wtorek, 21 października 2014

Retrospektywa Lost - sezon 1 cz. 5


1x09
"'Solitary"
reżyseria: Greg Yaitanes
scenariusz: David Fury [2]
zdjęcia: Larry Fong [6]


Cały plan na odcinek jest genialny. Hugo organizuje grę w golfa, Sayid znajduje linę na plaży i podąża jej tropem do dżungli, zostaje złapany w pułapkę przez nieznaną osobę, która zadaje mu pytanie o jakiegoś Alexa, jednocześnie go torturując... i między jednym krzykiem a drugim następuje przeskok w czasie i widzimy, że to Sayid jest tym, który torturuje! Przejście rewelacyjne. Wyjaśniona zostaje po części przeszłość Sayida oraz tajemnica Wyspy i tajemniczej transmisji, nadawanej przez 16 lat. Wprowadzono ważną postać tak, by widz jej nie zauważył, gdy za kilka odcinków odegra kluczową rolę... A postać Francuzki jest naprawdę dzika i niezwykła, przesiąknięta magią Wyspy, od której zwariowała. Teoretycznie: odcinek godny 10/10. Ale jednak musi on zebrać baty za kilka spraw.

Po pierwsze scheda po ostatnim odcinku. Sayid torturował jednego z "Naszych", Jack mu na to pozwolił. Czy w takim razie nie powinno to zostawić większego śladu na bohaterach? Ich relacji między sobą? Sayid poszedł na walkabout, ale co z resztą? Do tego jest jeden problem: co by się stało, gdyby samolot przyleciał? Czekaliby na niego? To ewidentne przewinienia, za które gdzieś trzeba zebrać po głowie.

Po drugie: postać Rousseau. Gra ją Mila Furlan, która grała również w "Babylon 5". Jest to serial bardzo romantyczny, a ona wcieliła się w nim w przedstawicielkę obcej rasy (nie zdradzę jakiej, niech was rozwali jej charakteryzacja). Gdy żegnała się z przyjaciółmi, mówiła, że w jej języka nie ma słowa "pożegnanie" i tak dalej. Była bardzo uroczysta, uduchowiona, poważna i wyniosła, posługiwała się bardziej kwiecistym językiem. Jednym pasuje, innym nie, grunt że pasowało do postaci i całej produkcji. Dekadę później ta aktorka gra niemal kopię tamtej roli w produkcji zupełnie innej. I ten kontrast przeszkadza. Tak, jest przesiąknięta magią. Jest jednością z dżunglą. Odjęło jej część rozumu przez te 16 lat. Ale przy tym wszystkim mogła być mniej... we wszystkim. Jest sobą do kwadratu, jakby chciała się parodiować. W jednej chwili torturuje i słyszy głosy, a w drugiej słyszy opowieść Sayida i w sekundę stacza się na granicę płaczu stulecia, by łamiącym się głosem powiedzieć: "Im... So... Sorry...". Teraz jeszcze to nie przeszkadza, może w ogóle was to ominie. Mnie to nie przeszkadza zbytnio, ale kilka razy miałem jej dość. Teraz mam jej dość w tym odcinku, i nie skaczę z radości, że muszę oglądać ten odcinek. Niech on zbierze baty za te wszystkie chwile w całym serialu, gdy Rousseau będzie zbytnio sobą. On wyznaczył jej styl, to ten reżyser ją poprowadził. I tak już będzie do końca.

I to zdanie: "I'm So Sorry". Jebać całą kulturę USA za to cholerne zdanie.

Retrospektywa Sayida ostatecznie jest bardzo nudna. Właściwie od początku wiadomo, jak się skończy i nie zostawiła na mnie większego impaktu. Arab w serialu o rozbitym samolocie, do tego służył po tej złej stronie w wojnie w Iraku - po nim można się było spodziewać ciekawszego zaplecza. A historia pola golfowego też rozwija się w schemat, zamiast po prostu opowiedzieć o tym, jak bohaterowie odpoczywają. Nie, Sawyer musi być dupkiem. Na szczęście do trzeciego sezonu nauczyli się takie odcinki kręcić.
7/10



1x10
"Raised by Another"
reżyser: Marita Grabiak
scenariusz: Lynne E. Litt
zdjęcia: Michael Bonvillain [3]


Wcześniejszy odcinek miał genialny fundament. Ten nie ma nawet tego.

Intrygujący opening przedstawiający koszmar Claire robi świetne pierwsze wrażenie, ale zmierza donikąd. Jej retrospekcja okazuje się zamkniętą całością. Wszystko co było do przedstawienia, zmieścili w tych 15-20 minutach. Nic nie było ciekawego w jej życiu przed ciążą, potem wsiadła do samolotu i dzień dobry. Tak naprawdę to niewiele o niej widz się dowiedział z tego odcinka. Jak na ironię, ten jasnowidz dostanie ciekawszą retrospekcję niż jedna z głównych bohaterów serialu. Historia z wróżeniem też zmierza donikąd, więc ponowny seans jest bardzo chłodny. Sama Claire miała nieciekawe, nieoryginalne życie, a sama pozostaje dosyć nużąca. Statyści w jej opowieści są tragiczni, ta koleżanka prowadzi ją jak robot, chłopak oczywiście na początku chce się żenić by potem "naaa, rozmyśliłem się" i to tyle. Chyba już nawet nie wróci do serialu.

Relacja Charliego i Claire tutaj zostaje rozwinięta w pośpiechu. Znajomość Walta z Michaelem czy też z Johnem jest prowadzona wzorowo już któryś odcinek, a tutaj chyba zaspali przez ostatnie epizody. Hugo jest bardzo przyjemny w oglądaniu, ale ten odcinek to tak naprawdę jedynie budowanie napięcia do finału i kolejnej części sezonu. Przystanek. Dobrze wykonany, nie nudzi, ale nie jest niczym specjalnym.
6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz