czwartek, 12 marca 2015

(nierecenzja) "Aż poleje się krew" - O czym jest ten film?


Niby uwielbiam go od pierwszego przedpremierowego seansu, i przy każdej kolejnej powtórce nie mogę oderwać od niego oczu... ale o czym jest ten film? Popełnię więc niniejszy tekst; rozłożę opowieść na kilka ważnych chwil, i pospekuluję. Może coś z tego wyjdzie?

Pierwsza ważna scena to kolacja, podczas której DP kupuje ziemię. Eli pyta się, czy wie o ropie i chce za nią pieniądze. Na co? Na kościół. Widać wtedy jak bardzo stara się zachować pokerową twarz, ale jednocześnie jest ten moment opóźnienia. Trwa krócej niż sekundę, ale jasnym jest, że kościół nie jest tu na pierwszym planie. Musiał wymyślić jakąś wymówkę, czemu chce pieniędzy. Wymówki niewinnej, całkowicie go oddzielającej od DP. Religia wydaje się idealna do tego. Później w filmie, prawie pod sam koniec, widz słyszy, że Eli grał na giełdzie. Wyjechał szerzyć słowo, ale popadł w długi i potrzebuje pomocy.

Wszystko to podpowiada mi, że Eli już na samym początku chciał zniszczyć DP. Pokonać go. Aktem tego byłoby odebranie mu choćby części pieniędzy. Ale działa skrycie, nie stawia sprawy jasno. Stara się osiągnąć to samo co DP ale w inny sposób. To jest bardzo wyraźnie zaznaczone, jak się rozbudowują i rozszerzają swoją działalność. Osiągają to innymi drogami: DP własną pracą, Eli dzięki darowiznom. Czy też nienawidzi ludzi? Nie wiadomo. Czy zależy mu, by nimi rządzić? Chyba tak. Czy DP też na tym zależy? Nie. Czemu Eli chce zniszczyć DP? Nie wiadomo.

Druga ważna scena: przy ognisku. Gdy DP rozmawia z Henrym i opowiada mu, że nienawidzi ludzi. Dlaczego? Nie wiadomo. Chce zarobić, by móc się od nich uwolnić. Czy to prawda? Wątpię, bo jednocześnie zależy mu na konkurowaniu, wygrywaniu, ale w dziwny sposób, polegający na pokonaniu przeciwnika. Czy cała rozmowa w ogóle była szczera? Też wątpię, bo nie było chyba momentu, w którym DP zaskoczył, że Henry nie jest jego bratem. Musiał to podejrzewać od początku. Głupcem nie jest. Chciał w to wierzyć?

Czemu więc zabił? Nie mam pojęcia, może jednak ujawnił przed nim prawdziwą cząstkę siebie i chciał ją pochować. Skąd jego reakcja przy czytaniu dziennika, który mógł należeć do jego brata? Nie wiem, może był wrażliwy na punkcie rodziny i traktował ją jak świętość. Czemu więc nie założył własnej? Może chciał, ale nie znalazł nikogo w tym plebsie, i stąd jego rozgoryczenie? Czysta spekulacja.

Syn, H.W. Sierota, którą przygarnął, by mieć ładną buźkę przy podpisywaniu transakcji. Troszczył się o niego, był dla niego ojcem, ale gdy w potrzebie był też szyb, wybierał szyb... chociaż nie musiał. Wybicie lin mógł zrobić ktoś inny, więc rąk do pracy też nie było trzeba. Błąd logistyczny scenariusza? Może. Gdy H.W. wymagał specjalnej pomocy, było to ponad jego siły. Pytanie pozostaje jedno: czy zjednoczyli się na pokaz, czy też szczerze chciał go mieć przy sobie? Tutaj wchodzi kwestia Henry'ego: czy DP zależało na rodzinie? Chciał ją stworzyć? A gdy okazało się, że nie wyszło, adaptowana sierota stała się dla niego częścią znienawidzonego świata?

Tutaj może być powód, czemu nienawidzi ludzi. Bo nie ma w nich nic z niego samego. W H.W. na koniec nie ma nic z DP.

Finał. Czy Eli był jedyną osobą, którą DP chciał pokonać? Zniszczyć? Czy zrobił to może przy okazji, bo się takowa nadarzyła? Raczej to drugie, nie szukał gościa na starość, miał go w dupie, był tylko wobec niego czujny, ten sam przyszedł. Czym więc była ta konfrontacja, dlaczego po "wygraniu" jej padły ostatnie słowa w filmie "I'm finished", a na końcu pojawił się tytuł: "There will be blood"?

Wtedy chyba okazuje się, że ci dwaj pojedynkowali się o to, kto jest prawdziwym Prorokiem. DP mówi, że prawdziwym Trzecim Objawieniem był Paul, który wziął kasę, założył firmę i dobrze sobie radzi. Zakładam, że tu chodzi o prawdziwy kapitalizm, który wcześniej - przed akcją w filmie - nie mógł się stać. Nastąpiła rewolucja przemysłowa, teraz jest on możliwy i Paul go uosabia. Zmiana świata. Eli symbolizuje upadek systemu feudalnego, DP to kapitalista ale z systemem z poprzedniej epoki i bliżej mu do hodowcy bawełny zatrudniającego niewolników, więc jego myśl też nie będzie już kontynuowana.

O co więc chodzi z tytułem? Kiedy miała się krew polać? Gdy dojdzie do konfrontacji tych dwóch, podczas gdy wcześniej nawet nie żywili do siebie takich uczuć? A może wtedy, gdy przyjdzie kapitalizm i wcześniejsze systemy zaczną się ze sobą żreć o ostatki?

Same spekulacje, mało konkretów, sporo zgadywania. Nic z tego tekstu nie wynikło w sumie. Nadal uwielbiam ten film, za sam styl, rozmach i fenomenalność reżyserii, zdjęć, aktorstwa. W sumie tak sobie myślę, że Anderson za bardzo się skupił na kwestiach technicznych, zapominając o tym, by zrobić przede wszystkim dobry film. Udało mu się połączyć "Obywatela Kane'a" z "Odyseją kosmiczną: 2001" oraz "Skarb Sierra Madre", tylko... co z tego?

2 komentarze:

  1. E tam Garret, piszesz 3932 akapity a można by to wszystko w jednym slowie: "chciwość". Albo w jeszcze jednym: "władza".

    Eli to płotka. Myślał że jest niewiadomo kim, a nawet nie potrafił wyżebrać wcześniej mu obiecanych 5000$. Plainview nie lubi jak ktoś próbuje go skubać więc gdy już wypił cały milkshake i Eli był mu więcej nie potrzebny to go zajebał. Podobnie ten Henry-oszukany-brat , "próbujesz mnie okraść? to masz! :D".

    To jest prosty film. Majestatyczny ale prosty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prosty nie równa się "banalny". Inspirujący komentarz..

    OdpowiedzUsuń