niedziela, 28 grudnia 2014

Infiltracja (6/10)

Gangster Film, 2006


Powtórzyłem sobie, w telewizji puścili o ludzkiej porze. I nawet lepiej się oglądało, dzięki lektorowi który ograniczył ilość przekleństw. Zapamiętałem "Infiltrację" jako wulgarny film, w której każda linijka musiała być dodatkowo przełożona kilka razy "kurwami", "pizdami" i innymi. "Zajdziesz w górę tak szybko jak fiut 12-latka". Najbardziej niedorzeczne i nieumiejętne przeklinanie na ekranie jakie w życiu widziałem do dnia dzisiejszego, a dzięki lektorowi "cunt" stało się "dziadem" ("Masz nas za dziadów?!") i już szło to oglądać.

Jest dwóch chłopów: Matt Damon i Leonardo DiCaprio. Pierwszy był wychowany przez gangstera Jacka Nicholsona, by stać się policjantem i dzięki temu zostać wtyką przestępcy u federalnych. Drugi pochodzi z gorszej dzielnicy, jednak chce zostać gliną, chociaż ma kwalifikacje na więcej niż to. Więc zostaje tajniakiem, trafia do więzienia a po wyjściu zaczyna się spoufalać z gangsterem Jackiem Nicholsonem. Pomysł ciekawy. Plus dla oryginału.

"Infilltracja" ma dziwny styl. Zamiast pokazywać, że coś się dzieje albo w ogóle pozwolić na dzianie się, wybrano inną drogę. Opowiedziano, że coś się działo, i to tyle. Dla przykładu, zarówno federalni jak i gangster dowiedzą się, że są infiltrowani. W jaki sposób? Nie wiadomo, po prostu powiedzą: "Jestem pewny, że mam wtykę". Strasznie dziwny efekt, jakby z historii wyssano całą akcję i życie. Nawet z momentami, nad którymi się zatrzymano, jest coś nie tak. Gdy oferują DiCaprio rolę tajniaka, poświęcają kilka minut by go wkurwić i złamać, ale nic z tego nie zostaje w pamięci. Nie uwierzyłem w tę przemianę, nie wiedziałem skąd cokolwiek w tej scenie się znalazło. Mogli powiedzieć: "Chcesz być policjantem? Pierdol się, idziesz do więzienia i stul pysk". Plus 15 przekleństw, by trzymać poziom reszty, oczywiście.

Taki styl mógł przejść dzięki sprawnej reżyserii, ale zaskakująco, wyróżnia się tu montaż. Kilka scen jest tu zmontowanych razem w zaskakujący sposób, ale szczególnie trafia do mnie kontrast narastający pomiędzy głównymi bohaterami, los który ich spotkał jest tak różny, a nawet niesprawiedliwy. Ten zły ma białe ząbki i od razu natrafia na tę jedyną kobietę w filmie, która jest tu po to, by ktoś się w niej zakochał. Chwila zapadająca w pamięć: Matt Damon na kolacji z przyszłą żoną, przebijany z obrazem Leonarda DiCaprio będącego gdzieś w szpitalu, pielęgniarka bodaj szyła mu ranę a pacjent tak jakoś nieśmiało na nią spoglądał... I pomyślałem, że to chyba pierwsza chwila w filmie pokazująca tę postać razem z kobietą.

To zresztą dzięki postaci dobrego tajniaka to tak przyjemny w oglądaniu film. Jego strach i charakter są wyraziste, nie ma dla niego szansy na udaną przyszłość. Boi się, ale zaraz na początku spalił za sobą wszystkie mosty. Jasne, nie był na tyle cwany by coś innego wymyślić, ale sam film nie miał takich aspiracji, więc wszystko się zgadza. Ciekawy, zajmujący gorzką historią i nic więcej - chociaż w kilku elementach potrafił mi zaimponować.

3 komentarze:

  1. Też oglądałem na TVN 7. Podwyższyłem z 8/10 na 9/10 i uznałem ten film za drugi najlepszy Scorsese (po Wściekłym Byku).
    Po pierwsze primo: Boston, po drugie primo: Boston, a po trzecie primo: muzyka w tle. Aktorzy to kolejne primo.
    Najlepszy film Bostoński, drugie "The Town" Afflecka.


    God Bless America.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się nie znam i rozpoznaję jedynie Baltimore...


    I NYC, ale to nie miasto. To symbol. Chciałbyś mieszkać w Bostonie? :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, jak to działa. Raz wysyła mi powiadomienie, a raz nie. Teraz dopiero czytam.


    Wiesz, ja w sumie dopiero godzę sobie z myślą, że w przeciągu 10 lat trzeba będzie opuścić nie tylko Polskę ale i całą Unię Europejską. Jakbym miał wybierać to gdzieś w Kanadzie, ale jeszcze nawet nie rozważałem tego.


    Deadwood piękne miejsce, tylko woda pewnie trochę brudna.

    OdpowiedzUsuń