wtorek, 7 kwietnia 2015

(serial) Better Call Saul - sezon I

Tragedy, 2015


Saul Goodman, drugoplanowa postać w "Breaking Bad", nazywał się kiedyś inaczej: Jimmy McGill, i pracował jako podrzędny adwokat który zarabiał grosze jako papuga z urzędu. I prowadził normalne, szare życie, w którym starał się zarobić na chleb i móc podnieść czoło z godnością na koniec dnia.

Od pierwszych ujęć fani "BB" mogą poczuć się jak w domu, bo to znajoma poetyka obrazu, ino lżejsza i mniej złożona. Wciąż zaczynamy poznawać scenę od niezwykłego punktu widzenia, skupiamy się na szczegółach, a nasza uwaga zostaje odwrócona poprzez prozaiczne czynności przyspieszone gęstym montażem. Sztuczka nie jest prosta, ale gdy już się ją opanuje, można sprzedać prawie każdą opowieść jako coś intrygującego (ekhem, "Fly"). Ale tylko na krótką metę. W "BCS" jest trochę inaczej - początek intryguje sam w sobie, z wieloma wydarzeniami które rozgrywają się ale widz nie ma pojęcia o co w nich chodzi. Kim jest Chuck? Czemu jego dom wygląda jak wygląda? Jak zrodziły się takowe relacje między Jimmym i innymi postaciami? Co będzie dalej?

10 epizodów po 50 minut
Będzie... mniej. Po prostu: mniej. Trochę jest w tym winy odgórnego założenia, jakie twórcy mieli, żeby to była trochę stabilniejsza i mniej radykalna produkcja niż "BB". Tam nie epatowali przemocą, jedynie nie odwracali głowy, gdy ta następowała. W "BCS" rozlew krwi dzieje się gdzieś obok, wygodnie i spokojnie. Podobnie jest z główną postacią, która - nie zrozumcie mnie źle, ma swoje zalety! - jakby dano szlaban na jakikolwiek rozwój. Czyli na to, co było najciekawszą stroną "BB", arka każdej postaci i jej scysje z pozostałymi. Jimmy McGill co chwila dostaje okazję, by zrobić coś niepochlebnego. Przymknąć na coś oko, ratować siebie czyimś kosztem, i za każdym razem prawie bez namysłu z tego rezygnuje. Jakby twórcy na siłę pilnowali, by pozostał pozytywną postacią, którą konserwatywny widz może poprzeć. A najciekawsze sytuacja w tym sezonie powstają właśnie ze złamania tej zasady - "zaliczka", billboard, Chuck na swoim.

Tytuł jest też mylący, ponieważ to nie tylko opowieść o wcześniejszych latach życia Saula Goodmana. Pojawi się Tuco i Mike - a ten drugi zwyczajnie ukradnie na kilka chwil uwagę widza. Pierwsza seria jest bardzo dobrze zaplanowana - każdy wątek jest pod kontrolą i dokądś zmierza, nic nie pozostaje gdzieś zgubione, każdy wspomniany kilka razy element będzie potem istotny. Ale jednocześnie jest to opowieść o nieco zbyt wielu twarzach naraz. Będą sceny retrospekcyjne pokazujące życie Jimmy'ego zanim został prawnikiem - tylko po to, by wypełnić czas. Będą nawet standardowe zapełniacze taśmy, boleśnie widoczne. Zanim wyłoni się z tego coś spójnego minie kilka odcinków. I nie będzie to coś wielkiego lub ważnego.

"Better Call Saul" to opowieść prywatna, klasyczna tragedia o człowieku który pewnie nigdy nie miał udanego życia. Pracował na poczcie, po godzinach ukończył korespondencyjny kurs prawa co zajęło mu lata, ale wszystko co uzyskał to gównianą pracę i nowe życie, w której nikt go nie szanował. Dostawał szanse by zyskać coś na czarno i je odrzucał, bo wolał postępować jak należy. I zawsze dostawał za to po dupie - zwykle z nieoczekiwanej strony. Ilekroć robił coś właściwego, upadał nieco niżej. A wiemy, gdzie jest obecnie, i co mu z tego zostało. Tak naprawdę jego jedynym przyjacielem jest Vince Gilligan, który dał mu towarzystwo w postaci widza, by mógł go zrozumieć.
6/10.

PS.: Mokry sen Garreta - zobaczyć scenę z billboardem na jednym ujęciu. Ale nie "Gravity" style.

6 komentarzy:

  1. A ja jestem jedynie po pierwszym sezonie Breaking Bad

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jeszcze nie poznałeś Saula.:) On chyba w połowie 2 sezonu się pojawia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Breaking Bad Sezon 2 Epizod 8 - tytuł odcinka "Better Call Saul". Przypomniałem sobie ten odcinek, jest znakomity. Saul Goodman ożywił ten serial i zasłużył sobie na oddzielną produkcję. Pierwszy sezon tego spin offa bardzo mi się podoba, akcja rozkręca się powoli, ale wciąga, sporo gadaniny lecz to nie przeszkadza, bo dialogi są genialne. Sporo fajnych wątków, ciekawie rozpisane postacie i relacje między nimi (np. pomiędzy Jimmym i jego bratem). Nie ma tu jednoznacznie pozytywnych postaci. Mimo że i tak wiadomo do czego ta historia zmierza to ogląda się z ogromnym zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszy moment

    http://www.youtube.com/watch?v=ec8lOMGt2B4

    OdpowiedzUsuń
  5. A weź, to jego rzucane tekstami było męczące i tanie.


    Ale ta laska to ma świrnięte oczy. Typowy bohater "Breaking Bad"

    OdpowiedzUsuń
  6. Więc wychodzi na to, że nie poznałem :) oglądałem kilka lat temu pierwszy sezon i w sumie cały ten boom mnie ominął, choć teraz o Saulu jest głośno, kojarzyłem że to spin-off, ale nawet nie sądziłem, że gościa nie poznałem. Za mało w tym siedzę :)

    OdpowiedzUsuń