sobota, 16 maja 2015

Absolwent (7/10). Kamień milowy pornografii.

Coming-of-Age, 1967


Nie, serio. O niczym innym nie myślałem przez pierwsze 30 minut seansu, że to zaraz obróci się w jakieś vintage porn. Mimo mojej znajomości tego tytułu, w końcu oglądam go drugi raz... po przeszło 5 latach najmniej.

Benjamin skończył średnią szkołę, i teraz nie wie, co robić z życiem. Chce tylko być... inny. Od czego? Pierwsza podpowiedź podsuwa się w chwili następującej, gdy widz obserwuje przyjęcie wystawione na cześć naszego bohatera i jego wyników szkolnych. Wszyscy są tam nie tylko dużo starsi od niego, ale też są to jego pośredni przyjaciele: tak naprawdę są to bliscy jego rodziców, zachowują się na dodatek jakby spadli z księżyca. Szybko od nich ucieka do swojego pokoju, tam jednak odwiedza go pani Robinson, starsza już kobieta, matka dziewczyny z którą Ben chodził do szkoły. Prosi o podwiezienie do domu - tam są sami; proponuje młodemu drinka a kilka chwil później już nawet on nie ma wątpliwości: ona chce go uwieść.


Zaskoczony jestem jak dokładny ten film jest pod względem psychologicznym. Szczególnie, że poradzono sobie bez monologów z OFF-u i innych podpowiedzi dla widza. Sam obraz, przedstawienie jego zachowania, śladowe sztuczki montażowe z przejściami jako mruknięciami oka do widza. Nie jest to szczególnie wymagające kino, ale jednak przyjemnie się myśli podczas seansu nad motywacjami bohaterów. Czemu ona zaleca się do niego? Czemu on się na to zgadza? Czym to dla niego jest? I tak dalej, aż do końca, zachowując po drodze bardzo lekką formę. Chociaż w ogólnym rozrachunku jest to dramat, ogląda się to jak komedię - mnóstwo tu oryginalnych żartów które wynikają włącznie z tych postaci i ich zachowań. Jak choćby pierwszy pocałunek, mający być planowo romantyczny, a skończył się tubalnym rechotem.

Zdumiony jestem poziomem reżyserii Mike'a Nicholsa, który tutaj zaprezentował poziom Scorsese. Obudował świat bohatera basenami i akwarium, by cały czas towarzyszył mu efekt tonięcia. Dał piosenkę, która wyraża jego stan emocjonalny w kluczowych chwilach opowieści. Wszystkie ujęcia są perfekcyjnie zaplanowane pod jedną wspólną ideą, ciągną się tak długo aż uchwycą w tej fikcji element prawdy. Aktorzy rozmawiają tak długo, aż włączą się emocjonalnie w każdy dialog, uczestniczą w życiu postaci. Świetnie posłużono się elementem czasu - często widz czeka gdzieś w środku sceny, aż ktoś podejdzie, pojawi się, dołączy do wydarzeń. Wyczekuje tego, i nie przychodzi to wraz z cięciem montażowym. Mnóstwo tu biegania, szczególnie w finale, kiedy każde ujęcie zaczyna się minutą - zdaje się - sprintu. Bohater spieszy się, szuka gdzie tylko przyjdzie mu to do głowy, a czas ucieka. Prosty sposób na budowanie dramaturgii w realistyczny sposób - włożyć w to wysiłek.

Ostatecznie "Absolwent" to przede wszystkim świetny film z gatunku "Coming-of-Age", który perfekcyjnie ujął okres życia, w którym człowiek jest pewny tylko jednej rzeczy. I będzie się jej trzymał, bo tylko tyle wtedy posiadał. Pamiętajmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz