sobota, 11 kwietnia 2015

"Wściekłe psy"

Heist Film, 1992


Obraz trudny do obronienia. Konia z rzędu temu kto udowodni, że to dobry film - z miałką fabułą, brakiem akcji, gadaniną rozciągającą metraż do przesady. I kilkoma innymi nokautującymi minusami, ale jednak trudno napisać, by była to opowieść o niczym. "Wściekłe psy" są o mężczyznach. Skupiono się na sposobie w jaki oni rozmawiają, słuchają opowieści, opowiadają je, traktują siebie nawzajem w codziennych i ekstremalnych sytuacjach. Jedna postać dostanie w brzuch i będzie bać się śmierci, zacznie piszczeć ze strachu; druga będzie go trzymać za rękę i tulić do piersi, pocieszając w najbardziej haniebny sposób, ale nie opuści go za żadną cenę. I chociaż to opowieść o przestępcach, na końcu liczy się tylko silna wiara głównego bohatera w sprawiedliwość, której broni własną piersią. Bo nie musi być tam nikogo więcej.

"Don't pussy out on me now!"
Lubię pewne momenty tej opowieści. Szczegóły techniczne, ruchy kamery, drobiazgi w dialogach. Scena otwierająca dotycząca starych piosenek: ani trochę nie zestarzała się, chociaż dotyczyła tego co działo się w tamtym momencie w muzyce, a dziś oglądam ją i nawet nie pamiętam, bym kiedykolwiek ją słyszał. Nie musiałem. Gdy Mr Blonde wychodził po benzynę do samochodu, kamera za nim podążała całą drogę, trzymając widza w nieokreślonym napięciu - pauza idealna. Sztuczka, którą niewielu twórców kiedykolwiek opanowało. Absolutnie rozbraja mnie scena, w której w końcu wyjaśnia się, w jaki sposób Mr Orange zarobił kulkę. Co za ironia! Ten surowy, poważny styl filmu sprawia, że każde takie szaleństwo jest po prostu niedorzeczne. I dlatego bawi tak mocno.

Wspominam o nich, ponieważ to w nich kryje się urok tej produkcji. To taki prezent od siebie dla siebie w wykonaniu pana Tarantino. Ziszczone marzenie o zrobieniu znajomej produkcji po swojemu, dla czystej zabawy. Składniki są ograne, fabuła banalna, ponoć cała produkcja jest silną kalką pewnego azjatyckiego filmu o gliniarzu działającym pod przykrywką (którego nie oglądałem, więc...), ale szczegóły wyróżniają tę produkcję tak bardzo, że właściwie trudno tu nawet skupić się na jej słabych stronach, a dopiero je zauważyć. W tym szaleństwie jest metoda - wszystko co było wywalono przez okno, sceny takie jak napad czy ucieczka są albo ukryte albo pokazane w dużym skrócie. Reżyser skupił się na scenach, które zwykle nie towarzyszą temu gatunkowi, i zbudował jedynie z nich całą opowieść. Wszystkie minusy zamienił na plusy. I dlatego tak łatwo jest polubić tę produkcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz