylko niezręczny bohater obok ludzi, którzy go trochę akceptuję, ale i wtedy nie jest zbyt fajnie, a ja to oglądałem i nie wiedziałem, jaki tego wszystkiego jest cel.

Ale gdy zobaczyłem gdy bohater naprawdę wybucha, postać mu wtedy towarzysząca... wyszła. To nie było coś fajnego, to było wulgarne i podłe. Przypomniałem sobie, jak przy okazji filmu "Buffalo '66" bardzo przeszkadzało mi nobilitacja bycia dupkiem. Bohater traktował wszystkich jak gówno, ale dziewczyna i tak widziała w nim coś więcej, chociaż tylko ze względu na scenariusz. "W prawdziwym życiu to nie działa, i bardzo dobrze", wtedy myślałem. I w pewnym stopniu chciałem obejrzeć film o tym. O człowieku, który się powstrzymuje, przed byciem dupkiem, choć wszystko mu w środku krzyczy, że powinien coś rozwalić i na kogoś nakrzyczeć. Czyżby to właśnie Baumbach starał się zrobić?

Mam wrażenie, że twórcy mogli sobie pozwolić na produkcję takiego taniego filmu, który mógłby się nie zwrócić, i postawili sobie wyzwanie zrobienia filmu o tym. Szczególnie, że to nie jest jednak konwencja komediowa - takich opowieści już kilka było, o żartowaniu z czegoś poważnego przez większość czasu by na końcu zrobić z tego dramat. "Greenberg" to opowieść na poważnie, pełna niezręczności i sytuacji, w których niby jest w porządku, ale żadna z postaci nie czuje się dobrze w danej sytuacji. I dalej tym bardziej film pozwalał się docenić, odsłaniając przeszłość głównego bohatera, pozwala mu pożyć i pomyśleć nad sobą. Do głosu dochodzą detale i echa pewnych wydarzeń, których istnienia nie podejrzewałem, ale twórcy poszli w tym kierunku, i zbudowali swój film na wielu konkretach. Nawet to całe pisanie listów okazuje się mieć większe znaczenie w kilku finałowych scenach.

Udało się oddać ten stan umysłu i nastrój, jaki panuje w życiu człowieka takiego jak Greenberg. Szczególnie to co czuje, musząc żyć sam ze sobą, to dopiero wyjątkowe. Jednak wciąż mam wątpliwości, bo w takiej sytuacji zaczęły mi przeszkadzać te wszystkie żartobliwe sytuacje, jakby film przynajmniej starano się przystosować do szerszej widowni, ale okazało się, że nie mają tyle talentu by zrobić w tym stylu cały film. Ostatecznie nie jest to ani dramat, ani czarna komedia. Przynajmniej nie w pełni. Nie śmiałem się, nie przejąłem się specjalnie.

Ale doceniłem ten film. Jeśli dobrze zrozumiałem intencje twórcy, sporo tu się udało. To udany film, choć niespójny. Ale nie bardzo nadający się do oglądania. Czy to ma sens? Wyszedłem na snoba.


7/10.
http://rateyourmusic.com/film/greenberg/

2 komentarze:

  1. Może cię to zdziwi, ale w roku powstania to był w USA jeden z bardziej dyskutowanych filmów, wywołał masę komentarzy.

    Tu nie ma scen, które miały w założeniu śmieszyć. Bardziej postacie ze sobą żartują, to dowcipy w gronie znajomych, ty im się przyglądasz i to może cię śmieszyć lub nie.

    Dodam jeszcze, że Baumbach przez długi czas zmagał się z depresją, tu jest wiele wątku autobiograficznych. I na drugim planie przemyka wielu krewnych znanych osób (np. syn Dustina Hoffmana, czy brat Jamesa Franco), co moim zdaniem też ma pewien cel. Wszyscy oni są w cieniu sławniejszego, bardziej udanego krewnego, tak jak bohater filmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry film. Ben Stiller udowadnia po raz kolejny że nie wszystko kręci się wokół "Poznaj mojego tatę", i innych tego typu.

    OdpowiedzUsuń