wtorek, 24 marca 2015

(serial) Mad Men - sezon 4

Obyczajowy, 2009


O tak, produkcja zdecydowanie zbiera u mnie punkty za oryginalność. Jest tu jedna rzecz której nigdy wcześniej nie widziałem. I nie było to coś, co jest na mojej liście "do zobaczenia w filmie", to ma być jasne, dobrze? Napiszę jedynie, że jest w nią zaangażowana mała dziewczynka... I w sumie Sally wyrasta na moją ulubioną postać całego serialu. Teraz brakuje mi jeszcze jakiejś dorosłej postaci, która będzie umiała z nią poważnie porozmawiać.

"Mad Men" ogląda się coraz lepiej. Dziwna rzecz do powiedzenia, szczególnie ode mnie i w obecnych czasach, ale: coś czuję, że zaraz ten tytuł się rozkręci. Przerwanie seansu w którymkolwiek momencie byłoby równoznaczne nie oglądaniu w ogóle, bo chyba jeszcze nie doszedłem do właściwej treści tej produkcji. I coś mi się wydaje, że to nastąpi dopiero w 7 sezonie, gdy te wątki budowane powoli z precyzją w końcu dojdą do punktu kulminacyjnego.

A ja oglądam, jest miło i czekam tylko, co z tego wyniknie. Nie chcę się zawieźć. Na tym coraz mocniej polega siła serialu.

13 epizodów po 47 minut


Do tego czasu, mam dwie ogólne uwagi. Jedna dla serialu, kolejna do widzów.

1) Nawiązywanie do prawdziwych wydarzeń.

Jest. I to wszystko. Ktoś przejął się śmiercią Marylin Monroe. Dlaczego? Nie wyjaśniono, tylko wspomniano, że takie uczucie miała Ameryka do tej kobiety. Coś tam sam wiem w tym temacie, ale chciałoby się, żeby serial też coś o tym rzekł. Podobnie z JFK. Przed śmiercią ani słowa, tylko w telewizji pokazano kilka razy Kubę. A po śmierci historia stanęła w miejscu bo dosłownie wszyscy byli w szoku z powodu wydarzeń w Dallas.

2) Ponoć serial jest monotonny i stoi w miejscu.

To takie zdanie, które przewija się gdy czytam opinie o serialu. Sam obstawiam, że oglądający po prostu zgubili wątek. I nie ma w tym nic złego. Ja go straciłem po 6 odcinkach pierwszego sezonu kilka lat temu. Nudziłem się, przestałem oglądać, wystawiłem 6/10 i cześć. Dopiero wpis na czyimś blogu w połowie 2014 roku zachęcił mnie do kolejnego podejścia. I dobrze, że tak się stało.

Prawda jest taka, że dzieje się sporo, ale trudno to wychwycić i ubrać w słowa. Konstrukcja całości nie jest podobna zbytnio do typowej serialowej, z wyraźnym finałem sezonu (nie licząc trzeciego). To wydaje się jak jedna długa fabuła rozwijająca się bezustannie, a wszelakie punkty kulminacyjne na które zbiera się każdorazowy sezon są dla świętego spokoju. Byle były, a w tym czasie twórcy zajmują się tym co jest dla nich istotne. A każda postać ma jakąś linię, szczególnie taka Peggy Olsen, która od pewnego momentu w 2 sezonie zdaje się prawdziwym głównym bohaterem tego serialu. Ale zmienia się powoli, stawia po kilka kroczków na sezon. Inną różnicą wobec "kanonicznej" konstrukcji jest wprowadzanie nowych postaci lub wątków w połowie jednego sezonu by właściwie je rozwinąć w następnym. Tak było z dziećmi Dona, które najpierw były, bo... były. Potem zyskały już świadomość, a w trzecim rozdziale uczestniczyły wyraźnie w życiu rodziny. Miały wymagania, dojrzewały, sprawiały kłopoty.

I dlatego oglądam. By zobaczyć dalszy ciąg. Tylko dlatego.
Sezon I - 7/10
Sezon IV - 7-/10
Sezon III - 7-/10
Sezon II - 7-/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz