czwartek, 10 października 2013

KONESER

Romance & Mystery, 2013


Tytułowy bohater jest już stary. Nosi cały czas rękawiczki, nie ma telefonu komórkowego, a jeśli już zostaje zmuszony by z niego skorzystać, owija go uprzednio w chusteczkę. Jada w szykownych restauracjach, jest samotny. Zajmuje się wyceną różnych antyków, dzieł sztuki, mebli i obrazów. Prowadzi również aukcje, obracając przy tym sporymi sumami. Jest cenionym wykonawcą obu tych zawodów. Fabuła otwiera się od tajemniczego telefonu od kobiety, która chce, by słynny pan Oldman wycenił jej dobytek. Gdy ten udaje się na miejsce, zastaje ogromny dwór, ale zamknięty na cztery spusty. I nikt nie odbiera jego telefonu. Owa dziewoja odezwie się nazajutrz ponownie, przepraszając za nie dyspozycyjność na wszystkie możliwe sposoby w języku angielskim. Przekona bohatera w ten sposób, by dał jej drugą szansę. Dwór będzie otwarty, jednak jego właścicielka nadal nie będzie miała zamiaru się ujawnić... Dlaczego?



To jest taka "Mystery", jaką lubię - nikt nie mówi mi, że coś jest ciekawe, że mam wyczekiwać rozwiązania, wyjaśnienia które jest sensem całości, i dla niego oglądam cały film. Nie, dziwne rzeczy dzieją się obok, pojawiają się subtelnie i nie zagarniają wiele miejsca, można przejść obok i ich nie zauważyć. Jakie uczucie stoi za manią kolekcjonerską Oldmana? Czemu Claire nie pokazuje się osobiście? Do czego służą małe mechaniczne kółka, które bohater znalazł w piwnicy? Kim jest ta dziwna kobieta z pubu na przeciwko? To wszystko intryguje w dosłownym znaczeniu tego słowa, jednak egzystuje w tym filmie na równi z innym wątkiem: romansu. Romansu, który narodzi się między Oldmanem i Claire. Jak? Dlaczego? To zagadka dla was na tę chwilę. Udało się oddać szaleństwo takiej relacji, jej namiętność i fascynację, w której najdrobniejszy gest, pocałunek w policzek, daje bardzo wiele. I jedna osoba dla drugiej jest w stanie zrobić wszystko, bo wierzy, że tak wiele dostanie w zamian... W kinie nie ma wielu takich romansów, tak bardzo pełnych pasji i fascynacji, bo łatwo je przeszarżować. Tornatore sportretował go bardzo naturalnie - po raz kolejny pokazał, że należy do czołówki reżyserów. Umiejętnie połączył te dwa wątki w jedno, idealnie mierząc tempo, całości nadał niesłychanej klasy. Opowieść ta jest wypełniona malarstwem, rzeźbami, żyrandolami - wszystko to podane ze smakiem. Ogląda się to znakomicie.



Aż tu nagle pojawia się zakończenie... Nie zdradzając niczego: jest bardzo banalne*. Tak bardzo, że nawet się go nie rozważa, odrzuca natychmiast. I okazuje się, że to właśnie widz dostaje. Było mi z tego powodu bardzo przykro. Ale oglądałem dalej. Bo zakończenie tak naprawdę składa się z dwóch elementów: "zwrotu akcji" oraz momentu, w którym film właściwie się kończy. Ów zwrot robi coś bardzo dziwnego z filmem, mianowicie jednocześnie go wstrzymuje oraz w ogóle nie kończy. Opowieść w jakiś sposób toczy się dalej, i istotne staje się, co z owym zwrotem zostanie zrobione. I to będzie faktycznym zakończeniem, które... spodobało mi się. Było bardzo europejskie, bardzo melancholijne, bardzo dobrze podsumowało tę opowieść. Ostatnia kwestia jest genialna.

Scenariusz całkiem pomysłowy, szczególnie dobrze poradzono sobie z postaciami drugoplanowymi. Generalnie zastrzeżeń nie mam, poza pojedynczymi przypadkami, jak wybitnie niefilmowa ekspozycja niektórych postaci albo imię i nazwisko głównego bohatera ("Virgil Oldman", dajcie spokój). Cała reszta składa się na świetną historię z wieloma oryginalnymi motywami. Aktorzy sprawdzili się, a muzyka Morricone w samym filmie nie wybija się. Teraz jej słucham poza filmem, choć klimatyczna, to nie wyłapałem póki co momentu wartego uwagi. Może tylko "Ritratti d'autore".
Bardzo ciężki to film do jednoznacznej oceny. Miałem zamiar pisać same pozytywy, potem przyszło zakończenie które ostudziło moje zamiary, i teraz sam nie wiem, co ze sobą zrobić.


6,5/10
http://rateyourmusic.com/film/la_migliore_offerta/


*chociaż zetknąłem się z opinią kogoś, dla kogo twist był idealny.

PS. Czemu go tam pobili? Tego nie wyjaśniono, zgadza się?

PS2. Dzisiaj wyszedłem z domu w środku nocy i wróciłem zaledwie kilka godzin temu. Jutro będę miał podobnie, stąd zamiast dwóch notek o filmach z '27 roku - których nie miałem kiedy obejrzeć - dałem te które zaplanowałem na weekend. Jutro "Pacific Rim".

1 komentarz:

  1. "teraz sam nie wiem, co ze sobą zrobić."

    Też tego nie wiem, a filmu nie obejrzałem. Ale obejrzę, już 'wypożyczyłem'.

    - andrew

    OdpowiedzUsuń