środa, 16 października 2013

Jedyny syn

Drama, 1936


Reżyseria Yasujiro Ozu, najkrótsza możliwa recenzja. Niewiele więcej trzeba mówić.

Ten człowiek potrafił pokazać ludzi jedzących posiłek, i to nadal będzie wyglądać na ciekawe tudzież pasujące do całości. Nawet u Beli Tarra to czasem potrafiło wyglądać na wzięte znikąd, tutaj jest inaczej. Ujęcia co chwila się zmieniają, aktorzy cały czas mówią, a scenariusz daje im jakiś materiał do odgrywania. To nie jest po prostu jedzenie przed kamerą. Widz za bardzo jeść nie może oglądając ten dramat, ale z drugiej strony nie jest też przytłoczony. Dramat u Ozu zawsze jest prawdziwy i naturalny, zamiast "filmowy", wyolbrzymiony albo przygaszony. Zawsze jest tylko taki jaki jest w zgodzie ze swoją naturą.

W "Jedynym synu" za wstęp służy scena, w której matka dowiaduje się o kłamstwie swojego młodego potomka: twierdził on, że w przyszłości pójdzie do liceum. Matka krzyczy na niego, bo przecież nie mają na to pieniędzy. Jednak po namyśle postanawia spełnić marzenie syna. Tylko tyle, aż tyle? Naturalne, życiowe, proste i aktualne do dzisiaj. Bo zaraz po wstępie, następuje przeskok do przodu, gdy syn jest dorosły. Cały dramat sięga dużo dalej i głębiej.

Dodatkowo, coś we mnie pękło na koniec. Był tam pewien piękny moment. Pewnie go wyłapiecie sami, nie chcę nic zdradzać. W każdym razie, za niego plus przy ocenie.



7+/10
http://rateyourmusic.com/film/ひとり息子/


Dopiero trzeci filmu Ozu... Mam nadzieję, że o pozostałych będę miał co pisać bez powtarzania się ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz