niedziela, 15 lutego 2015

(serial) Świat gliniarzy - sezon 1. Jeszcze jeden twardy glina? Chyba coś więcej...

Crime, 2002


Współczesne Los Angeles. Mniejszości etniczne, Meksyk, policja, narkotyki, przestępstwa i władza nie mająca zaufania. Wyróżnia się tu jeden człowiek: Vic Macey. Glina mający układy z handlarzami na ulicy, biorący działki od każdego za to, że nie będzie go zgarniać do aresztu. Nie boi się podjąć wszystkich kroków, byle tylko zachować nienaruszalność i by nikt nie dowiedział się o jego ruchach. Ma żonę, ale sypia z innymi kobietami. Podczas nalotu spokojnie schowa do swojej kieszeni kilka kilo proszku, a przy przesłuchiwaniu nie ma zahamowań, by wyciągnąć zeznanie siłą. Gdy przychodzi do karania, jest brutalny. Ośmiesza ludzi przy aresztowaniu, obraża ich, podle traktuje. Cały czas wykonuje na boku jakąś robotę dla siebie - szuka brudów na kogoś, nadzoruje prywatną akcję.

Nieważne, jak bardzo znajomo to brzmi - Vic Mackey jest unikalny. Kogoś takiego jeszcze na ekranie nie było, to pewne. Jest kimś więcej niż tylko zbiorem nośnych medialnie cech charakteru. Jest złożonym charakterem, którego nie rozgryzłem w pełni nawet po całym pierwszym sezonie. Idealną sceną, która przedstawia jego charakter, jest ta w łazience ze środka serii. Jeden gliniarz mu zagrażał, więc Vic go zaszantażował. Jak powie, co Vic zrobił, to ten w rewanżu powie innym, że tamten jest gejem. To oczywiście działa i sprawa jest zamknięta, jednak wkrótce następuje ta scena w łazience, gdy wspomniany gliniarz opowiada o swoim bólu, i tym jak bardzo siebie nienawidzi za bycie homoseksualistą. Vic mówi wtedy: "Nie możesz iść przez życie, nienawidząc się. Pomogłeś mi, więc ja pomogę tobie". I wiedziałem wtedy, że naprawdę wierzy w to, co powiedział. Miałem pewność, że to jest jego wartość, w którą wierzy całym umysłem.

"The Shield" w całości opiera się na tej postaci i jego wyjątkowości. To zaczyna być wadą, gdy zrozumiałem, że ta produkcja nie ma nic innego do zaoferowania tak naprawdę. Każda inna postać jest nieinteresująca, a fabuła jest szczątkowa. w pierwszym epizodzie wydarzy się coś ważnego, a potem będą o tym przypominać, ale nie zrobią z tym nic nowego. Jednak Vic Mackey ma to gdzieś i ciągnie cały serial niczym strongmen. Ten bohater cały czas balansuje na granicy, nie tylko prawa i tego, by nikt niewłaściwy nie dowiedział się wszystkich faktów o jego życiu, ale też cały czas jest o milimetry od zwariowania. Ilość roboty cały czas jest krytyczna, ciągle robi coś o czym nikt nie może się dowiedzieć, cały czas musi interweniować bo coś poszło nie tak... A na wierzchu jest jego rodzina i synek mający problemy, z którymi trzeba pójść do doktora. Jak tu znaleźć na to czas, a jednocześnie nie pęknąć i nie wykrzyczeć na żonę wszystkich swoich problemów? Trzeba być niebywale silnym. A Vic jest kimś takim.

Od razu przeszedłem do oglądania drugiej serii. To w końcu serial całościowy.

4 komentarze:

  1. Pierwszy sezon to jeszcze nic, serial prawdziwą wielkość zaczyna osiągać począwszy od końcówki trzeciego sezonu, a od piątego już lekko wbija się na piedestał najlepszych seriali ever i zostaje tam do końca.

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja wiem, już dawno obejrzałem drugi sezon. I mam zamiar obejrzeć do końca. Nie potwierdzaj ani nie zaprzeczaj, ale coś mi się widzi, że "Shield" to takie odwrócone "Breaking Bad" będzie...


    Tylko czasu nie ma. Scope50 muszę dokończyć, "Heimat" zalega na dysku od listopada a dopiero w połowie jestem i odcinki zaczęły mieć długość 2 godzin, "Battlestar Galactica" i "Mad Mena" też trzeba jak najszybciej dokończyć, "Better Call Saul" wyszło, a ja... jakoś zawiesiłem się na oglądaniu "Archera". Leniwy Garret, nawet seriali nie umiem oglądać.:(

    OdpowiedzUsuń