środa, 4 września 2013

Światła wielkiego miasta

Slapstick & Melodrama, 1931


Komediowe złoto.

Włóczęga Charlie tym razem napotyka na swojej drodze: niewidomą kwiaciarkę, która bierze go za dżentelmena, oraz milionera, który pod wpływem alkoholu chciał się zabić. Ratuje mu życie, poprawia humor, zostają przyjaciółmi... Do czasu, aż nadchodzi poranek, procenty wyparowują z organizmu, i milioner niczego nie pamięta. Chaplin łączy te dwie historie w jeden film, w rozkroku między pełną fabułą i zbiorem gagów, między dramatem i komedią, przesadnym optymizmem i twardą rzeczywistością, kiczowatymi tekstami i pięknem romantyzmu. Kradzież kończy się pobytem w więzieniu, operacja wzroku zakończy znajomość, kiedy okaże się, że milioner nosi podarty garnitur z dziurą w spodniach, i nikt nie liczy na to, że będzie inaczej. Dobre uczynki pozostają niezauważone, pewni ludzi nigdy nie zmienią swojego podejścia po tym, jak już wyrobili sobie zdanie pierwszym wrażeniem. Wielki kryzys też da tu o sobie znać.

Niektóre sceny dzisiaj mają inny wydźwięk niż wtedy

A obok tego wszystkiego - czyste komediowe złoto. Kaskaderskie perełki, zbiorowe majstersztyki z udziałem kilku postaci poruszających się jednocześnie, bez jednej pomyłki, wszystko z mnóstwem pasji i pomysłów. Jeśli chcecie mieć dobre zdanie nt slapsticku, obejrzyjcie dowolny gag z tego filmu, jest ich tu na pęczki. Część luźna, część wynikająca z historii, wszystkie śmieszne jak diabli i wzbudzająca respekt, w ten czy inny sposób. Granie hymnu z włóczęgą nadzianym na miecz, starającym się zachowywać poważnie. Samobójstwo. Bójki w restauracji. Sprzątanie po słoniu. Pojedynek bokserski, jedna z najlepszym scen w historii - można ją oglądać wielokrotnie, nawet dla warsztatu, by podziwiać szczegóły (zachowanie tłumu poza ringiem). Takie momenty wyliczać można długo, a film trwa tylko półtorej godziny. Dobrze wykorzystany czas!

Wszyscy skupieni na występie, a Charlie z przyjacielem wcinają posiłek, uwielbiam :)

Był to mój trzeci seans tego filmu. Za pierwszym razem - byłem zachwycony. Za drugim razem film okazał się nieco prostszy niż go pamiętałem, zachwyt zmalał. Dzisiaj dostrzegam jego wady i je akceptuję, w spokoju zachwycając się tym, co tu jest pozytywne. Jeden z moich ulubionych, chociaż nie powiem, by był z samej czołówki. Chciałbym, by był to obraz nieco bardziej złożony, choćby poprzez rozwinięcie postaci pijanego milionera. Taka prywatna uwaga. Film sam w sobie jest wspaniały.


8+/10
http://rateyourmusic.com/film/city_lights/

2 komentarze:

  1. Mam Cie ;p. Dla mnie jest to osobiście jeden z lepszych filmów z wątkiem miłosnym jaki kiedykolwiek oglądałem. Relacja jest kobiety i mężczyzny jest bardzo dojrzała, chociaż nie tak wiele się o niej mówi na ekranie. Natomiast niedopowiedziana końcówka jest świetna. "Cyrk" taki dobry? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cyrk" to apokalipsa. 70 minut ryczałem ze śmiechu, by w ciągu ostatnich 10 sekund zdać sobie sprawę, że oglądam jeden z najbardziej dołujących dramatów jakie w życiu widziałem.

      Usuń