wtorek, 10 marca 2015

(serial) Mad Men - sezon II

13 epizodów po 47 minut

Dużo czasu minęło od momentu, gdy skończyłem oglądać pierwszy sezon tej ujmującej produkcji, dlatego też z takim entuzjazmem odkrywałem od nowa urok "Mad Mena". Jego subtelność i diabelską inteligencję w budowaniu dramaturgii nie zostawiając po sobie żadnych śladów - w końcu bohaterowie nie chcą ujawnić prawdy o sobie przed innymi postaciami, prawda? A skoro widz jest jedną z tych postaci, dlatego oglądałem bardzo ważną scenę i na końcu nie miałem pewności, czy naprawdę była ważna - a może bohaterowie faktycznie tak dobrze ukrywają swoje emocje i tylko udają? Do tego ten kunszt aktorski, ten smak w budowaniu scenografii i atmosfery!

Ale dosyć szybko zorientowałem się, że to nie to samo, bo najwidoczniej postawiono malutki kroczek w stronę mniej wyrobionego widza, by i on dostrzegł to co dostrzegałem ja. Dwuznaczności są teraz nieco bardziej oczywiste, a gdy stykałem się ze scenę pozornie nie dającą mi pewności, ja tę pewność jednak miałem. Twórcy przesadzili i zbyt dobitnie odkrywali karty.

Przykład: jest tu scena w której Dick Phillips dowiaduje się, że jego była żona znalazła sobie nowego faceta, i odsyła mu swojego psa bo ukochany ma uczulenie na jego sierść. A Dick dał tego psa swoim dzieciom, by mogły go wspominać. Trochę później wchodzi on do pokoju i prawie wychyla z butelki, już przystawił gwint do ust ale zobaczył wzrok psa... i zaniechał tego. Tylko do czasu aż wyprowadził psa na dwór, w drzwiach zdjął mu obrożę i zamknął za sobą drzwi, po czym wrócił do butelki. Koniec przykładu. Mogę tylko pomarzyć, jak cudownie byłoby to ujęte w 1 sezonie! Poszedłby na długi spacer i wrócił bez pieska, bo ten mu uciekł - i nie byłoby pewności: tak było naprawdę czy też go wypuścił? Czy po wszystkim pije z powodu psa, żony, dzieci? Czy te dwa zdarzenia są powiązane? Teraz nie ma tu żadnej wątpliwości.

Wciąż są sceny, które są zagadką. Choćby finał 5 lub 6 odcinka, gdy Don goli się w łazience i nagle zamiera, bo coś usłyszał... ale w jaki sposób to na niego zadziałało? Czy same słowa miały z tym coś wspólnego, czy tylko fakt, kto je wypowiedział? Prosta scena w której każdy detal jest istotny. Wciąż zdarzają się dialogi, w których aktorzy z kamienną twarzą wypowiadają słowa o takiej mocy, jakby mi do ciała co zdanie przytwierdzali malutki ciężarek, przybijając mnie w ten sposób do ziemi. Mięśnie na twarzy nie drgają bo już są napięte, głos zmienia się niemal niezauważalnie, tylko słowa się nie zgadzają z obrazem. I jest jasne, że właśnie byłem świadkiem regularnej wojny.

To też zresztą było w stylu "In your face", ale akurat nie mam nic przeciwko w tych scenach.

Ten serial nadal umie celebrować umiejętność widza do patrzenia. Świadomości, co należy widzieć, na czym się skupić. Jest w tym tylko troszkę mniej subtelny niż się spodziewałem po pierwszej serii. Może chęć dotarcia do mniej wyrobionego widza stała się tego przyczyną, ale generalnie cały niniejszy rozdział jest bardziej bezpośredni. To leży w naturze tej historii, bo wielokrotnie znane nam postaci podejmują otwarte rozmowy między sobą i mówią co czują. Trudno mi wyobrazić sobie tę opowieść bez nich, jeśli miałaby nadal przeć do przodu. Może więc nigdy nie było żadnego "niewyrobionego widza"? Z tą produkcją nigdy nie wiadomo.

I oglądam trzeci sezon.
Sezon I - 7/10
Sezon II - 7-/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz