niedziela, 19 października 2014

Tras el cristal / In a Glass Cage (6/10)

Psychological Horror, 1987


Hiszpański horror w którym strach budzi człowiek przechodzący na ciemną stronę. Straszne czyny go zmieniają, i staje się kimś, kim nie chciał. Kino zemsty, w którym więcej jest tortur niż krwi, częściej rani się psychikę niż ciało. Punktem startowym jest tu młody człowiek pragnący być pielęgniarzem niepełnosprawnego mężczyzny - nie mogącego się ruszyć, żyjącego w tubie ze szkła podtrzymującej jego życie. W niewiedzy przed jego opiekunką, zamyka się z nim w pokoju i szepcze mu do ucha kilka zdań, po których kaleka stanowczo nalega, by młodzieniec z nim został.

Tu liczy się atmosfera. Odizolowana względem świata kraina, z której nie ma ratunku, droga prowadzi wyłącznie w dół. Nie ma żadnych przeszkód lub znaków, by zawrócić, a wraz z nadejściem nocy przychodzi czas na zło. To po prostu czuć, a największą robotę wykonuje tu muzyka. To ona buduje klimat. Każda scena bez niej byłaby za wolna, zbyt nudna, czasem nawet zwyczajna. Wybijają się chwile, gdy bohaterowie boją się nawet mówić - należy do nich pierwsza scena tortur. Nie wiadomo, kto, gdzie i czemu. Tylko brutalność, podglądana ze strachem przez okno.

Z początku sporą rolę odgrywa tu fakt, że nic nie wiadomo o postaciach. Dlaczego młody chce pomagać, skąd zna tego mężczyznę, i do czego tak naprawdę jest zdolny? Twórca nie mówi, czego mam się spodziewać, i to nawet wystarcza by dobrze się oglądało. Z czasem zorientowałem się, że przestałem czegoś oczekiwać i oglądałem... bo trwało dalej. Bez zaangażowania. Muzyka robi co może, ale sama nie wystarczy. To kino zbyt wolne, trochę nużące. Trzyma w napięciu, ale tylko miejscami. Opowieść jest brutalna, ale mnie dotknęła tylko raz - i zapamiętam to do końca, jednak to za mało.

Pod koniec dostałem kilka odpowiedzi dotyczących bohatera, jednak w tym momencie byłem nimi zupełnie niezainteresowany. Fani gatunku powinni sprawdzić. Ja nie żałuję.

2 komentarze:

  1. Villaronga w swoim obrazie pokazuje bezkompromisowość zarówno w warstwie fabularnej, jak i wizualnej. Mrocznej tematyce towarzyszą równie mroczne i niepokojące obrazy, utrzymane w błękitnej, zimnej tonacji, doskonale podkreślając osamotnienie bohaterów. Reżyser przyznał w jednym z wywiadów, iż punktem wyjściowym scenariusza była historia barona Gilesa De Rais, którego okrutne czyny wobec młodych chłopaków stworzyły wokół niego swoisty kult, zaś samą postać wykorzystywano wielokrotnie w sztuce jako symbol nieskończonego zła, jednego z pierwszych seryjnych morderców. Film zdecydowanie wart odszukania, jednakże tylko dla widzów o mocnych nerwach. Wspaniały debiut.

    OdpowiedzUsuń