niedziela, 29 marca 2015

"Cold Fish / Tsumetai nettaigyo" (6/10) Kolejna narracyjna przygoda

Crime, 2010


Shion Sono to ten pan, który parę lat temu zdecydował się nakręcić film trwający cztery godziny w taki sposób, by oglądało się go jakby trwał trzy razy krócej. I tak powstał "Love Exposure" - tytuł tak rozbudowany, że jego poznawanie do prawdziwa kinematograficzna przygoda. Pan SS po paru latach podszedł w podobny sposób do realizacji opowieści inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w latach 90'tych, ale lepiej nie zdradzać co się wtedy wydarzyło, ponieważ część uroku "Cold Fish" kryje się w odkrywaniu, co tak naprawdę oglądamy.

"Ziemia powstał 4,6 miliarda lat temu. Za kolejne 4,6 miliarda lat już jej nie będzie"

Pierwsza scena. Kobieta agresywnie robi zakupy w markecie, wkładając do koszyka mrożonki. Następnie równie wściekle wkłada je do mikrofalówki w domu, by zaraz tak przygotowaną kolację trzyosobowa rodzina mogła zjeść w ciszy, nudnej i krępującej. Córka Mitsuko pomiędzy kęsami wybiega, bo odebrała telefon od znajomego. Wkrótce zadzwoni policja w jej sprawie, bo dokonała kradzieży. Tam na miejscu pojawi się tajemniczy pan Murata, który nie tylko załagodzi sprawę, ale i przyjmie Mitsuko do swojego zakładu pracy, tzn. sklepu z rybkami hodowlanymi. A to dopiero początek.


Z czasem widz poznaje nie tylko bohaterów i relacje między nimi (córka niechcąca żyć pod jednym dachem z macochą o wiele młodszą od jej ojca) czy też postać samego Muraty, którego motywacje i prawdziwy charakter zdają się jednocześnie ukryte jak i na wierzchu. Przede wszystkim to sam Shion Sono odkrywa przez oglądającym prawdziwą naturę swojej opowieści i czemu tak w ogóle ją opowiada.

"Ziemia powstał 4,6 miliarda lat temu. Za kolejne 4,6 miliarda lat już jej nie będzie"

To zdecydowanie jest produkcja dla bardziej wyrobionego widza, który w ogóle będzie umiał patrzeć na sceny, które ten film do zaoferowania. Brutalne widoki, krwawe i wywołujące chęć wymiotowanie; upokarzający stosunek seksualny (nawet dwa); przemoc oraz typowa dla Azji umiejętność łączenia czarnego humoru z wcześniej wymienionymi elementami. Trudno nie lubić tych ludzi, którzy z taką lubością nawiązują kontakt swojej stopy z czyjąś kością ogonową, zamiast po prostu się przywitać werbalnie. A nawet to wychodzi czasem jak w kreskówce, gdy tylko bohaterowie zaczynają na siebie krzyczeć i okładać się pięściami. Jednocześnie można tu być zaszokowany, ubawionym i zachwyconym na parę różnych sposobów.

Gdy to się zaakceptuje i zrozumie, można przejść do pytania, o czym ten film jest. A tu chyba nie ma tej jednej odpowiedzi. Reklamowany jest pytaniem: "Co sprawia, że człowiek staje się mordercą?", znajomi mówią co innego, a dla mnie to opowieść zahaczająca o Palahniuka - akceptację swoich wad, bo dopiero wtedy można coś zacząć z nimi robić. Zejście na samo dno, by odmienić swoje życie. Może o to chodziło Shionowi Sono, ale do pewności wciąż mi daleko. Zagadką pozostaje dla mnie wiele jego symboli, choćby fascynacja głównego bohatera astronomią, i to jedno zdanie powracające co jakiś czas, które tu użyłem jako śródtytuł. Shion Sono musi być interesującym człowiekiem.

Za dostarczenie filmu do recenzji dziękuję dystrybutorowi What Else Films.

O co chodzi z panem SS i figurkami Matki Boskiej? W "LE" miały uzasadnienie fabularne, ale tu?

4 komentarze:

  1. Strange Circus i Guilty of Romance lukaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hausu już widział. Dał 3. -_-

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.filmweb.pl/film/Tsumetai+nettaigyo-2010-570954/discussion/Ludzkie+sushi+%28czyli+o+tym+jak+kroj%C4%99+film+na+cz%C4%99%C5%9Bci%29,2631422

    Chyba mamy podobne zdanie na temat interpretacji, ale jeśli nie, możesz się odnieść. Chwilę przed wrzuceniem postu przeczytałem twoją reckę i spróbowałem się odwołać do pytania o ten cytat. Z średnio zadowalającą koncepcją...

    A figurki to chyba mają jakiś związek z Muratą, który opowiada o tym jak kiedyś został zamknięty przez ojca w tym domku i tamten robił mu okropne rzeczy. Czyli prawdopodobnie bardzo religijny rodzic był również draniem, a Sono lubi ten motyw: religia jako coś co wcale nie uszlachetnia, a jedynie pomaga tłumaczyć własne słabości.

    OdpowiedzUsuń