wtorek, 18 listopada 2014

Retrospektywa Lost - sezon 1. cz. 9


1x17
"...In Translation"
reżyseria: Tucker Gates [2]
scenariusz: Javier Grillo-Marxuach [4] & Leonard Dick
zdjęcia: Michael Bonvillian [6]


Wciąż trzeba czekać na kolejne konkretne odcinki. Te dwa są tylko świetne i przyjemne, ale od dawna nie było jakiegoś kopa w łeb. "...In Translation" to taki odcinek, który powstał, bo mógł. Był czas, było miejsce i nawet trochę materiału wokół którego można się było zakręcić z fabułą. Ale nie musiał powstać, mimo wszystko. Zmianę w relacji Jina i Sun można było wsadzić do innego odcinka zamiast któregoś z pobocznych wątków, jak Sawyer mający nieustanne bóle głowy (chociaż wybiegam tu w przyszłość, bo ten wątek rozwija się przez 18 i 19 epizod). Tratwa ulegnie zniszczeniu, żeby zaczęli ją budować jeszcze raz, ale tak po prawdzie - nie musieli. To wciąż tratwa, a w świecie serialu minął dopiero miesiąc od rozbicia się, tratwę budują jakiś drugi tydzień. Dla mnie to wiarygodne, by budować ją tak długo.

Ale odcinek powstał i ma swoje dobre momenty. Retrospekcja Sun jest teraz pokazana z punktu widzenia Jina - widz dowiaduje się, czyja była krew na jego ręku i skąd wziął się pies. Koreańską parę pokazano tu bardzo wiarygodnie - jednocześnie są podobni do siebie, chcą tego samego i w zasadzie robią to samo niezależnie od siebie (chcą uciec), a w ich  przyszłe problemy bardzo łatwo uwierzyć.

Teraźniejszość ma wyczekiwane ujawnienie kłamstwa, przemowę Locke'a i całkiem niezłą dramaturgię z aferą wokół tratwy. To może wystarczyć.

Aha: zwróćcie uwagę na to, co ogląda mała dziewczynka w telewizji, gdy Jin pierwszy raz przychodzi do dłużnika.:)
6/10


1x18
"Numbers"
reżyseria: Daniel Attias
scenariusz: David Fury [4] & Brent Fletcher
zdjęcia: John Bartley [2]

W oczekiwaniu na tę historię zostawiano po drodze sporo mrugnięć okiem. Walt wołał z 10 odcinków temu za Hurleyem, że ten jest mu winny ileś-tam tysięcy dolarów itd. Tutaj ujawnia się przed widzem prawdę: Hugo wygrał w loterii miliony i od tego czasu zdarzają się nieszczęścia wokół niego. I to takie poważnego kalibru. Dziadek dostaje zawału, policja bierze go za dealera... przynajmniej fabryka pudełek którą kupił ma się dobrze.;-) Ale to Hugo nie wystarcza. To trwa za długo, musi coś z tym zrobić, a rozwiązania szuka w liczbach, których użył. Skąd je wziął? 4, 8, 15,16, 23, 42.

Retrospekcja sama w sobie jest świetna - dużo się dzieje, każda scena jest super w jakiś sposób, miód i orzeszki po prostu. Historia rozwija postać i uniwersum, i jest zwyczajnie ciekawa. Z rozmachem, ale i na luzie. Fabuła w teraźniejszości (wyprawa do dżungli po jakieś techniczne coś) rozwija się w bardzo naturalny i miły dla oka sposób.

Pochodzenie liczb sięga blisko dwie dekady wstecz, gdy ktoś przelatywał nad tą częścią oceanu i je wyłapał. Tak po prawdzie dopiero za kilka sezonów okaże się w pełni, że "Lost" to nie tylko opowieść o tym, co jest tu i teraz, ale w tym odcinku zawarto "pierwszy śnieg". Inaczej niż w przypadku postaci Francuzki, która rozbiła się 16 lat temu, żyła na Wyspie i dopiero teraz zaczęła mieć wpływ na historię serialu. Te liczby pozwalają myśleć, że "Lost" to coś więcej niż Wyspa i ludzie, którzy teraz się tu rozbili. Więcej elementów ma tu znaczenie. Ta historia rozpoczęła się dawno temu, tylko jeszcze tego nie widzimy w pełni.

"Nie wiem, może to coś w dżungli to jakaś wkurzona żyrafa. Rozbiliśmy się i nikt nas nie szuka - dziwne, ale ok, nie mam z tym problemu. Ale teraz chcę jakichkolwiek odpowiedzi!"* - przyjemnie dwuznaczna kwestia.:)
7/10.
*to był celowo zniekształcony cytat, po polsku i tak nie zabrzmi równie świetnie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz