niedziela, 8 marca 2015

Most do Terabithi (8+/10)

Children's, 2007


Opowieść o młodym Jessie i jego koleżance, którzy znajdują własny magiczny świat po drugiej stronie rzeki, z dala od rodzinnych oraz szkolnych problemów... I nie tylko. Zgadza się, ten film ma minusy. Dzieci zachowują się jakby akcja działa się kilka dekad temu, a nie współcześnie. Ich dialogi nie brzmią najlepiej, wszystko można by zrealizować lepiej, szczególnie współpracę efektów specjalnych z prawdziwym obrazem (bieganie na zielonym tle), albo związek fantazji z rzeczywistością. By prawdziwe wydarzenia miały większe odbicie w magii. To mogła być głębsza opowieść.

Ale wiesz co? Ja to wszystko wciąż lubię! Lubię stary świat, gdy ludzie inaczej mówili, i inaczej rozumieli pewne sprawy. Pisali do siebie listy i tak dalej. Wypada to trochę kiczowato, ale nie przesadzono z tym. Efekt nie jest wkurzający ani mdlący, bo sami bohaterowie kupują wszystko co mówią bez problemu. To zresztą kolejna rzecz którą w filmach lubię, gdy bohaterowie tworzą świat tylko dla siebie i nawet widz nie ma do niego dostępu. Jeśli oni są z tym wiarygodni, ja niczego więcej nie potrzebuję.

Mogę tak to wyliczać, co zresztą zrobię. Podoba mi się, że to film o dzieciach. Zaraz będą nastolatkami, ale jeszcze są młodzi i w zasadzie sami sobie radzą ze swoimi problemami. Nie tylko tymi osobistymi, ale też dają sobie radę budować domek na drzewie bez dorosłych. Ci są potrzebni tylko gdy sprawy stają się bardziej poważne. Klucze się zgubiły? Bohater sam je znajduje i oddaje bez słowa. Bohaterka była obrzucona keczupem? Przebiera se w tajemnicy, bo matka jeszcze zadzwoniłaby do szkoły. Trzeba znaleźć sposób na kłopotliwą starszą uczennicę? Sami nad tym kombinują. Jak tylko umieją, w końcu mają po 12 lat chyba, ale jednak to robią.


Jess należy do tych postaci, które rzadko coś mówią a bardziej obserwują wydarzenia i w ten sposób komunikują się z widzem. Nie jest tego dużo, ale wystarczająco bym to zauważył i wyłuszczył. Leslie z kolei to jedna z najlepszych postaci kina. Nie jest złożona, ale jest porażająco pozytywna i uśmiechnięta, a sposób w jaki się ubiera to coś, czego już na zawsze będzie mi brakować w kinie lub jakiejkolwiek sztuce wizualnej.

Najważniejszą zaletą jest oczywiście zakończenie, które przy pierwszym seansie było dla mnie podwójnie intensywne, ponieważ oglądałem wersję z wypożyczalni DVD która była oczywiście porysowana, i scenę po powrocie do domu musiałem przeskoczyć, by w ogóle dokończyć seans... Możecie to sobie wyobrazić? Nagle ta bajka stała się poważnym, dojrzałym kinem w którym mali bohaterowie muszą sami stanąć przeciwko problemowi który ich przerasta. Nawet jeśli kiedyś powstanie kolejna adaptacja tej powieści, i będzie lepsza pod każdym pozostałym względem, do tej wersji będę wracać. Choćby dla zakończenia. Jest moje.

Dość powiedzieć, że to jeden z ostatnich filmów, które kupiłem na DVD w pełnej cenie. Musiałem go mieć na własność. To też część starego świata..

Będę musiał kiedyś zrobić felieton o tym, jak wkurzające jest, że filmy mogą być jednocześnie dobre i złe.

11 komentarzy:

  1. trochę kiczowato? wg mnie to urokliwe jest bardzo ;) a ten film jeden z moich ulubionych tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie uważam żeby to choć trochę kiczem zalatywało. Świetny film. No i to film o nastolatkach a nie o dzieciach, co zresztą napisałeś kilka zdań później wskazując, że mają po 12 lat (chociaż de facto mają po 11 lat, ale to już jest mało ważne). Ciekawi mnie wersja telewizyjna z 1985 roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi jak Goonies pomieszane z Stand by Me. Se obejrzę na yutubie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby zamiast przygody było trochę widzenia rzeczy, których tam nie ma. Sam nie wiem, czy to polubisz, szczególnie z takim podejściem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie nastolatki to 13 lat, czyli gimnazjum. 12 to jeszcze podstawówka, i oni byli z niej (ta starsza niemiła dziewczyna była w 7 klasie). Stąd takie określenia w tekście.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wystarczy tylko zobaczyć filmik Nostalgia Critica by widzieć wyłącznie kicz w tym filmie.:) Zobacz ich szczerą rozmową o filmie, szczególnie fragment jak Rob w 4 klasie czytał oryginalną książkę i przy linijce "Leasli nie żyje" chciał wołać na całą klasę "FUCK!".

    https://www.youtube.com/watch?v=ndCxR__7yJ4

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczekuję arcydzieła. 10/10. Jak będzie gorzej 'usuwam ze znajomych'

    OdpowiedzUsuń
  8. Scena w deszczu kiedy ostatni raz się żegnają przypomniała mi od razu scenę z Lonesome Dove kiedy murzyn zatrzymał konia, odwrócił się i pomachał do młodego po raz ostatni... Leslie to samo zrobiła, tylko na koniu nie jechała :D

    1:28:00

    http://www.youtube.com/watch?v=aESCUVqpzbc


    Pięknie w obu przypadkach.
    :-(

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz absolutną rację! Tylko gdy oglądałem pierwszy raz "Terabithię" to nie pomyślałem, że ona umrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. I jeszcze: w "Lonesome Dave" to sprawdza się trochę lepiej. Tam to wypada przewidywalniej, ale to część tego świata, oni tam wiedzą, że zaraz umrą. Ale z podniesioną głową i bez smutku na twarzy będą pamiętać, by się pożegnać. W "Terabithi" to taki spontaniczny, kiczowaty moment, że zapewne tylko ja nie domyśliłem się, że zaraz coś złego się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. O tak, bardzo, bardzo fajny film. I chyba jedna z najbardziej wstrząsających śmierci w historii kina (mimo iż nie widzimy jej na ekranie). Pamiętam jak było mi smutno. Moc film!!

    OdpowiedzUsuń