sobota, 15 listopada 2014

Posada (7/10)

Coming-of-Age, 1961


Przyjemny, staroświecki film. Czarno-biała taśma, posmak neorealizmu, brak akcji i prostota. Główny bohater ledwo skończył szkołę i idzie do pracy. Rodzina namawia go na większe zarobki więc udaje się do Mediolanu by przejść test w pewnej korporacji. Ermanno Olmi portretuje tu młodego człowieka zaczynającego pierwszą robotę: jego niepewność wynikającą z tego, że nie wie, czego się spodziewać. Nieśmiałość, echo dziecinności które zaraz zniknie. Nawet odrobina strachu.

"Posadę" można potraktować jako poważne kino o obrazie ówczesnej sytuacji na rynku pracy. Nepotyzm, społeczeństwo nieradzące sobie z tym, co dziś jest podstawą, ogólną biedę i biurokrację wewnątrz firm. Jako taki radzi sobie świetnie, ale daje sobie radę jeśli zobaczę w nim zaledwie opowieść o dorastaniu, konfrontacji młodzieńczych oczekiwań z pozbawioną perspektyw pracą za biurkiem. Bohater chce znaleźć pewną, stałą pracę, będącą luksusem tych czasów - ale gdy zasiądzie na stanowisku, pojawia się tylko jedna myśl: "To wszystko. Nic już więcej nie będzie".

A do tego "Posada" radzi sobie jako film obyczajowo-romantyczny. Bohater podczas tekstów kwalifikacyjnych spostrzega dziewczynę która rozjaśnia mu dzień. Nawet jeśli wszystko co z nią zrobi to pogada lub zobaczy przechodzącą obok. Chyba dopiero teraz zrozumiałem, skąd wzięła się idea stawiania dziewczynie kawy i podobnych cudów. Tutaj bohater nie wydaje się zmuszony konwencją lub jej oczekiwaniami. Ona po prostu nie miała pieniędzy, chciał zrobić jej prezent... I to tyle. Zrobił to dla siebie i z własnej woli. Piękne.

Cały film jest ładny. Chociaż nie opowiada o czymś radosnym, jego ton mogę określić jako... pozytywny. Stylowo nakręcony, naturalnie zagrany.

1 komentarz:

  1. Zdobywanie pracy, temat na niejeden film.

    OdpowiedzUsuń