czwartek, 1 stycznia 2015

Podsumowanie życia w mijającym roku

Zagrajmy po raz kolejny w grę: wskaż, kiedy żartuję!

- najlepsze filmy 2014 roku
- najlepsze odcinki spośród wszystkich seriali jakie widziałem w ciągu ostatnich 12 miesięcy
- ulubione piosenki mijającego roku.

Podam również listę ulubionych filmów które obejrzałem w tym czasie. Oryginalność można odłożyć na bok w styczniu, a raczej upakować ją gdzie indziej niż w temacie tekstu. Teraz chcę podsumować rok, także na blogu i w moim życiu.

Holiday (1938)
W ubiegłym roku niewiele się zmieniło.
Ludzkość dalej dąży do samozagłady. Nie umieją prawidłowo skorzystać z chodnika, a sztuka komunikacji zanika. Cały czas mówią co innego niż mają na myśli, temat poszanowania ortografii można wykreślić. A że nie ma nic banalniejszego w obsłudze niż chodnik, i ważniejszego niż prawidłowa komunikacja, nie ma co się spodziewać, że los ludzkości będzie inny. Kiedyś ktoś w końcu mnie przekonał, że ludzie są głupcami - bo większość nie rozwija się już po skończeniu szkoły. Nie zdobywają nowej wiedzy, gdy już stuknie im 30-tka lub 40-tka. Historia, fizyka, chemia - nic z tego. Dziś już nawet takich dowodów nie trzeba przytaczać. Smutno.

W życiu osobistym nadal wszystko udane. Wykonałem szereg czynności dzięki którym jestem lepszy od innych, czyniąc mnie również bardzo oryginalnym. Nie ściągnąłem ani jednego filmu, odcinka serialu, gry ani płyty. Nie zalogowałem się w tym czasie na facebooka ani na żaden inny portal społecznościowy. Nie przeczytałem ani jednego komentarza pod filmikiem na YouTube ani też nie stworzyłem własnego. Nie napisałem niczego ani nie przeczytałem niczego na forum filmwebu lub pod artykułami tam napisanymi. Nie zajrzałem nawet na takie strony jak wp, onet, interia i inne. Nie zrobiłem sobie selfie, nie mam nawet odpowiedniego telefonu do wykonywania takiej czynności ani konta na stronach, gdzie jej efekty się publikuje. Nie słucham radia, nie oglądam wiadomości ani reklam, nie kupuję niczego w Media Expert. Nie usłyszałem ani jednej piosenki w wykonaniu popularnych wykonawców muzycznych których się nienawidzi i nagradza. Nie kojarzę ani jednej osoby będącej "artystą roku" ani też tegorocznych "hitów". Nie wiem, czemu ludziom przeszkadza nowy kształt miecza świetlnego. Nie oglądałem żadnego z najpopularniejszych nagrań na YT ani też nie spotkałem się z coverem "Let it Go", a nawet nie oglądałem "Frozen". Nie brałem narkotyków, nie upiłem się, nie popadłem w żaden nałóg i nadal mam niedowagę, więc wygrywam ze smutnymi tłustymi. Wciąż nawet nie kliknąłem w żaden "Let's Play" ani stream na twichu. Nie ożeniłem się, nie brałem udziału w żadnej wojnie, szczególnie tej konsolowej, między markami gier i smartfonów, nie klikałem "Lubię to".

Lost 1x07
Chwila. 
To wszystko wartości negatywne. Oczywiście, dla wielu z was to dobra wiadomość, szczególnie tych martwych. Dzięki takiemu porównaniu "nicnierobiąc" stajecie się lepsi od większości ludzi. To wciąż jedynie niepełna wartość.

O większości moich "dokonań" w mijającym roku, które nadają się do publikacji, już pisałem w felietonach. Oczywiście, mógłbym napisać, że dałem radę przez cały rok wstawać o 5:45 i przez myśl mi nie przeszło, by się zabić, co też stawia mnie ponad masą ludzi... ale już nie chce mi się żartować.

Prawda jest taka, że największym moim dokonaniem tego roku było zwyczajne przetrwanie. Dałem sobie radę z czym miałem dać, podołałem tym kilku małym wyzwaniom które sobie postawiłem, a te nieukończone wcale nie uciekły. Mam czas.

O 23:56 włączyłem sobie "After the Ending", ostatni utwór z mojej ulubionej płyty "The Empyrean", po którym o północy wszedł pierwszy, czyli "Before The Beginning". Jeśli nie znasz tej płyty - to bardzo duchowy album, nagrany przez kogoś, "kto umarł ale wrócił do żywych", bo wciąż ma tu coś do zrobienia. Dlatego właśnie słuchałem tego w tym momencie tak jak zaplanowałem. I poczułem, że to nowy początek. Poczułem obecność tych kilku drobiazgów, które były poza moim zasięgiem rok temu, ale teraz je mam i mogę przejść dalej. Stać mnie, by płacić ten miesięczny abonament w Spotify, i mogę je sobie włączać w pracy bez poczucia zażenowania, że co kilka utwór włącza się reklama. Co jest dziwne, bo wszyscy inni słuchają radia i nikomu nie przeszkadzają tamtejsze anonsy. Jak widać, niby wyżej śmieję się z ludzi którzy schudli 2 kilo w 2014 roku i są z tego dumni, a sam mam swoje żałosne osiągnięcia.

Calvary (2014)
Na blogu
Normalne podsumowania filmowe będą przez cały styczeń, ulubione filmy 2014 na początku lutego. Na obecną chwilę do obejrzenia mam jeszcze 23 filmy, ale są tam takie kwiatki jak "Clerks III", które raczej jeszcze nie powstało, oraz "The Cobbler" Thomasa McCarthy'ego, które w zeszłym roku miało chyba tylko premierę festiwalową. A póki co, może kliknąć tu i zobaczyć moje ulubione filmy 2014 w kolejności alfabetycznej. "Rozczarowań" nie będzie. Wprawdzie mam trochę agresywne poczucie humoru, ale chujem nie jestem, i nie mam potrzeby pisać niczego na poziomie: "O, spodobał ci się ten film? Żryj gówno, bo mi nie, bo jest do dupy! I będziemy pisać w trzeciej osobie, że MNIE się nie spodobał!!!". "Najgorszych" nie będzie, bo... nie mam czasu by oglądać złe filmy.

Większych zmian nie przewiduję. Utrzymam limit 4-5 notek tygodniowo, i będę pisał domyślnie o filmach które polubiłem (od 6/10 w górę). Chciałbym oczywiście, by była tu jakaś strona startowa, ale tego na Blogerze się nie da zrobić. Dlatego dokończę tylko to, co jest zaczęte... i popracuję nad promocją, chociaż nie mam ku temu pomysłów. Tworzenie fanpage'y na facebooku odpada.

What If (2014)
W temacie filmowych postanowień na nowy rok:
- więcej niż 2 filmy tygodniowo.
- przynajmniej jeden sezon serialu na tydzień, począwszy od lutego
- obejrzeć wszystkie seriale, które mam w planach i wciąż żyją, tzn. wychodzą kolejne serie
- zaliczyć cały Top 250 na RYM. Hehe, "Mama i dziwka" pewnie mnie rozłoży.
- obejrzeć "Heimat" z 1984 roku
- dokończyć retrospekcję "Lost"
- być przynajmniej na Nowych Horyzontach... a może odwiedzę jeszcze jeden festiwal?

Największe filmowe dokonania mijającego roku:
- obejrzałem "Yi Yi", "Love Exposure" i wiele innych filmów trwających te 3-4 godziny;
- mam za sobą "Berlin Aleksanderplatz", "All in the Family", "Firefly", "Six Feet Under", "Prisonera" oraz "The Wire";
- wykonałem wiele powtórek, dzięki czemu lista moich ulubionych filmów dobiła do 80;
- powtórzyłem cały 1 sezon "Lost" w całkiem zadowalającym stylu;

Postanowienie noworoczne... tak, mam jedno
Zamiast mówić sobie: "Jestem słaby", będę mówił: "Muszę więcej ćwiczyć".

6 komentarzy:

  1. Ja nie mam listy z noworocznymi postanowieniami. Ba, głupieję z roku na rok. W tym roku będę jeszcze głupszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie masz. Dobry stan umysłu. Ja popadłem w nihilizm egzystencjalny.

    OdpowiedzUsuń
  3. To już brzmi jak postanowienie.;-)


    A na poważnie: brzmisz jakbyś w siebie nie wierzył. Chyba że się śmiejesz z samej idei. Moje postanowienia też nie są na poważnie, tzn. nie wymyśliłem ich bo Nowy Rok, tylko zapewne i tak bym to wszystko zrobił. Bardziej "zapowiedź" niż "obietnica"

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Dziękuję. Trzymam się. Tylko to mi pozostało...


    Idealny czas by Palahniuka zdobyć. Tylko nie zaczynaj od "Dziennika", bo strzelisz sobie w łeb z ruskiego szampana po 20 stronach. Obyś sięgnął dna i odbił się od niego jak najszybciej.;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś rzeczywiście musi być z tym Palahniukiem. 26 XII jak to zwykle najebalim się z kolegą, a potem wyzwałem go na pojedynek, niestety on jest bokserem amatorem i dostałem w mordę. Krew była wszędzie, bolało ale fajnie było i niczego nie żałuję. No nomanie "fajt klub"

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej z idei. Zawsze zastanawiało mnie co jest z tymi ludźmi, że Nowy Rok mobilizuje ich, by coś zmienić w życiu. Chcę zrzucić 5 kilo, ale co tam – dziś wpieprzę golonkę zapijając litrem coli, ale od Nowego Roku…
    Dziś napierdolę się jak świnia, będę rzygał dalej niż widział, ale od
    Nowego Roku...
    Podobnie jak ze świętami – będę dziś miły i uprzejmy, bo dziś
    przecież są święta, jutro znowu będę chujem...

    Ja jestem miły cały rok (choć czasem mam tego serdecznie dość) i nie potrzebują świąt, Nowego Roku czy innego gówna.

    Jakiś czas temu znacznie ograniczyłem alkohol, bo stwierdziłem, że tak trzeba. Nie musiałem czekać do Nowego Roku ni sporządzać złudnej listy. Tak to ułuda. Trzymanie się kurczowo głupiej karteczki. Daruję sobie.

    A śmieszy mnie to, tym bardziej, jak to wpływa na ludzi.
    Spisują sobie głupole te postanowienia na kartce, typu schudnąć 5 kilo – idą na siłownię, mniej żrą, a jak osiągną sukces otrąbiają to głośno, kreślą kartkę, po czym idą nawpierdalajać się biedronkowych parówek, tyją 7 kilo, dostają nadciśnienia i miażdżycy. Pełen sukces!!

    Wiem, że trochę pieprzę głupoty teraz, ale chyba wiesz co mam na myśli. Chyba :)


    Ciekawsze jest to co zrobił bohater ‘Haebaragi’ – koleś
    napisał listę czego NIE ZROBI. I to jest znacznie ciekawsza perspektywa.

    OdpowiedzUsuń