sobota, 18 października 2014

Czerwony anioł (7/10)

Drama, 1966


Japonia trzyma poziom. "Czerwony anioł" to jednocześnie mocne antywojenne kino, najdziwaczniejszy film erotyczny jaki w życiu widziałem oraz rasowy dramat psychologiczny. Sakura Nishi jest pielęgniarką uczestniczącej w trwającej od 1937 do 1945 roku chińsko-japońskiej wojnie (z grubsza, chodziło o terytorium). Fabuła jest standardowa: bohatera staje wobec okropieństw wojny i próbuje sobie z tym poradzić. Widzi tych wszystkich żołnierzy, którym lekarz poobcinał kończymy, a następnie odwraca wzrok, szukając czegoś, co pozwoli jej pozostać przy zdrowych zmysłach.

Cóż, zagrane to jest jak jest. Azjatyccy aktorzy tak już mają. Zainscenizowane to też jest tak, że niektórych żeby zabolą. W jednej chwili do namiotu napłynęła kolejna fala rannych. Lekarz spogląda na jednego, masa mu kręgosłup i stwierdza: "Nie ma szans. Następny". Potem przebitka, główna bohaterka z offu mówi, że minęły trzy dni, w tym czasie zapewne na stole było z milion milionów pacjentów. Gdy jest już spokój, bohaterka przychodzi do lekarza i pyta go, czemu poddał się przy "tamtym" żołnierzu. A lekarz oczywiście wie, o kogo ona teraz pyta. Ech...

Parę razy czułem się, jakby traktowano mnie jak tępego, ale teraz myślę, że to różnica kultur. Jedne rzeczy są zrozumiałe w Japonii, inne nie i te tłumaczono dokładnie, a w reszcie świata najwidoczniej jest dokładnie na odwrót. Stąd moje pogubienie się. W jednej chwili główna bohaterka zostaje zgwałcona przez 50 pacjentów, nazajutrz wracają na front, a gdy jeden z nich powraca ranny i lekarz nie daje mu żadnych szans, ona błaga lekarza o zmianę zdania. I sama udziela mu krwi do transfuzji. Dlaczego? Nie wiem. Tam to widać naturalne, bo nie tłumaczą. Ale gdy bezręki pacjent opowiada, że zapewne resztę życia spędzi w izolacji zamknięty w państwowym szpitalu, tu już trzeba było się dopytywać, i szczegółowo wyjaśniać. Dla mnie było to jasne już po tym jednym zdaniu, czemu państwo go tak potraktuje. Tego typu kontrastów jest w "Czerwonym aniele" bardzo wiele.

I pomimo tego wszystkiego, produkcja Masumury to bardzo mocne kino. Kaleki wbijają się w oczy, nie pozwalając im się zamknąć. Ten film potrafi zaboleć - tym bardziej, że to nie są efekty specjalne. Jeśli aktor nie miał ręki, to nie udawał. Wszelkie operacje, presja na lekarzu, który z kolei z każdym zabiegiem coraz mniej czuje się człowiekiem, a swoich pacjentów coraz trudniej mu traktować jak ludzi. W grę zaczyna wchodzić dylemat, kiedy tak naprawdę ich ratuje - czy pozwalając im umrzeć, czy zmusić do życia bez ręki lub bez seksu.

Właśnie, seks. "Czerwony anioł" silnie go gloryfikuje, nawet jeśli jest tak jak tutaj bardzo groteskowy i nienaturalny. To wciąż ratunek na piekło. Nie jest to porno, tylko czysty erotyzm. Kojarzycie tę chwile w filmie "Dziewczyna z perłą", gdy malarz prosi modelkę o zwilżenie warg, a ona robi to bez otwierania ust? W takim stylu wykonano tu sceny zbliżeń. Dyskretne, ciche,subtelne. Nawet ten gwałt o którym wspomniałem na początku jakoś przemija, prawie niezauważony. To bardzo odważny, kontrastowy i kontrowersyjny obraz, wart waszego czasu i przeżycia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz