piątek, 7 listopada 2014

(felieton) Fragment "Krainy niedojrzałości"

Kino polskie sprzed 1981 roku, ujęte w zbiorze esejów Waldemara Chołodowskiego. Książeczka znaleziona przez przypadek w bibliotece Z reguły mówię, że nieważne co się czyta, byle się na ten temat czytało, jednak to pierwsze takie wydanie, które szczególnie jest warte uwagi. Zapewne nigdzie go nie znajdziecie i popadniecie w chandrę, ale kto wie? :)

Autor naprawdę kocha rodzime kino. Oglądał je wtedy gdy było trzeba, interesował się bardziej niż współcześni krytycy, znał kontekst. Ówczesna kinematografia kraju nad Wisłą jawi się jako najlepsza na świecie, ale też wyjaśnione zostaje, czemu była również katastrofą. Czemu genialne obrazy tworzyli wtedy wyłącznie debiutanci albo ludzie już uznani, jak Wajda. Wyjaśnia się rola Wajdy, który naprawdę zasługuje na pomnik za swoją pracę. Opisana została relacja rządu i twórców filmowych, jak działała propaganda, cenzura, jakie były reakcje widzów i czemu taki były. Potężna dawka wiedzy, bezcenna dla zainteresowanych. Szybka nauka, czym kino powinno być, co robić, i jaka jest jego rola. A przynajmniej, jedna z wielu.

Wiem, dotyczy wyłącznie "naszego" kina, ale ja je traktuję jako słowa odnośnie kinematografii w ogóle.


Coraz bardziej tęsknię do kina pozornie pustych kadrów, które nie posługują się deklamującym aktorem, nie zawiązuje mozolnie akcji poprzez dzianie się, które potrafi operować całością obrazu dla oddania nastroju bohatera, które potrafi zatrzymać się z uwagą: patrzeć na świat nie po to, żeby go portretować lub karykaturować, lecz żeby się nim zachwycić albo gardzić nim, będące wizualnym wyrazem akceptacji albo negacji świata.
(...) Kino musi wyrwać się z kręgu: literatura - kino - rzeczywistość, gdzie strona wizualna i dźwiękowa są marnymi instrumentami technicznymi, a nie środkiem wyrazu. Musi zastanowić się nad swoją skłonnością sztampy muzycznej i plastycznej, do kiczu jako wyniku bezmyślności, nie świadomego zabiegu.
Przede wszystkim jednak musi nauczyć się najtrudniejszego - konstruowania opowieści tak, aby bohaterowie mieli wewnętrzną głęboką motywację, żeby byli niewymienialni, w pełni uzasadnieni w ekranowym świecie. Za dużo jest słów, za mało ledwie zauważalnych, drobnych gestów tworzących postać lepiej niż jakiekolwiek deklaracje. Udowodnione dotychczasowymi umiejętnościami Bajona, Marczewskiego, Królikiewicza czy Żebrowskiego pozwalają być optymistą. Jak doświadczenia z tematem historycznym Agnieszki Holland i Edwarda Żebrowskiego rokują, iż filmowe zrozumienie historii pozwoli widzom zastanowić się, skąd są i dokąd zmierzają.
Dwadzieścia pięć lat z filmem polskim to szmat czasu. Okazywał oblicze głupka, błazna, przenikliwego krytyka; gorzej bywało z mądrością i zabawą. Po nie trzeba było przemykać do zakazanych dzielnic: amerykańskiej, włoskiej, szwedzkiej, angielskiej, a ostatnio także zachodnioniemieckiej, zazdroszcząc tamtym filmom ich niebywałej witalności, nasiąkniętej perswazją, to biologiczną radością uciekającą przed zwyrodnieniem starożytnej kultury. Przede wszystkim zazdroszcząc ciągłości, pozwalającej i wręcz zmuszającej do kontynuowania uprzednio
wypowiedzianych słów, do rozmawiania językiem (albo i o języku) wcześniej stworzonych konwencji, zazdroszcząc możliwości stałego "odbijania" się od dnia wczorajszego. Czasami pzychodziło zazdrościć - podobnym do naszej - dzielnicom czeskim i węgierskim pamięci, niebywałego poczucia humoru Czechom, to znowu Węgrom poważnego traktowania problematyki etycznej (np. "Misja" Ferenca Kósy) i nie mniej poważnych prób zrozumienia czasu przeszłego nieminionego.
Mojej zrujnowanej filmowej oblubienicy, pozbawionej, w jej wieku jakże potrzebnego, sprzętu i taśmy, całego salonu piękności i kliniki geriatrycznej, muszą wystarczyć wrażliwość i myślenie. I może jeszcze odrobina twarzy...
Jakże chciałbym, żeby była wrażliwa i myśląca. Po tylu latach trudno przeżywać uniesienia, zachować wierność, skoro tyle jest młodszych i piękniejszych. Chodzi o przyjaźń. Z mądrym i wrażliwym filmem polskim gotówem się nudzić w pustej i nie ogrzewanej sali kinowej jakiegoś potwornego miasteczka wdychając smród kinowego prowincjonalnego pyłochłonu, nie mytych dusz, nie mytych nóg.
A kiedy usiądzie za mną facet w ciężkich buciorach i okutym czubem będzie mnie szturchał w rachityczny kręgosłup, to może nawet mu powiem odważnie, krzycząc szeptem: "Dlaczego mnie kopiesz w dupę, ty skurwysynu?". A on zawstydzi się, zarumieni w ciemnościach i weźmie swoją barachanową damę za łokieć, by wreszcie pójść do diabła. Na odchodnym, żeby nie stracić pyska, przybasuje: "Nudny ten film".
Ja będę dalej śnił, jak się okaże po latach, sen niezupełnie filmowy. Niezupełnie sen...
"Albowiem ten cud, czy to dziwo, wzrusza mię wielce"

2 komentarze:

  1. A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana... Dialogi niedobre... Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.
    A polski aktor, proszę pana... To jest pustka... Pustka proszę, pana... Nic! Absolutnie nic. Załóżmy, proszę pana. Że jak polski aktor, proszę pana... Gra, nie?
    Widziałem taką scenę kiedyś... Na przykład, no ja wiem? Na przykład zapala papierosa, nie? Proszę pana, zapala papierosa... I proszę pana patrzy tak: w prawo... Potem patrzy w lewo... Prosto... I nic... Dłużyzna proszę pana... To jest dłu... po prostu dłu... dłużyzna, proszę pana. Dłużyzna..
    Proszę pana, siedzę sobie, proszę pana, w kinie... Pan rozumie... I tak patrzę sobie... siedzę se w kinie proszę pana... Normalnie... Patrzę, patrzę na to... No i aż mi się chce wyjść z... kina, proszę pana... I wychodzę...
    I kto za to płaci? Pani płaci, Pan płaci.. Społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto dodać, że książkę można dostać na Allegro za 3 złote plus przesyłka: http://allegro.pl/listing/listing.php?bmatch=seng-v6-p-1-ce-1021&department=wszystkie+dzia%C5%82y&order=d&search_scope=wszystkie+dzia%C5%82y&string=Kraina+niedojrza%C5%82o%C5%9Bci

    OdpowiedzUsuń