sobota, 8 listopada 2014

Wóz do Wiednia (7/10)

War, 1966


Typowy Europejski thriller.:) Opowieść o kobiecie jadącej konnym powozem przez las, wioząca na tyle leżącego mężczyznę. Po drodze spotyka żołnierza, która dosiada się, cały w uśmiechach. Wojna się skończyła, można wracać do domu. Kim są ci ludzie? Co stało się leżącemu? Dlaczego i gdzie ona go wiezie? Jakie ona ma plany wobec dwójki mężczyzn? "Wóz do Wiednia" łączy pod szyldem kina autorskiego wojnę, thriller, dramat i kino obyczajowe.

Zaskakująco dużo osiągnięto tu przy pomocy małej liczby środków. Cały film to troje ludzi jadących przez las - to wszystko. Mówi w zasadzie tylko jedno z nich - radosny żołnierz. Baba prowadząca wóz ledwo się odzywa, najczęściej po to, by zawołać "prr" na konie. I z tego wynika naprawdę konkretna historia, w której jest sporo zwrotów akcji oraz napięcia. Wszystko ujęte jest symbolicznie, za pomocą niedopowiedzeń. Nie jest powiedziane, że kobieta wyjdzie z tego bezpiecznie, że żołnierz naprawdę złożył już broń. W każdej chwili role mogły się odwrócić.

I wszystko to opowiedziano czystym językiem obrazu. Nie popełniono błędu innych historii, w których bohaterom buźka się nie zamyka, bo tylko w tej sposób twórcy mogą przedstawić swoją opowieść. Autorzy "Wozu do Wiednia" radzą sobie z budowaniem konfliktów jak w prawdziwym życiu - postaci budują do siebie zaufanie, to zaraz je tracą, czają się by na końcu okazało się, że nie są tacy źli. Do tego, z pełną mocą wykorzystane zostało tło tej opowieści. Zimny las otulony we mgle, na czarno-białej taśmie - piękny widok.

Film trwa bardzo krótko, i to z jednej strony zaleta. Wszystko co tu napisałem było miłe, ale było tego za mało. To zbyt skromny i podstawowy film, poświęcony z grubsza banalnemu tematowi antywojennemu, który już nieraz na ekranie widziałem. Pierwszy raz w takiej formie, racja. Jednak jak na tak krótki czas, ocena ode mnie nie jest zawyżona. Z drugiej strony - wycięty przez cenzurę materiał odejmuje kontekstu. Pierwsze istotne wiadomości widz poznaje pod sam koniec, podane w nachalny, pośpieszny sposób.

4 komentarze:

  1. Dziwne pytania zadajesz w pierwszym akapicie. Z tego co pamiętam, od początku wiadomo, kim są ci ludzie, co się stało leżącemu, można się domyślić, bo nosi mundur okupanta i jest ranny, dlaczego ich wiezie, kiedy jej grożą, raczej też nie trzeba zgadywać, a gdzie ich wiezie, to mówi ten młody żołnierz, z kolei jej plany są znane od początku (kitra broń), jak i motywy postępowania tak ogólne (w końcu to okupanci), jak i szczególne (zrobili krzywdę komuś z jej rodziny; chyba że tu już mieszam).

    Ja to oglądałem dla lasu, bo warto wspomnieć, że akcja poza las nie wychodzi. Ale ani lasem zachwycony nie byłem, ani sennym tempem, ani tym, co wymieniasz jako zaletę - "czysty język obrazu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłop w mundurze późno się obudził - z początku myślałem, że już umarł. Wiadomo, do jakiej miejscowości jadą, ale nie wiadomo, co to oznacza. Kitranie broni było dla mnie sposobem na obronę, jakby coś się stało...:)

      Film zaczyna się, gdy już jadą i... to wszystko. Nawet gadatliwy żołnierz jakby dołączył się po drodze. A tym czasem czytam opis na fw: "Niemcy wieszają męża młodej kobiety, Kristy. Niebawem w jej domu pojawiają się dwaj żołnierze. Jeden z nich jest ciężko ranny. Drugi żołnierz, młody Austriak, rozkazuje kobiecie zawieźć ich do najbliższej wsi austriackiej. Krista ma dogodną sytuację do zemszczenia się na okupantach.".

      Domyślam się, że to opis wersji nieokrojonej, ale jednak różnica jest kolosalna. I dopiero po przeczytaniu w ten sposób spojrzałem na zachowanie bohaterki.

      Usuń
    2. Może to i opis wersji nieokrojonej, ale spotykałem się już z opisami przypisanymi do nie tych filmów, co trzeba, jak i z opisami, których autorowie fantazjowali, więc stawiałbym raczej na to, że to błędny opis. Zresztą sam wiesz, jak się ta kobieta zbliżyła do tego uciekającego żołnierza na końcu, gdyby jej powiesił męża, byłoby to niewytłumaczalne.

      Zostaje więc po prostu jej niechęć wobec okupanta, którzy skrzywdzili jej naród i może gdzieś w toku wojny jej rodzinę. To już zgadywanka.

      Usuń
  2. Fajny las (i jezioro) widziałam ostatnio w krótkometrażówce Andrzeja Cichockiego "Las cieni". Kręcone w Borach Tucholskich. Co prawda w kolorze, ale na kinowym ekranie wyglądało niesamowicie. I język obrazu, jak najbardziej, słów w trakcie 14 minut, chyba nie było. I także wojna.

    OdpowiedzUsuń