środa, 22 października 2014

(serial) Battlestar Galactica - sezon I

Space Opera, 2004


Bezpośrednia kontynuacja opisanego przeze mnie dwa tygodnie temu pilota. Ludzkość skoczyła do innej galaktyki by ratować się przed holokaustem swojego gatunku ze strony obcej rasy i poszukują planety, na której mogliby zamieszkać. Zdatnej do życia i bezpiecznej. Ale na tę chwilę, obcy wciąż im zagrażają. Przeczesują kosmos by ich znaleźć i wybić nieliczne resztki.

13 odcinków wypełnionych ciągłą akcją. Każdy odcinek koncentruje się na innej postaci lub ich grupie, i mają oddzielne tematy, jednak wszystko łączy się w całość - i ku mojemu zaskoczeniu, każdy wątek został rozpoczęty już w pilocie. Wydawało mi się, że jest tam prosta fabuła wojenna, a z czasem zacząłem rozróżniać postaci i teraz widzę, ile szczegółów było na początku, na których potem budowano całą resztę. Apollo synem Williama Adamy - tylko wspomniane. Starbuck przyznaje, że przepuściła Zaka w teście, chociaż nie spełnił wszystkich wymogów na pilota i dlatego zginął w akcji - ten schematyczny, mdły moment w dalszej części ma takie konsekwencje, że głowa mała. I tak dalej. A każda scena produkuje następną. Ogląda się to znakomicie, trudno przerwać jak już się zaczęło. Nie jest to poziom "Prision Breaka", chociażby dlatego, że clifhannger jest tylko jeden. Ale za to jaki! Nie zazdroszczę ludziom, którzy musieli czekać na premierę kolejnej serii...

13 epizodów po 45 minut


Bardzo podoba mi się, że to ludzki serial. Gdybyście usłyszeli, że bohaterami są tu głównie politycy i stratedzy wojenni, zapewne skojarzylibyście ich z bezdusznymi ludźmi, których nie obchodzi ludzkie życie i palą się do wojny... właśnie jest na odwrót. Znają swoich podwładnych, ich wartość dla przedsięwzięcia i walczą by go nie stracić. Tu między statystykami, liczbami i ludźmi naprawdę nie ma różnicy. Robią co muszą i z każdym dniem wstają z ciężarem decyzji, które podjęli w przeszłości. Pamiętają o nich, chociaż są zapewne ostatnimi i tamte chwile ostały się jedynie w ich wspomnieniach.

Interesująco zapowiada się podkład mityczny i religijny. Jest tu silny wątek wiary w Boga i uwierzenia, że jest się częścią jego planu. Jest tu też przepowiednia zwiastująca odnalezienie domu przez osobę, którą tu nazwę Wybawcą. Wszystko jest mgliste i nie wiem, dokąd to mnie zaprowadzi... ale jest obiecujące. To może wynieść tę opowieść na wyższy poziom. To ważny powód, by oglądać dalej.

Trzy postaci zasługują na wyróżnienie. Starbuck, jedyna kobieta w obu wszechświatach której można przywalić w nos, jeśli na to zasługuje. William Adama, który po skoku był na mostku przez ponad 130 godzin i nadzorował wszystko. Profesor Gaius, obecnie najmądrzejszy człowiek, widzący cały czas Cylona - i nie wiadomo, czy siedzi mu w głowie, czy to tylko jego halucynacje, a wiedzę o tym trzyma dla siebie. Delikatny i tchórzliwy, ale gdy postanowi walczyć o swoje staje się naprawdę przekonywujący i władczy. Ma coś w sobie z Waltera White'a.

"Battlestar Galactica" jest rozbudowany, intensywny i przemyślany. Chłonąłem te odcinki jak szybko tylko mogłem. Takie seriale lubię, i liczę na poprawę w kolejnych seriach.
7/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz