niedziela, 12 kwietnia 2015

"Leon zawodowiec" (DC) Lubię Mathildę.

Crime, 1994


Wersja reżyserska, trwająca ponad 20 minut więcej (ze 110 do 133), po której musiałem sprawdzić w Internecie, co tak naprawdę dodano, bo w sumie nic bym z tej historii nie wyciął. Najwyżej pierwsze 11 minut, gdy tytułowy Leon wykonuje zlecenie - nie miało to nic wspólnego z fabułą, można było spokojnie zacząć od Mathildy siedzącej na korytarzu - ale i to coś dodało. Pokazano widzowi bohatera w akcji, zresztą potem nie było ku temu okazji, i zaoszczędzono czas gdy dziewczynka zaczęła pytać, jak jej nowy opiekun zarabia na życie. Zobaczyłem też ikoniczny moment wyłaniania się z ciemności, oraz ponownego wtapiania się w nią. Plus: to dobra scena akcji była.

Direct Cut rozbudowuje postać owej Mathildy oraz relację z Leonem, do którego trafiła po tym, jak skorumpowany policjant rozstrzelał jej rodzinę i nie miała gdzie się podziać. Scenariusz chciał, że miły pan obok okazuje się płatnym zabójcą, i zaczyna uczyć 12-letnią sierotę... cóż, życia. Zaczyna się od prośby, by sprzątnął tych, którzy zrobili jej krzywdę - następnie chce sama nauczyć się sprzątać. Z czasem ich znajomość staje się coraz bardziej intymna. I większość tego pokazano w rozbudowanym metrażu.



Im dłużej nad tym myślę to Mathilda może być jedną z moich ulubionych postaci po tym seansie. Nie tylko jest to rola dziecięca (Portman rocznik '81), ale i szalenie rozbudowana, pełna sprzeczności. Pali papierosy, przeklina, jest agresywna, ale też wrażliwa i gdy Leon zabawia ją Panem Świnką w jej oczach widziałem definicję dzieciństwa. I wciąż jest dzieckiem przez całą tę przygodę - eksprymentuje z otoczeniem, prowokuje, robi pewne rzeczy tylko po to by sprawdzić, co się stanie (scena w restauracji, gdy wypiła haustem lampkę wina i zaczęła się śmiać na cały lokal). Potem zatraca się w samej idei sprzątania, zakochuje się w Leonie, ale robi to tak, jakby kochała swojego rodzica, którego mogła samodzielnie wybrać a ten ją odrzuca, czego nie rozumie. Dodano perfekcyjną scenę w której dosłownie chce sobie strzelić w głowę, bo on jej nie kocha - jest niezrównoważona, co jest w pełni zrozumiałe! Miała na głowie o wiele za dużo jak na swój wiek, i mimo obecności Leona była na końcu skazana wyłącznie na siebie.

Właśnie, sam Leon. Zupełnie zapomniałem, że jedną z pierwszych scen które go definiują rozgrywa się w kinie, gdzie ogląda śpiewającego Gene'a Kelly'ego na rolkach. Podoba mi się jego dziecinność, wynikająca raczej nie z opóźnienia umysłowego, a świadomego zatrzymania się na pewnym etapie. Jakby nie chciał zobaczyć istoty tego jak zarabia na życie. I czemu to właśnie robi? Szkoda, że to wyjaśniono. Albo inaczej: zrobiono to w tym stylu. Mimo to: ten bohater jest idealnym towarzyszem Mathildy. Mają wiele wspólnego, i to w dziwny sposób. Cały czas się odbijają od siebie, zbliżają, i są sobie potrzebni.


Ta dwójka oraz nietypowe poczucie humoru tworzą dla mnie cały film, strasznie przyjemny seans. Właściwie jedynym moim problemem z tą produkcją jest Luc Besson na stołku reżyserskim, który ewidentnie nie miał pojęcia co się dzieje, ale poszedł za ciosem. I sam film jakoś sobie radził, tylko gdzieś tam po drodze pan Besson musiał się pojawić na planie i wtrynić swoje smaczki, takie jak ta rozmowa telefoniczna na początku:

- Ktoś chce się z panem spotkać.
- Jak wygląda?
- Poważnie. I idzie już na górę.
*klik*
- (do towarzyszy w pokoju) Ktoś chce się ze mną spotkać. Wygląda poważnie i tu idzie.

Odmawiam uwierzenia, że ktokolwiek kto zna się na kinie mógł zgodzić się na taki moment w jego opowieści.

4 komentarze:

  1. Rewelacyjny film, ale faktycznie odnosi się chwilami wrażenie, że oderwany od rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hey, Pedo!
    http://www.youtube.com/watch?v=5TLV3G_dVXU

    OdpowiedzUsuń
  3. :)


    Strasznie amatorsko to wygląda, jak jakaś autorska produkcja z YouTube'a sprzed wprowadzenia HD.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zmieniaj tematu. pedo

    OdpowiedzUsuń