sobota, 26 października 2013

1000 lat po Ziemi

Adventure, 2013


Ponoć miał to być film o wycieczce rodzinnej, w której ojciec zostaje ranny i syn musi się przebić przez niebezpieczny las i znaleźć pomoc. A potem wsadzono do tego kosmitów, przestrogę przed niszczeniem Ziemi, dziwne stwory których jedynym zmysłem jest wyczuwanie strachu, cała historia wystrzeliła w przyszłość więc dodano jeszcze klimaty post-apokalipsy, czego tak naprawdę nie widać, bo chodzą po lesie... A potem jeszcze zatrudniono M. Night Shyamalana, by to reżyserował. Nie powinienem się go czepiać, bo PONOĆ pomysłodawcą i twórcą filmu był Will Smith który chciał z syna zrobić gwiazdę letniej superprodukcji, ale... trudno, będę jechał Shyamalana.

Niedawno przypomniałem sobie "Znaki" w recenzji od NC, i to niemal ten sam film. Will Smith gra to samo co Mel Gibson, Jaden Smith gra to samo co Rory Culkin (tylko tak 10 razy bardziej), i to w zasadzie wystarczy za komentarz odnośnie poziomu aktorstwa w tym filmie. Cały ton opowieści jest pozbawiony życia i emocji. Co jakiś czas pojawiają się retrospekcje cholera wie czego, w całkowicie przypadkowych momentach które nic nie mówią, a gdy w końcu wyjaśni się o co chodzi, to okaże się, że... były całkowicie zbędne, nie warte zapamiętania i na siłę udziwnione. I najważniejsze: "After Earth" jest pieruńsko nudne, bo nic się tu nie dzieje. A twórcy nie mieli zielonego pojęcia o budowaniu napięcia, atmosfery zagrożenia lub narracji filmowej, o poczucie smaku nie wspominając. Ktoś za Shyamalana mógł wymyślił jakieś podstawy, ale to on nadał im ostateczny kształt, to on poprowadził aktorów. Wszystko tu wygląda jak film Shyamalana i tyle.

Oglądanie tej sceny grozi śmiercią ze śmiechu.

Początkowe przekombinowanie fabuły ma tylko taki skutek, że film zaczyna się pół godziny po rozpoczęciu. Dopiero wtedy trafiają na Ziemię, starszy Smith jest ranny, więc Młody musi przejść na piechotę do drugiej części statku którym tu przylecieli, i rozbił się on na dwie części, i w tym drugim jest sposób, by wysłać sygnał, i wtedy przylecą po nich i ich uratują. Więc młody wychodzi, i idzie, i biegnie, i idzie... Jestem przekonany, że Randal Graves już nigdy nie nazwie trylogii "Władcy pierścieni" jako "filmy o chodzeniu". Przy "After Earth" filmy Jacksona są jak "Szybcy i wściekli 6".

Braki akcji wypełniono mnóstwem żenady. Starszy Smith siedzi cały czas na fotelu i gada do Młodego, który tam sobie chodzi, bo to przecież nie jest żadną przeszkodą, by był między nimi dialog. Gadanie do krzaczka wcale nie wygląda debilnie, szczególnie podczas kłótni. Ojciec lubi sobie pogadać do syna, nawet gdy ten go nie słyszy. Natrętne retrospekcje pełne pretensjonalności i dialogów, które guzik znaczą, i sprowadzają się do powtarzanie 10 razy tego samego ujęcia). Częste wtrącanie motywu "to MY, tysiąc lat temu, zniszczyliśmy Ziemię". Absolutnym Królem Żenady w tym filmie jest Jaden Smith, który na przykład widząc zwierzątka lubi do nich pokrzyczeć. Wiecie, w stylu: "Zostawcie mnie w spokoju!". Coś mi to przypomina...

Były momenty, w których spod tego beznadziejnego aktorstwa i reżyserii wystawał na chwilę dobry film. Jednak szybko był zagłuszany przez kolejny monolog lub dialog, albo flashback, bo czemu nie. Pierwszy moment po rozbiciu, kiedy Młody dochodzi do siebie po szoku, wtedy była cisza, i naprawdę można było to poczuć. Atmosfera lasu, katastrofy i zniszczenia była bardzo wyraźna. Ale szybko zaczęto gadać, przyspieszono tempo i wszystko zepsuto. Albo to: w pewnym momencie siada komunikacja między Ojcem i Synem. I młody musi sobie przypomnieć słowa ojca, jak i gdzie miał iść. Rysuje sobie trasę na ścianie jaskini - materiał na udaną scenę, prawda? A skąd, cały czas słychać łopatologiczny monolog z offu, zresztą ów moment ledwo trwa sześć sekund. Głupie i żenujące kino.


2/10.
http://rateyourmusic.com/film/after_earth/


Top 5 Shyamalana

1. Szósty zmysł
2. Osada
3. Znaki
4. 1000 lat po Ziemi
5. Zdarzenie

4 komentarze:

  1. Ostatni władca wiatru był też prawdopodobnie ostatnim filmem Shyamalana jaki obejrzałem. Jeśli nie nakręci czegoś, co rozwali krytyków i po prostu z każdej strony wszyscy będą mnie namawiać do obejrzenia jego filmu, to nie ma szans, żebym więcej poświęcił mu choćby minutę. Wolałbym raczej sięgnąć po jego starsze produkcje, bo jednak do Szóstego zmysłu czy Osady mógłbym i chcialbym wracać. A jeśli chodzi o Jadena i jego ojca (kurna, ten młody jest teraz chyba bardziej znany od swojego starego), to wolałbym już po raz kolejny obejrzeć W pogodni za szczęściem. Lipa.

    P.S. Nie lubię robić tego rodzaju spamu, ale zmienił się adres naszego bloga, poprzedni już do niczego nie przekierowuje, więc w razie czego podaję obecny:
    http://mechaniczna-kulturacja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, już zaktualizowałem.

      Shyamalana nie lubię, zwiastun "After Earth" mnie zachęcił, przez co przeżyłem szok gdy czytałem/oglądałem recenzje... Ostatecznie obejrzałem razem z innymi gniotami z tego roku. Niedługo "Grown Ups 2" ^^

      Usuń
  2. Mi podobał się ten komentarz
    http://www.filmweb.pl/film/1000+lat+po+Ziemi-2013-602585/discussion/Film+opowiadaj%C4%85cy+o+dobrych+stronach+zbrojeni%C3%B3wki,2294879
    Prawda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, bardzo dobra uwaga. Sam tego nie wychwyciłem.

      Pytanie tylko, czemu w ciągu jednego dnia akurat ten wpis stał się aż tak popularny. Teraz muszę go zedytować i bardziej się przyłożyć.:/

      Usuń