niedziela, 18 stycznia 2015

Początek (7/10) O wpatrywaniu się w kobiece oczy


Romance, 2014


Jeśli oczekujecie normalnej recenzji, zacznijcie od przedostatniego akapitu, następnie wróćcie tutaj.


"(...) To musi być naprawdę dobry przyjaciel, skoro zadajecie sobie tyle trudu, żeby go odnaleźć, pan i ta czarująca dama, która nie jest pańską żoną.
Dagny zobaczyła, jak twarz Reardena robi się tak biała, że nawet wargi stają się wyrzeźbionym rysem, niekontrastującym z resztą skóry.
- Trzymaj pan swój parszywy... - zaczął, ale Dagny stanęła między nimi.
- Dlaczego pan sądzi, że nie jestem jego żoną? - zapytała spokojnie.
Burmistrz Bascom wydawał się zdumiony reakcją Reardena: wypowiedział swoją uwagę bez złośliwości, zwyczajnie, jak wspólnik w zdradzie, popisujący się przed współwinnym swoim sprytem.
- Droga pani, niejedno w życiu widziałem - rzekł dobrodusznie. - Małżonkowie nie wyglądają, jakby myśleli o łóżku za każdym razem, kiedy na siebie spojrzą. Na tym świecie można albo być cnotliwym, albo dobrze się bawić. Nie oba naraz, droga pani, nie oba naraz."
"Atlas zbuntowany", strona 314-15


"Początek" zaczyna się jako romans. 
Modelka i naukowiec badający oczy. Gdy sięgnąłem pamięcią do innej pary która była tak bardzo ku sobie, przypomniałem sobie tylko ten fragment z "Atlasu...". Oni cały czas są spleceni ze sobą, trzymają się za ręce, nie mogą ich utrzymać przy sobie, nie odrywają od siebie wzroku, cały czas zdają się wyczekiwać momentu gdy wrócą do łóżka. Praktycznie od pierwszego wejrzenia do kompletnego romantyzmu. Znacie takie przypadki? Bo do tej pory w filmach między aktorami była ta bariera, a jakakolwiek cielesność była szczątkowa, objawiająca się w pocałunku lub wspólnym leżeniu pod kołdrą, w pełni ubranych. A nawet jeśli byli rozebrani to zdawali się w ogóle tym faktem nie zainteresowani. W "Początku" bohaterowie kipią od ciepła, energii i radości wynikającej z tej wspólnej chemii. Piękny widok.

Film wyróżnia temat naukowy. 
Widać przede wszystkim, że twórcy wiedzą o czym mówią. Znają temat budowy oka, genów i historii w tej dziedzinie. Wszystko jest podane w zrozumiały sposób, nadążałem za każdym etapem w badaniach głównego bohatera i jej asystentki. Znałem wagę każdego małego osiągnięcia. Główny bohater, Ian, chce udowodnić, że ludzkie oko powstało w drodze ewolucji. Ma to na celu zakończyć dyskusję w której oczy są dowodem na istnienie Boga, jako dzieło zbyt zaawansowane by nie powstało dzięki Wyższemu Konstruktorowi. Ian zamierza to zrobić znajdując gatunek robala z genem PAX6 który nie ma zmysłu wzroku, i wyhodować go w nim od postaw z pomocą mutacji.

Wydaje się, jakby film zmierzał w regiony których nie lubię. 
Sofi szybko pyta, czemu Ianowi tak zależy na udowodnieniu, że Boga nie ma? A on odpowiada pytaniem: kto kiedykolwiek udowodnił, że Bóg jest? Na szczęście jest tego tu bardzo mało, i nigdy nie staje się absurdalne. Sedno filmu to co innego.

Początek recenzji, tak to tutaj. Dzień dobry.
Już teraz zapewne czujecie się zdezorientowani. Z jednej strony badania naukowe, z drugiej gorący romans. Jak to się łączy? Tak też jest z tym filmem. Obiera jakiś cel, i szybko do niego doprowadza. A potem toczy się dalej, niezauważenie obierając nowy i znowu. Co kilka chwil okazuje się, że ten film jest jednak o czymś innym. Jeśli myślicie, że to opowieść o podróży do Indii to tak jakbyście włączyli ostatnie 5 minut. Za pierwszym razem gdy wydaje się, że opowieść dobrnęła do końca, jest w 24 minucie. A pomimo to, toczy się ona dalej. Montaż jest obłędny, przejścia między tymi segmentami to coś pięknego, utrzymując styl i tempo bez jednej pomyłki. Cała ta produkcja jest niejako układanką ułożoną w kolejności chronologicznej w której jest trochę elementów, które widz musi mieć z tyłu głowy by potem na końcu móc całość zrozumieć. Problem w tym, że za pierwszym seansem nie wiadomo, że powinno się to robić, ani czego szukać. "Początek" nie jest filmem skomplikowanym, ale na pewno może zafundować mętlik w głowie. Szczególnie jeśli zadanie sobie pytanie: "O czym był ten film?" i co dało bohaterowi takie szczęście w końcówce. Sam musiałem to sobie rozpisać by ogarnąć całość.

To historia która mogłaby się wydarzyć w "Lost". 
Ian mógłby rozbić się z całą resztą w 1 sezonie, w retrospekcjach widz poznałby Sofi i Karen, a Claire zamiast Aarona urodziłaby Salominę. Niech to wam powie, czemu tak lubię ten film, bez jednoczesnego zdradzania istotnych dla fabuły treści. "Początek" opowiada o śmierci jako elemencie życia i odnajdywaniu tego, czego wcześniej nie brakowało. O miłości, nauce kochania drugiej osoby i paru innych tematach. Któryś jest właściwy? Będę o tym jeszcze trochę myśleć. To dobry film, wie jak mnie zaangażować w opowieść, a bohaterowie wszystko przeżywają jakby to robili w prawdziwym świecie. Szczera produkcja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz