niedziela, 31 maja 2015

Full Metal Jacket (7/10). Hehe

Satire & Psychological Drama, 1987


Pierwszy raz zetknąłem się z polskim lektorem przy filmie Kubricka gdy ten leciał w telewizji. Ale i tak włączyłem wersję angielską, bez napisów.

Jak większość widzów, jestem fanem przede wszystkim pierwszej połowy, gdy w nieco przejaskrawiony sposób pokazano, jak wygląda trening żołnierzy, zanim trafią oni na pole walki. W tym wypadku - do Wietnamu. To pięknie sfilmowana część, w której zdaje się - nie ma żadnych dialogów. Wciąż mówią, śpiewają, rozmawiają, jednak brzmi to jak muzyka. Nie ma w nich większej wartości informacyjnej, nie posuwają one akcji do przodu - ta robi to sama, i kamera musi tylko to przedstawić - zlewają się jedynie w tle z dźwiękami. Służą podkreśleniu emocji, albo i pokazaniu ich, gdy obraz tego nie może. To mogła być produkcja niema i tyle. Sierżant krzyczy na ochotnika, nic nie słyszymy ale widzimy minę biedaka - i to wszystko, czego potrzebujemy.




Ale jest jaka jest, i trzeba było napisać wiarygodny dialog, żeby zachować iluzję. Cóż, podołano temu - każda linijka Sierżanta to natychmiastowy klasyk, który w ogóle się nie zestarzał. Gość bawi, gdy słyszysz jak opierdala innych, ale gdy podejdzie do ciebie i zacznie robić to samo, będziesz się bał poruszyć palcem w bucie bo i to może zobaczyć. Zaskakuje również dla mnie jest to, że w sumie... polubiłem gościa. Był twardy i wulgarny, ale jednak dało radę z nim żyć, i był sprawiedliwy. Choćby ta scena, gdy Joker mówi, że nie wierzy w Dziewicę Maryję i pomimo presji ze strony sierżanta zostaje przy swoim. Ten zamiast go niszczyć dalej, daje mu awans - za posiadanie jaj. Proste.



Cały zamysł stojący za tą produkcją opierał się na przedstawieniu młodych Amerykańskich chłopców, którzy przyszli na wojenkę dla zabawy, będą hehe zabijać, ale trafiają na rzeczywistość i chociaż widzą śmierć, to Adam Baldwin ze swoją Virą dalej chce biec i ratować swoich, chociaż sam zapewne w ten sposób zginie. Tu nawet nie mówią o "umieraniu", ale "straceniu". Jakby to było jakieś GTA. Albo zgon po alkoholu.

Jednak akcenty źle rozłożono i za dużo jest tu miejsca dla komedii, a brakuje go dla dramatu. Trudno uwierzyć choćby w przemianę Wilsona Fiska, albo z jakimkolwiek zainteresowaniem śledzić drugą połowę historii, która jest jedynie... solidna. Przeszkadza w sumie tylko to, że widziałem ją już w innym wydaniu - lepszym - i dlatego od początku wiem, co dostanę dalej. Nie ma niespodzianki, nie ma pazura który dotknie mojego gardła. Lubię lekką stronę "Full Metal Jacket", jednak przejście w poważne klimaty niespecjalnie się udało. Lepiej w tym celu obejrzeć polską "Samowolkę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz