wtorek, 13 stycznia 2015

(felieton) Kina są do bani, part 2


Prawe rok temu pisałem, że mam kino objazdowe w swoim malutkim miasteczku. Zagląda tu raz na miesiąc (średnio) i puszcza parę filmów jednego dnia, pod rząd. Pisałem też swoje żale, że w sytuacji, gdy polską premierę mają "Winter Soldier", "Grand Budapest Hotel" czy nowe filmy Jarmusha i braci Coen, u mnie do kin dali "Spidermana 2" oraz "Kochanie, chyba cię zabiłem". Szlag mnie trafił.

Teraz jest podobnie. "Whiplash" oraz "Birdman" w końcu będą mieć premiery polskie. Co na to moje kino? W tę sobotę pokażą "Bogowie", "Idę", "Paddington", "Dzień dobry, kocham Cię" i "Pani z przedszkola". Pewnie wynikło to z "badań rynku". Ostatnio puszczali "Obywatela" Stuhra, a po nim "Interstellar" Nolana. Zgadnijcie, na czym była pełna sala. Na polskiej produkcji, o której nawet ja ledwo dziś pamiętam, chociaż ją oglądałem i statystowałem w niej! Na tym drugim było ledwie garść ludzi.

A więc dalej. Kino w Lidzbarku, 20 minut busem bym jechał. Ostatnio grają tylko "Hobbita 3", 9 razy w tygodniu, teraz dorzucili "Paddingtona". Olsztyn? Tam graja "Whiplash", zgadza się. O 18:20 w Multikinie. By dojechać do tego miasta potrzebuję 70 minut. Film trwa te 2 godziny bez reklam, więc w domu byłbym tuż przed 23... gdyby były busy powrotne, ale ostatnie są o 20. Musiałbym zostać tam na noc, albo kupić samochód. Albo pojechać ze znajomym, który ma auto. By obejrzeć film legalnie.

Na dodatek, multikino było jedyne. Tak naprawdę premierę w moim województwie ten film miał mieć tydzień później. Kino Awangarda dawało przedpremiery o 20, i zapowiedziało, że od 9.01 będą puszczać. I puszczają. O 20 wieczorem. ZA-JE-BI...

Ech. Ludzie się kłócą, czy data premiery festiwalowej się liczy, czy jak film był pokazany na festiwalu w 2013 ale do dystrybucji trafił w 2014 - a co, jeśli trafił do Polski w 2015 roku, to jak to liczyć, do której daty to przypisać... To ja wam mówię: Polska premiera wcale nie oznacza, że ten film miał premierę w Polsce i można go tu legalnie obejrzeć. Nie i chuj. Teraz nad tym dyskutujcie.

Najgorsze, że to całe Kino Awangarda nie ma kupowania biletów przez Internet. Teraz najwidoczniej kupię w multikinie. Albo pojadę do Olsztyna w weekend na "Drogę krzyżowa" i przy okazji kupię bilet na "Whiplash".... a nie, "Droga..." też o 20. Wcześniej dają "Idę", która jest na VoD od dawna. Ma to sens? Mam nadzieję, że "Birdmana" będzie się dało kupić przez Internet...

Dobra, chcę to już mieć za sobą. Chwila... O, mogę kupić miejsce VIP w tym multikinie. Siedzenia z ekologicznej skóry oraz inne bajery. Nie wiedziałem, muszę kiedyś wypróbować. "Koszt dostawy biletów SMS"? Co u licha? 21 zeta za bilet na "Whiplash" + kolejna złotówka za dostarczenie mi go na telefon... Niech będzie... I już.

Obejrzeć to nie problem. Ale zapłacić twórcom za ich pracę to czasem spore wyzwanie. Chciałbym wiedzieć co stoi na przeszkodzie, skoro model dystrybucji powinien dziś wyglądać zupełnie inaczej...

13 komentarzy:

  1. Proponuję kicnąć między bileterem jak ostatnio i wskoczyć na salę za darmo.
    Ewentualnie w pudle jak Solid Snake - Snake potrafił, ostatnio jeden koleś we Francji też ukrywał się przed terrorystami w pudle, to ty się nie skryjesz przed zwykłym bileterem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio w ogóle nie było biletera. Zresztą, nie o to chodzi. Ja chętnie zapłacę, tylko dajta mi taką możliwość, kamraci..

    OdpowiedzUsuń
  3. To rzeczywiście jakaś padaczka z seansami. U mnie problemu z kinami nie ma. Są trzy multipleksy, dwa kina studyjne i dwa kina klubowe (dają czasem więcej nowości niż w tym Twoim objazdowym). Jeżeli miałbym na coś narzekać to na poranne seanse. Niby nie powinienem na to narzekać, bo przecież rano pracuję, więc po chuj mi rano kino. A jednak! Ostatnio zrobiłem sobie wagary w pracy, żona również (tzn. urlop na żądanie). I chcieliśmy iść rano do kina i później cały dzień spędzić na włóczeniu się :) No i dupa, najwcześniejsze seanse rano, to godzina 11:30 i to repertuar z dubbingiem. Podejrzewam że w Warszawie nie byłoby z tym problemu (chociaż pewności nie mam)...

    OdpowiedzUsuń
  4. O, pan Patryk. Pan mnie nadal obserwuje? :)


    Bydgoszcz to ma prawie pół miliona mieszkańców, więc tyle kin to jest nawet za mało pewnie :) W Warszawie jest tego sporo, ale nie byłem nigdy na seansie przez 9 rano. "Miasto 44" oglądałem o 10:30 w centrum, czyli Kinotece.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu miałbym nie obserwować. Zawsze mi się podobało jak w filmach bohaterowie idą do kina o jakiś dziwacznych porach, najczęściej siedząc z kilkoma osobami w sali, jak Clarence z "True Romance".

    OdpowiedzUsuń
  6. Tudzież jak bohater "Norwegian Wood" poszedł na "Absolwenta" dwa razy z rzędu na nocny seans.


    Sam lubię to uczucie, gdy wracałem z nocnego maratonu, stałem z ludźmi czekając aż metro zacznie jeździć itd.

    OdpowiedzUsuń
  7. A u mnie kino działa tylko w weekendy :D a repertuar do końca stycznia: Hobbit: Bitwa Pięciu Armii, Love, Rosie (2D napisy), Uprowadzona 3, Paddington, Wkręceni 2, Królowa Śniegu 2, Noc w muzeum: Tajemnica grobowca, Exodus: Bogowie i królowie- rzyć nie umierać :P

    OdpowiedzUsuń
  8. O niektórych pierwsze słyszę. Fajnie, że Wereśniak dostał sequel. Nie żebym widział pierwszą część...

    OdpowiedzUsuń
  9. Wkręceni 2? słyszałem, że pierwsza część 1/10 :) więc po co 2?:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam wrażenie, że po przeprowadzce z Wawy dostałeś kubłem zimnej wody :)

    Teraz widzisz sam co ja kiedyś przeżywałem (a w mieście miałem 4 kina) - niektórych premier albo nigdy nie było, albo z wielkim opóźnieniem. A mniejsza miasta w ogóle kin nie mają, albo z dupnym mainstramowym repertuarem (czemu zresztą nie ma co się dziwić). Lepiej nie będzie stary. Będzie tylko gorzej, bo i te kina pójdą z czasem pod młotek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz, ja pana Wereśniaka poznałem i on wie, co robi. Nie skreślam go, chociaż po obejrzeniu "Obywatela" podejrzewam, że jego filmy również odbiegają od mojego poczucia humoru.

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś w tym jest, chociaż ja nie żyłem wyłącznie w Warszawie i znam sytuację, jak czeka się na seans, licząc, że dojdzie te kilka osób i pokaz się odbędzie.


    A wiesz, że może być na odwrót? W okolicznym Kętrzynie niedawno otworzyli kino - dowiedziałem się o tym dosłownie wczoraj, po publikacji powyższego felietonu. W Lidzbarku otworzyli we wrześniu, podobnie Multikino w Olsztynie wtedy powstało. Kino Orange też działa od niecałych dwu lat, i zagląda do coraz nowych miast. Równie dobrze, może być tylko lepiej

    OdpowiedzUsuń
  13. Ah stąd to pytanie!! :) Sorry ale synapsy już mam zniszczone :) U mnie to było niedopatrzenie przy segregacji, za które bardzo przepraszam, naprawione (i tak wchodzę przez linki na zakładce w swojej przeglądarce). U ciebie to był zamierzony efekt :)

    OdpowiedzUsuń